ONI żyją: do dziś nierozwiązana śmierć technika żywności (YOG’TZE)
ONI żyją: do dziś nierozwiązana śmierć technika żywności (YOG’TZE) ONI żyją: do dziś nierozwiązana śmierć technika żywności (YOG’TZE)

Sprawa YOG’TZE, nazywana również „zagadką autostradową”, jest jedną z najbardziej tajemniczych w historii Niemiec.

Był rok 1984. 29 października grupa Modern Talking zadebiutuje swym wielkim hitem „You’re my heart, you’re my soul”, ale Günther Stoll z Anzhausen już tego nie doczeka. Ginie w nocy z 25 na 26 października.

Stoll był technikiem żywienia, który cierpiał na ataki paranoi. Wielokrotnie niepokoił swoją żonę swoimi wyznaniami. „Oni przyjdą i mnie zabiją” – mówił jej przyciszonym głosem. „Ścigają mnie” – dodawał przerażonej kobiecie. Na pytania żony: „kim są oni”, nie umiał odpowiedzieć.

Początkowo wydawało się, że to klasyczny przypadek schizofrenii paranoidalnej. Kobieta nie uwierzyła, że mężowi coś może grozić, tym bardziej, że przeprowadziła własne śledztwo. W jego wyniku była pewna, że nigdy nikt za Güntherem nie podążał.

W nocy 25 października 1984 roku Stoll siedział spokojnie z żoną w salonie. Nagle zerwał się na równe nogi, ogłaszając „Jetzt geht mir ein Licht auf!”, co można przetłumaczyć jako „Teraz mi zaświtało w głowie”.

Zapisał na kartce frazę „YOG'TZE”, po czym wyszedł z domu, a żona nigdy go już więcej nie zobaczyła. Ten przypadkowy ciąg liter, który do dzisiaj stanowi zagadkę, stał się tytułem fascynującej sprawy śmierci 34-letniego Stolla.

Upadek

Po opuszczeniu domu, na godzinę przed północą Stoll wszedł do swojego ulubionego pubu Papillon w Wilnsdorfie, gdzie dojechał swym niebieskim Volkswagenem Golfem. Po zamówieniu pierwszego piwa upadł na podłogę, zranił się w twarz i stracił przytomność. Nie był pijany, a świadkowie mówili, że nawet nie tknął piwa.

Po ocknięciu się powiedział otaczającym go ludziom, że „nagle odleciał”. Wyszedł z pubu równie gwałtownie, jak wcześniej z domu i pojechał do pobliskiego miasta Haigerseelbach, w którym dorastał.

Około pierwszej w nocy odwiedził w okolicy starszą kobietę, którą znał z dzieciństwa. Zastukał w jej okno i powiedział: „zaraz wydarzy się coś strasznego, przytrafi mi się coś przerażającego”.

Zaniepokojona sąsiadka zachęcała go, by poszedł do swych rodziców mieszkających niedaleko, ale Stoll uważał, że oni by tego nie zrozumieli. Postanowił wrócić do żony, lecz nigdy nie dotarł do domu.

Wrak

Około trzeciej nad ranem dwóch kierowców natrafiło na rozbitego niebieskiego Golfa przy zjeździe Hagen-Süd, ponad sto kilometrów od Haigerseelbach. Kierowcy zajrzeli do wnętrza samochodu, który leżał w rowie wzdłuż autostrady i odnaleźli nagiego, ciężko rannego Günthera Stolla. Zobaczyli też innego mężczyznę oddalającego się od rozbitego auta i niknącego w ciemnościach.

Czekając na przybycie policji, rozmawiali ze Stollem, który powiedział, że jechało z nim czterech innych mężczyzn, ale uciekli. Zapytali go, czy ci mężczyźni są jego przyjaciółmi. Stoll odpowiedział: Oni byli obcy. Poważnie raniony zmarł w drodze do szpitala, a wraz z jego odejściem pojawiły się wątpliwości.

Fakt, że Stoll był nagi, wzbudził konsternację niemieckiej policji, która nie potrafiła tego wyjaśnić. Co prawda Niemcy znani są z kultury naturystycznej, ale prowadzenie samochodu nago w środku nocy nie jest częścią typowych praktyk nudystycznych. Jeszcze bardziej zdziwiły funkcjonariuszy wyniki sekcji zwłok. Okazało się, że Stoll nie zginął w wypadku samochodowym. Przed kraksą był potrącony przez auto prawdopodobnie w innym miejscu.

Dochodzenie

Po prześledzeniu jego dotychczasowego życia, policja wciąż nic nie miała. Żadnych dowodów, czy poszlak. Dlaczego technik żywienia stał się ofiarą morderstwa? Był niekarany, nie miał przeszłości związanej ze światem przestępczym, czy też narkotykami. Nic nie wskazywało na to, że ktokolwiek mógłby chcieć go zabić, poza zeznaniami jego żony o śledzących go obcych, co detektywi puścili mimo uszu.

Po żmudnym dochodzeniu śledczy ustalili, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest to, że Stoll rozebrał się do naga, został potrącony przez samochód, a następnie umieszczony we własnym aucie. Żaden z mężczyzn, z którymi, jak twierdził, był w samochodzie, nigdy nie został znaleziony.

Czy YOG’TZE to bezsensowne bazgroły szaleńca - czy klucz do jego śmierci?

Próby rozszyfrowania ostatnich liter zapisanych przez Stolla do dzisiaj wiodą w ślepy zaułek. Litery nie stanowią słowa w żadnym znanym języku. Dochodzenia policyjne oraz współcześni internauci wielokrotnie próbowali złamać ten kod, ale jak dotąd nikomu się to nie udało.

Niektórzy sugerowali, że G to w istocie 6, pisane jako YO6TZE. Jedna z teorii głosi, że YOG’TZE lub YO6TZE to tablica rejestracyjna samochodu, który go potrącił. Oznaczałoby to, że ​​Stoll przewidział swoją śmierć.

Pojawiły się też przypuszczenia, że może to być radiowy znak wywoławczy Rumunii („YO6TZE”), lub też, że trzy ostatnie litery kombinacji („TZE”) są odwołaniem do dodatku smakowego jogurtów („YOG”). Ta teoria chwilowo mocno się trzymała, bo przecież zmarły był technikiem żywienia.

Możliwe, że YOG’TZE w ogóle nic nie znaczy, jeśli przyjmiemy, że Stoll naprawdę był paranoikiem.

Sprawa została uznana przez władze niemieckie za morderstwo, ale nigdy nie została rozwiązana. Od tamtej pory jest rozpatrywana co roku, lecz jak dotąd wszystkie pytania pozostają bez odpowiedzi.

Zdaniem piszącego te słowa „YOG’TZE” brzmi jak jedno z bóstw H.P. Lovecrafta. Jednakże takie podejście w dochodzeniu wymagałoby zatrudnienia bluźnierczych specjalistów od mitologii Cthulhu i rozszerzenia czynności o mało przyziemne wątki, które mogłyby sprowadzić na Ziemię gniew Wielkiego Przedwiecznego. A to mogłoby się skończyć totalną anihilacją naszej planety - i znowu wszystkiemu byliby winni Niemcy.

źródło: [1]

0.068542957305908