Maratończyk, czyli faceci po czterdziestce głupieją. Dowód na własnym przykładzie.
Maratończyk, czyli faceci po czterdziestce głupieją. Dowód na własnym przykładzie. Maratończyk, czyli faceci po czterdziestce głupieją. Dowód na własnym przykładzie.

W gąszczu zblazowanych czterdziestolatków odnaleźliśmy takiego, który coś zrobił dla siebie i nie zawahał się o tym opowiedzieć. Oto jego historia:

„Właśnie ukończyłem swój drugi w życiu maraton. Królewski dystans z okazji moich urodzin pierwszy raz zrobiłem rok temu, pod kryptonimem 42/42. Miało być 42/42/42 (42 kilometry na 42 Maratonie Warszawskim w moje 42 urodziny), ale wirus ograniczył liczbę uczestników. W tym roku jest podobnie. Pobiegłem sam, z kibicem i ekspertem od nawodnienia na dwóch kołach – tak jak rok temu kochana żona, a na mecie dzieci z tortem! Wtedy było 4:07. Marzenie na ten rok, bez zmian: pobiec poniżej 4 godzin. Żaden wyczyn dla zawodowców, ale mój osobisty, bardzo ambitny i osiągalny cel.

Udało się! 3:57:35! Za rok powtórka! 

Zaczęło się w 2015 roku – pierwsze 10 km wiosną w godzinę. Ale byłem zadowolony! Przy okazji kolejne podziękowania od super ekipy z firmy IQ Marketing, w której miałem swój najdłuższy zawodowy epizod - za urodzinowy zestaw „jay on the run” z wkrętką :) Jesienią 2015 w pierwszym moim Biegnij Warszawo – 55:09 (chciałem poniżej 55). Życiowe 10 km: 45:32 w 2019 (chciałem poniżej 45). Pierwszy półmaraton – też w 2019 1:45:27 (chciałem poniżej 1:50).

Do półmaratonu w 2019 roku przygotowywałem się poważniej. Prosta rzecz: google, określasz dystans, cel, czas na przygotowanie. Porównałem kilka planów, wybrałem jeden dla siebie i realizowałem go przez 12 tygodni. Sukces. Potem to samo maratony: sukces lub prawie sukces. Bez przygotowania nie byłoby ani sukcesu, ani prawie sukcesu. Czas jest wtórny. Jestem szybszy, bardziej wytrzymały, szczuplejszy i 6 lat starszy…

Ale nie o to chodzi. Przy okazji swego poważnego wieku, mam coś poważniejszego do przekazania nie tylko dla młodszych od siebie.

Żyjemy w czasach, w których efekt chcielibyśmy widzieć natychmiast. Unikamy wyrzeczeń. Brak natychmiastowego powiadomienia o sukcesie i uznaniu powoduje, że w ogóle nie wybieramy się w drogę. Zapominamy, że nawet jeśli nie dojdziemy do celu, to wartościowa jest sama droga. W miarę jej pokonywania cel może się lekko modyfikować, przesuwać, staje się często bardziej ambitny. Może okazać się, że możemy więcej, niż byliśmy w stanie przypuszczać. Dowiadujemy się o tym tylko pod warunkiem zrobienia pierwszego kroku, potem drugiego.

Najważniejszy nie jest cel finalny, ale ten najbliższy krok. Najbardziej cieszy droga. Strategia Małysza: skup się na najbliższym skoku. Przykład z mojego biegania, to właśnie to. Chciałbym swoje urodzinowe maratony poniżej 4 godzin mieć jako osiągalny cel do 60 lat albo i dłużej.

Dlaczego nie zastosować takiej recepty do celów życiowych lub biznesowych?

Chcesz zwiedzić cały świat i co z tym robisz? Chcesz pracować w innym miejscu, na innym stanowisku, prowadzić swój biznes? Chcesz opanować język obcy? Schudnąć? Nabrać masy mięśniowej? Studiować w Korei? Zamieszkać w Japonii? "Nie uda się, nie mam czasu, nie stać mnie, to nierealne" – wygodne wymówki są zawsze pod ręką. Zobacz, gdzie będziesz, jeśli przez cały rok Twoje marzenie pozostanie wyłącznie w sferze myślenia o nim: 1,00^365 = 1. Zobacz, o ile dalej dojdziesz, jeśli będziesz dokonywał 1 promil progresu dziennie: 1,001^365 – 1,44. A 1% progresu dziennie: 1,01^365 = 37,77.

W rzeczywistości nie robiąc nic w wielu obszarach, nasza baza się zmniejsza. Niezależnie, czy chodzi o słówka w języku obcym, czy walkę z naszą wagą albo o pozycję zawodową.

Postaw sobie cele. Zrób plan treningowy, zaplanuj czas na regenerację, wprowadź różnorodność. Zaplanuj małe checkpointy. Daję Ci gwarancję - za miesiąc będziesz dalej, niż jesteś teraz!

Na koniec ciekawostka. Dystans 42,195 km dla maratonu przyjęto dopiero w czasie Igrzysk Olimpijskich w Londynie (27 kwietnia 1908 r.). Wcześniej maraton miał 40 km długości. Dystans ten zwiększono o ponad dwa kilometry z powodu przesunięcia mety w pobliże miejsca, w którym na trybunach siedział brytyjski król Edward VII. Stąd też nazwa dystans królewski.

Sam "maraton" pochodzi oczywiście od nazwy greckiej miejscowości. W 490 r. p.n.e. Grecy po zwycięskiej bitwie z Persami pod Maratonem zauważyli, że armia perska wypłynęła w kierunku bezbronnych Aten. Wtedy wysłali do miasta posłańca Filipidesa. Pokonał on niecałe 40 km (dystans między Maratonem a Atenami wynosi 37 km), przestrzegł przed wrogiem, po czym wyzionął ducha.

Swój pierwszy maraton w życiu na trasie Ateny – Maraton przebiegł znany pisarz japoński Haruki Murakami".

- LuckyJay

0.14850401878357