Ile jest prawdy w filmie „Amerykański gangster” o gościu, który chciał być bogaty jak Trump
Ile jest prawdy w filmie „Amerykański gangster” o gościu, który chciał być bogaty jak Trump Ile jest prawdy w filmie „Amerykański gangster” o gościu, który chciał być bogaty jak Trump

Frank Lucas zbudował swoje imperium narkotykowe przemycając prawie 100 procentowo czystą heroinę z Wietnamu do USA w trumnach poległych żołnierzy.

Nic dziwnego, że tą historią zainteresował się sam Ridley Scott, który nakręcił film "American Gangster" obsadzając w roli głównej Denzela Washingtona. Obraz oparto na faktach z życia niesławnego harlemskiego króla heroiny, Franka „Superfly” Lucasa, bo w istocie szczegóły jego wspinaczki na wyższe szczeble hurtowej dilerki w latach 70. są iście filmowe.

Ale są też tacy, którzy uważają, że scenariusz został za bardzo podkręcony, przez co film z 2007 roku nie oddaje prawdy. Całość jednak nie wzięła się z wyobraźni hollywoodzkich twórców, ale z relacji osobistych oraz przechwałek heroinowego oszusta i dilera. Oto niektóre z ciekawszych szczegółów jego życia.

Frank twierdzi, że przestępcze ziarno gniewu zasiał w nim traumatyczny mord, którego był świadkiem jako sześcioletni dzieciak. Członkowie Ku Klux Klanu zamordowali na jego oczach 12-letniego kuzyna Obadiaha. Była to kara za „lekkomyślne spojrzenie” na białą kobietę. Strzał w usta z dwururki rozpłatał nastolatkowi czaszkę.

Jak na ironię, kilka dekad później, Frank nie mścił się na białych, lecz dzięki swej śmiercionośnej herze, znanej jako „Niebieska Magia”, siał ogromne spustoszenie wśród czarnych mieszkańców Harlemu.

„Frank Lucas prawdopodobnie zniszczył więcej czarnych istnień niż KKK mogłoby zamarzyć” – powiedział dla New York Times prokurator Richie Roberts (grany w filmie przez Russella Crowe’a).

To, w jaki sposób wpadła mu w ręce „Niebieska Magia”, jest chyba najbardziej kuriozalnym i niezbadanym elementem narkotykowej układanki. Trzeba być na wskroś bezczelnym, by zbudować sławę i bogactwo na bezczeszczeniu zwłok amerykańskich żołnierzy. „Ze wszystkich okropnych, ikonicznych sytuacji z Wietnamu – choćby tego zdjęcia biegnącej drogą nagiej dziewczynki po wybuchu napalmu – narkotyki w worku na zwłoki, niejako śmierć rodząca śmierć, chyba najmocniej oddaje koszmar w „Nam” – uważa Marc Jacobson, autor wywiadu i artykułu o dilerze.

Trzeba przyznać, że Lucas brzydził się zwłokami i oświadczył, że nie umieszczał swoich paczek obok ani wewnątrz ciał, jak podejrzewano. Przyznał natomiast, że znajomy stolarz wykonał dla niego 28 kopii rządowych trumien z podwójnym dnem.

Z pomocą byłego sierżanta armii amerykańskiej Leslie „Ike’a” Atkinsona, który był żonaty z jedną z kuzynek Lucasa, przemycił do Stanów Zjednoczonych heroinę o wartości ponad 50 milionów dolarów. Podobno hera za 100 tysięcy dolarów leciała w samolocie razem z Henrym Kissingerem, kiedy to Lucas przebrał się za podpułkownika („Powinniście mnie wtedy widzieć – salutowałem jak zawodowiec”).

„To kłamstwo szerzone przez Franka Lucasa dla osobistych korzyści” - mówi Atkinson dla Toronto Star w roku 2008 roku. „Nigdy nie miałem nic wspólnego z transportem heroiny w trumnach lub zwłokach” - mówi. Atkinson jednakże przyznał się do przemytu, ale mówił, że narkotyki były schowane w meblach, a Lucas nie był żadnym pośrednikiem. 

Nie wiadomo, jak dokładnie udało mu się sprowadzić „Niebieską Magię”, ale jedno jest pewne. Jakkolwiek nie przemycił na amerykański rynek heroiny – uczyniło go to zamożnym człowiekiem. „Chciałem być bogaty jak Donald Trump” – powiedział w wywiadzie Jacobsonowi. „Z boską pomocą udało mi się”. Twierdził, że w pewnym momencie zarabiał 1 milion dolarów dziennie, ale okazało się to później znacznie zawyżoną sumą.

Nowobogacki król hery trafił na salony i otaczał się niektórymi z najbardziej znanych nowojorskich gwiazd z początku lat siedemdziesiątych. W 1975 roku został aresztowany w futrze od Howarda Hughesa, częściowo dzięki wysiłkom prokuratora Robertsa oraz donosom mafii.

Majątek barona został skonfiskowany. Miało to być między innymi 584 683 dolary w gotówce. Skazano go na 70 lat więzienia. Lucas później oskarżył DEA o okradanie go.

- „Pięćset osiemdziesiąt cztery tysiące? Co to w ogóle jest? W Las Vegas straciłem 500 kawałków w pół godziny grając w bakarata z zielonowłosą dziwką” - mówił. Później „Superfly” zdradził jednemu dziennikarzowi, że znaleziona w jego domu kwota wynosiła w rzeczywistości 20 milionów dolarów, ale z czasem cyfry zwiększały się jak nos Pinokia.

Prawdopodobnie Lucas gniłby do końca życia w więzieniu, gdyby nie został informatorem i nie przystąpił do programu świadka koronnego, dzięki czemu pomógł DEA doprowadzić do ponad 100 wyroków skazujących. W trakcie przebywania na wolności zdarzyła mu się jedna wpadka – otrzymał siedmioletni wyrok za usiłowanie dokonania transakcji narkotykowej. Zwolniono go warunkowo w 1991 roku.

W ostatnich wywiadach wycofał się nieco z przechwałek, przyznając na przykład, że kazał wykonać tylko jedną trumnę z podwójnym dnem. Wygląda na to, że Frank zdołał przejść przez bogate narko-życie względnie bez szwanku. Według New York Post Lucas otrzymał 300 000 dolarów od Universal Pictures i kolejne 500 000 dolarów od studia oraz Denzela Washingtona na zakup nowego domu i samochodu.

Ale nie zapominajmy, że poza przemytem i dilerką heroiny, która kosztowała życie setek, jeśli nie tysięcy ludzi, Lucas był także zabójcą. - „Zabiłem najgorszego sukinsyna, nie tylko w Harlemie, ale i na świecie” – chwalił się. Przed śmiercią w 2019 roku jako 88-latek mówił, że tylko 20% filmu „Amerykański gangster” to prawda. Jednak ci, którzy go złapali, uważają, że to również przesada. Agent DEA Joseph Sullivan, który pojmał dilera w 1975 roku, sądzi, że poniżej 10% wydarzeń z filmu to prawda.

„Nazywał się Frank Lucas i był dilerem narkotyków - na tym kończy się prawda w tym filmie”.

źródło: [1]

0.078133106231689