„Maryśki” - kalifornijskie zakonnice znane jako Siostry z Doliny poświęciły życie ziołu
„Maryśki” - kalifornijskie zakonnice znane jako Siostry z Doliny poświęciły życie ziołu „Maryśki” - kalifornijskie zakonnice znane jako Siostry z Doliny poświęciły życie ziołu

Siostry z Doliny, znane również jako „zakonnice zioła”, wierzą w leczniczą moc marihuany – pod względem fizycznym, jak i duchowym.

Północna Kalifornia słynie z niezliczonych winnic i sadów. Przecinane malowniczymi drogami ciągną się po horyzont. Pomiędzy nimi znajduje się posiadłość w Merced County, ranczo z małą legalną produkcją „ku zdrowiu i uciesze”. To tutaj Siostry z Doliny uprawiają kwintesencję ich eksportu: marihuanę.

Siostrzyczki Ziołosierdzia nie należą jednak do zakonu katolickiego. W rzeczywistości nie mają żadnej przynależności religijnej. Prowadzi je sześćdziesięcioletnia matka założycielka, Christine Meeusen (Siostra Kate), która potwierdziła w rozmowie z New York Post, że: „Jesteśmy przeciwko religii, nie jesteśmy religią… sięgamy do praktyk przedchrześcijańskich”.

W wywiadzie jedna z sióstr dodaje: „Jeśli pizza jest warzywem, to ja jestem zakonnicą”. „Uważamy, że olej z konopi indyjskich był drugim świętym olejem z Biblii”, a jeśli Jezus żył, „prawdopodobnie palił trawkę”.

To, w co wierzą zakonnice, to duchowość, uzdrawianie, aktywizm, feminizm i oczywiście zalety produktów CBD – nie posiadających działania psychoaktywnego.

Uprawiają odmianę marihuany bez THC, ale z zawartością kannabidiolu, który według sióstr jest środkiem leczniczym na różne dolegliwości, w tym bezsenność, zapalenie stawów, a nawet zaburzenia lękowe i PTSD. Kiedyś sprzedawały swoje towary na Etsy, ale teraz mają własną stronę internetową.

„Nasze konopie nikogo nie odurzą, ale to naprawdę marihuana” – mówi siostra Kate. „Medyczna marihuana”. Stosowanie maryśki w celach medycznych jest mile widziane w wielu stanach, które mają liberalne prawo dotyczące zioła.

Narodziny Sióstr z Doliny

Christine Meeusen dorastała w rodzinie katolickiej jako jedno z sześciorga dzieci. Regularnie chodziła do kościoła i pilnie się uczyła. Robiła wszystko, co zdaniem przyszłej siostry i jej rodziców prowadziło do dobrego życia. Ale tak się nie stało – przynajmniej na początku.

Po ukończeniu studiów Meeusen zdobyła posadę kierowniczą w firmie zajmującej się przesyłem danych, jako pierwsza kobieta na tym stanowisku. Jak można się było spodziewać, współpracownicy płci męskiej zmienili jej zawodowe życie w piekło. Seksizm i nękanie sprawiły, że szybko przestała mieć ochotę na chodzenie do pracy.

W firmie był pewien Gary, który jako jedyny zachowywał się po przyjacielsku i próbował chronić ją przed innymi. Uwierzyła, że jest dobrym człowiekiem, co okazało się dalekie od prawdy, szczególnie po ich rozwodzie, gdy Gary nieustannie ją nękał. Pobrali się w 1991 roku i doczekali się dwójki dzieci, ale w 2004 roku rozpoczął się ich małżeński koszmar finansowy.

Po wielkim sukcesie, jaki odniosła w firmie telekomunikacyjnej w Amsterdamie, Christine dowiedziała się, że Gary przelał jej całe oszczędności - ponad milion dolarów - na konta zagraniczne. Poinformował ją, że tych pieniędzy po prostu już nie ma. Złożyła pozew o rozwód i w ten sposób dowiedziała się, że „przyjaciel prześladowanych kobiet” Gary jest nadal żonaty ze swoją pierwszą wybranką.

Bez grosza przy duszy załamana Meeusen zabrała dzieci i zamieszkała z bratem w Kalifornii. Rodzeństwo założyło wspólnie coś, co Meeusen uważała za legalny biznes konopi medycznych, aby pomagać innym. Jej brat natomiast w tajemnicy przemienił ten biznes w nielegalną produkcję narkotyków, którymi zaczął dilować. Ponownie zdradzona Meeusen została pozbawiona środków do życia. W końcu otrzymała pomoc od matki w wynajęciu własnego domu.

Zmiany i upadki życiowe wciągnęły ją w aktywizm. Dołączyła do Occupy Movement, ruchu przeciwko nierównościom społecznym. Chodziła na marsze przebrana za zakonnicę i za zachętą swych dzieci nazwała się „Sister Occupy”. To wtedy narodził się motyw zakonnicy, który stał się częścią jej ziołowej podróży.

Duchowość w cieniu zioła

Siostry bardzo poważnie podchodzą do produkcji swych bio medykamentów. Mówią, że nadają produktom właściwości lecznicze. Wytwarzają je tylko od nowiu do pełni i wykonują serię rytuałów. 

Kiedy nadchodzi właściwy czas, ceremonia rozświetlona gwiazdami błogosławi ich miejsce pracy. Siostry okazują wdzięczność, rozpalają ogień, recytują magiczne zaklęcia i składają śluby.

Zgadza się, te świeckie siostry bez religii składają śluby zakonne.

„Ślubujemy służbę, aktywizm, a także czystość, która wymaga zachowania prywatności w kwestiach seksualnych - mówi Meeusen. „Nie nakazujemy celibatu, ale zalecamy do nie obnoszenia się z intymnymi relacjami. Składamy też śluby prostego życia i ekologii. Oznacza to, że ​​nie możemy szkodzić Ziemi podczas tworzenia swoich produktów”.

Produkcja i zysk

Siostry uprawiają większość konopi na swojej farmie w Kalifornii, ale część jest sprowadzana z Oregonu. Sadzą je i pielęgnują, po czym zbierają swe specjalne odmiany, a następnie siedząc przy kuchennym stole przycinają, porcjują i pakują.

Maść CBD jest wytwarzana na płycie kuchennej ich zwykłego pieca. Następnie jest łączona z innymi składnikami i opakowywana. W ich sklepie można znaleźć olejki, kapsułki żelowe, kremy, mydła i inne.

Biznes Marysiek przyniósł w 2017 roku 1,1 miliona dolarów zysku. 

„Ponieważ firma jest postrzegana jako interes wysokiego ryzyka, banki mają prawo do przechowywania dużych kwot z naszych funduszy przez bardzo długi czas” - mówi siostra Kate.

Utrzymanie ranczo wiąże się z dużymi kosztami, a także podatkami, które wynoszą około 160 000 dolarów rocznie. Ale nieoficjalny marihuanowy zakon to coś więcej niż zysk, jak twierdzi siostra Kate.

„Jesteśmy uzdrowicielkami” - mówi. „Uzdrawiamy, kiedy wnosimy pozytywny wkład do świata. To roślina Boga, a my wykonujemy Jego robotę. Ludzie leczą się i to jest naprawdę wszystko, co się liczy”.

Can I Get An Amen?

źródło: [1]

0.14808797836304