Tajemnica willi w Brzuchowicach i jeden z najsłynniejszych procesów II RP
Tajemnica willi w Brzuchowicach i jeden z najsłynniejszych procesów II RP Tajemnica willi w Brzuchowicach i jeden z najsłynniejszych procesów II RP

Jest to sprawa dosyć odległa, bo wydarzyła się w przedwojennej Polsce, jednak był to jeden z najsłynniejszych procesów w II RP. Rita Gorgonowa, a właściwie Emilia Margerita (Małgorzata) Gorgon, z domu Ilić - przyszła na świat siódmego marca 1901 w Oćestovie koło Knina w Dalmacji. Oćestovo to mała chorwacka wieś, zamieszkała przez zaledwie kilkuset mieszkańców. Dawne Austro-Węgry. 

Gdy Rita miała zaledwie trzy lata zmarł jej ojciec, z wykształcenia lekarz, a jej matka powtórnie wyszła za mąż.

W wieku 15 lat Rita poślubiła oficera Armii Cesarstwa Austro-Węgierskiego porucznika Erwina Gorgona, a dwa lata później małżeństwo przywitało na świecie syna. Młodzi rodzice postanowili przeprowadzić się do Lwowa, do rodziców Erwina. Po utracie pracy mężczyzna zaczął zaniedbywać swoją rodzinę, dochodziło też do licznych zdrad z prostytutkami. 

Erwin, gdy kolejny raz wrócił do żony wyznał, że zaraził się chorobą weneryczną. W 1921 roku mężczyzna postanawia wyjechać do USA w celu znalezienia pracy, co za tym idzie lepszego życia. Kobieta wraz z synem miała dołączyć do męża, ale niestety wystąpiły problemy z otrzymaniem wizy.

Emilia Margerita Ilić Gorgon, czyli Rita Gorgonowa. 

Rita i jej syn mieszkali u państwa Gorgonów, ale zaczęły pojawiać się problemy, ponieważ atrakcyjna młoda kobieta zaczęła być adorowana nie tylko przez braci Erwina, ale też przez jego ojca! Kobieta pozostała obojętna na "zaloty" mężczyzn, co przysporzyło jej sporych problemów. W odwecie panowie postanowili napisać list do Erwina, w którym to oskarżą kobietę o liczne romanse. 

Małżonek uwierzył we wszystko co zostało zawarte w liście i postanowił rozwieść się z Ritą, mało tego, polecił braciom wyrzucić kobietę z domu i zaopiekować się ich synem. Gorgonowa jednak zaprzeczała romansom, mimo że lubiła przebywać w męskim gronie i lubiła być adorowana. 

Wkrótce po opuszczeniu domu Gorgonów kobieta postanawia pójść na kurs pielęgniarski i zatrudnia się jako guwernantka. I w ten oto sposób Rita trafia do domu Henryka Zaremby, znajdującego się w Brzuchowicach. 

Henryk Zaremba był cenionym architektem lwowskim, był również właścicielem firmy budowlanej. Miał dwoje dzieci - córkę Elżbietę przez wszystkich czule nazywaną Lusią oraz syna - Stanisława. Żona Henryka - Elżbieta od 1923 roku przebywała w zakładzie psychiatrycznym. Mężczyzna bywał w domu tylko w weekendy, ze względu na swoją pracę. Cały ciężar opieki nad dziećmi i domem spoczywał na barkach Rity. Po roku mieszkania i opieki nad dziećmi Zaremby wybuchł gorący romans między nim a Gorgonową. 

Owocem tego romansu była córka o imieniu Romana urodzona w 1928 roku. Ricie zależało na małżeństwie z Henrykiem, ale córka Zaremby Elżbieta (Lusia) nie darzyła kobiety sympatią, co potęgowało awantury. Konflikt między Ritą, a młodą dziewczyną narastał. Ta oskarża opiekunkę o romanse, informując o tym ojca. 

Konflikt ten był również powodem wyprowadzki Henryka z dziećmi do jego mieszkania, które znajdowało się we Lwowie. Oczywiście mężczyzna pozwolił Ricie i Romanie pozostać w domu w Brzuchowicach, a także zobowiązał się do ich utrzymywania. Jednak Rita uznała, że to za mało i zażądała zadośćuczynienia w postaci 10 tysięcy dolarów. Henryk jednak nie mógł się na to zgodzić i miał głęboką nadzieję, że dojdą do porozumienia.

Od lewej: Staś Zaremba, Rita Gorgonowa z córką Romą i Lusia Zarembianka. 

Nadeszła noc z 30 na 31 grudnia 1931 roku, tej nocy życie rodziny Zaremby miało się zmienić nieodwracalnie. O północy Stanisław został obudzony przez skowyt psa. Zawołał Lusię, myśląc, że padli ofiarami złodziei. Gdy wyjrzał przez okno nie zauważył nikogo. Chłopak zaniepokojony brakiem odpowiedzi na wezwanie Lusi postanowił podejść do drzwi hallu. 

Między choinką, która pozostała po świętach Bożego Narodzenia a pianinem ujrzał kobiecą sylwetkę. Myślał, że to jego siostra, więc zawołał „Lusiu”, ale jednak nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Zdenerwowany zaczął bić pięściami w drzwi. Wtedy postać ta przesunęła się na werandę, skręciła w lewo na schody i znikła. Chłopak zorientował się, że to Rita Gorgonowa. 

Szybko pobiegł do pokoju Lusi i to, co zobaczył bardzo mocno nim wstrząsnęło. Na głowie dziewczyny leżała poduszka, którą szybko zdjął, Zauważył kałużę krwi. Lusia miała głowę skręconą w prawym kierunku a na niej zakrzepłą krew. 

Ciało było jeszcze ciepłe. 

Wybiegł z jej pokoju krzycząc jedynie „Lusia zabita”.

Rita usłyszawszy głośne wołanie Stasia przybiegła na górę, a za nią przyszedł Zaremba. Ojciec i syn reanimowali dziewczynę, jednak nie przyniosło to żadnego rezultatu. 

Plan willi w Brzuchowicach sporządzony przez biegłych, z zaznaczonymi śladami kroków, krwi i kału. 

Na miejsce zbrodni przybyła wezwana przez domowników żandarmeria. Wstępne oględziny pokoju Lusi nie wykazały żadnych śladów śniegu czy wody, która mogłaby powstać w wyniku topnienia zaśnieżonego obuwia. W pokoju Lusi znajdowało się okno, jednak ono było zbyt małe, żeby ktoś mógł się przez nie przecisnąć. 

Nie było śladów włamania, natomiast na ścianie holu, obok kominka odnaleziono 3 krwawe ślady oraz odchody. Gdy zaczęło świtać znaleziono również ślady małych stóp przyprószone delikatnie śniegiem, które biegły w stronę małej werandy (sąsiadującej z pokojem Gorgonowej), rozwidlające się w stronę basenu oraz piwnicy. 

W szklanych drzwiach małej werandy odnaleziono wybitą szybę na wysokości klamki, niedaleko wejścia do piwnicy na murze znaleziono krwawe ślady, a przy samym wejściu do piwnicy zakrwawioną chusteczkę. W basenie natomiast znajdował się żelazny dżagan, jest to narzędzie do robienie otworów w lodzie (nie znaleziono na nim żadnych śladów krwi). Zaremba potwierdził, że dżaganu używał ich ogrodnik. 

Gorgonowa miała na sobie pantofle, które były przemoczone i nosiły podejrzane rdzawe ślady. Tylna podszewka futra nosiła ślady kału, a w prawą rękę Gorgonowa była zraniona. Zapytana o ranę odpowiedziała, że zraniła się o szklankę, którą Zaremba stłukł, gdy zerwał się z łóżka usłyszawszy krzyk Stasia. Zapytana zaś o wybitą szybę w drzwiach odpowiedziała, że stłukła ją wychodząc po wodę do basenu dla Lusi. 

Nie umiała jednak wytłumaczyć dlaczego szła po wodę do basenu skoro w domu znajdowało się kilka miejsc, z których można było ją czerpać. 

Stwierdziła, że futro ma zabrudzone ponieważ w domu zepsuł się klozet i musiała się wypróżniać na zewnątrz, a pantofle przemoczyła wychodząc po wodę. Detektywi ku zaskoczeniu wszystkich stwierdzili, że morderstwa dokonała sama Gorgonowa, ta zaś stanowczo wszystkiemu zaprzeczyła. 

Zdjęcie pokoju Lusi Zarembianki, z akt sprawy. 

Śledczy ustalili, że morderstwa nie mógł dokonać nikt spoza domowników, a tylko Rita miała motyw – chciała oficjalnie zostać żoną Zaremby, a na przeszkodzie stała jego córka. Ponadto w okolicy nie znaleziono żadnych podejrzanych odcisków butów, a pies nie zareagował szczekaniem na żadną obcą osobę, co więcej na ubraniu oraz chusteczce Rity znaleziono krew grupy A, należącą do zamordowanej. 

Gorgonowa miała grupę 0. 

Sekcja zwłok przeprowadzona 2 stycznia 1932 roku w Zakładzie Medycyny Sądowej we Lwowie wykazało ponadto obrażenia części płciowych pochodzących od wciśnięcia z dużą siłą jakiegoś tępego narzędzia do pochwy. Charakter i kształt obrażeń przemawiają za tym, że obrażenia te powstały przez wciśnięcie do dróg rodnych denatki palca w chwili, gdy ta już nie żyła lub była w stanie agonalnym (...)

Według detektywów Gorgonowa sama wszystko upozorowała. Penetrując pochwę 17-latki chciała zmylić trop śledczych, a otwierając okno chciała zasymulować włamanie. Sama zaś miała zamiar wyjść przez drzwi werandy, nie spodziewała się jednak, że natrafi na psa, którego ogłuszyła dżaganem, ten oto skowyt właśnie obudził Stasia, który zaalarmował wszystkich domowników. W międzyczasie Gorgonowa zdążyła ukryć się w jadalni przed biegnącym Stasiem oraz wrócić do swojego pokoju pozbywając się narzędzia zbrodni w basenie. 

Henryk Zaremba był podejrzany o współudział, przez co trafił do więzienia na 5 tygodni. W tym czasie do domu przychodziły listy od kobiet, które chciały zająć miejsce Rity. Cała sprawa miała wydźwięk krajowy, pisały o niej gazety niemal z każdego województwa. Było to coś niespotykanego w tamtych czasach - kobieta niemal o 20 lat młodsza od swojego kochanka zabiła jego córkę. 

Wyrok wydała ulica zanim jeszcze odbył się proces. 23 kwietnia 1932 r. we Lwowie rozpoczął się proces Rity Gorgonowej, oskarżonej o zabójstwo Lusi Zaremby. Obrońcą Gorgonowej był Maurycy Axer zwany „Lwowskim Cicero”, a prokuratorem oskarżającym Alfred Laniewski.  Kobieta nigdy nie przyznała się do zarzucanego jej morderstwa, a na każde pytanie zawsze potrafiła szybko odpowiedzieć. Głównym dowodem obciążającym miało być rozpoznanie mordercy przez 14-letniego Stasia.

Oskarżona Rita Gorgonowa podczas składania zeznań

Po wyjaśnieniach oskarżonej rozpoczyna się postępowanie dowodowe i wzywani są świadkowie. Jako pierwszy przed sądem staje Staś Zaremba. 

Chłopiec potwierdza, że rozpoznaje Gorgonową jako postać, którą widział za choinką. Zeznaje również inne istotne dla sprawy rzeczy: gdy Gorgonowa wezwana krzykami przybyła do sypialni dziewczynki, miała na sobie futro, spod którego widać było seledynową koszulę nocną, zaś w czasie śledztwa oskarżona zeznawała, że spała w białej koszuli. Prokurator dowodzi zatem, że na pierwszej koszuli musiały być ślady krwi oraz kału i dlatego oskarżona spaliła ją, a później szybko przebrała się w białą. 

Ponadto chłopiec zeznaje, że pies w ich domu był zły, z czego prokurator wywodzi, że nikt obcy nie mógł się do niego zbliżyć. Oznacza to, że mordercą był mieszkaniec. Staś stwierdza, że słyszał dźwięk tłuczonej szyby, co wskazywałoby na to, że szyba w drzwiach pokoju Gorgonowej została stłuczona bezpośrednio po zabójstwie. 

Proces toczy się błyskawicznie. Sąd oddala większość wniosków dowodowych obrony. W czasie jednego z posiedzeń oskarżona słabnie. Okazuje się, że jest w ciąży. Oznajmia, że ojcem jest Henryk Zaremba, ten jednak zaprzecza wszystkiemu. W maju dochodzi do końcowych przemówień, a następnie, po krótkiej naradzie zapada wyrok. 

Oskarżona zostaje skazana na karę śmierci przez powieszenie. Obrońcy wnieśli skargę kasacyjną do Najwyższego sądu o przeprowadzenie powtórnej rozprawy z powodu zbyt małej ilości dowodów oraz odrzucanie wniosków obrony. 

Dżagan do robienia dziur w lodzie, domniemane narzędzie zbrodni i główny dowód w procesie. 

Drugi proces rozpoczął się 6 marca 1933 w Krakowie. Oskarżona ponownie nie przyznaje się do winy. W przeciwieństwie do pierwszej rozprawy Sąd nie wydaje pochopnych wniosków, tylko rzetelnie podchodzi do rozwiązania sprawy. 

Przesłuchany lekarz zeznaje, że dżagan, który uznano za narzędzie zbrodni, ważył 4 kg i cios nim winien skutkować połamaniem kości czaszki, a u zmarłej obrażeń takich nie było. Nie wyklucza to, że było to narzędzie mordu, bo uderzenie mogło być zadane z małą siłą. Pozostaje jednak wątpliwość, czy ktoś, kto chce zabić, uderzałby słabo. Lekarz stwierdza, że zmarła miała otwartą ranę. Takie obrażenie można było spowodować ostrym szczerbcem, a dżagan takiego nie ma, zatem przynajmniej jedno uderzenie nie było zadane dżaganem. 

Na dżaganie nie znaleziono również śladów krwi, a krew powinna być wykryta, pomimo że narzędzie leżało w wodzie. 

Ponadto kał, który został znaleziony na miejscu nie był poddany żadnej analizie, a więc nie można jednoznacznie stwierdzić czy był pochodzenia zwierzęcego czy ludzkiego. Problem również sprawia kolor koszuli, która Rita miała na sobie w dzień morderstwa. Biegły stwierdza, że każdy kolor, w tym biel, przybiera różne odcienie w zależności od światła. W końcu na wniosek obrony sąd udaje się na miejsce zbrodni w celu przeprowadzeniu różnych eksperymentów. Wtedy wychodzi na jaw, że pies, który miał być groźny, w rzeczywistości jest uległy i daje się nawet pogłaskać. 

Obalony zostaje również mit, w którym to oskarżona miała by zdążyć schować się przed Stasiem, a później dobiec do pokoju, przebrać się i wyrzucić dżagan do basenu. Na sam koniec Staś nie jest w stanie rozpoznać osoby, która skrywała się za choinką, mimo iż w sądzie zdecydowany był, iż jest to Gorgonowa. Fala nienawiści wzrosła do tego stopnia, że gdyby nie policja Gorgonowa została by ukamienowana pod samym gmachem sądu. 

Po naradzie przysięgłych oskarżona została uznana za winną zabójstwa pod wpływem silnego wzruszenia i skazana na karę ośmiu lat więzienia. Została przewieziona do więzienia Fordon w Bydgoszczy, gdzie miała odbyć resztę swojej kary, lecz 3 września 1939 r. (dwa dni po wybuchu wojny) zostaje wypuszczona na wolność.

Dalsze losy Rity nie są znane. Nie wiadomo, czy zginęła w czasie wojny, czy wyemigrowała z kraju. 

Źródła: [1][2][3][4][5][6]

Autorzy artykułu: Wansee Straszne Historie

0.048748970031738