Czy mit rzymskiej dyscypliny był odpowiedzialny za karę dziesiątkowania stosowaną w I wojnie światowej?
Czy mit rzymskiej dyscypliny był odpowiedzialny za karę dziesiątkowania stosowaną w I wojnie światowej? Czy mit rzymskiej dyscypliny był odpowiedzialny za karę dziesiątkowania stosowaną w I wojnie światowej?

W trzyczęściowym dokumencie zatytułowanym „Jak Arabowie widzieli I wojnę światową” znajduje się relacja o karze decymacji w stylu rzymskim, która miała miejsce 15 grudnia 1914 r. w pobliżu belgijskiej wioski Zillebeke. Tunezyjski pisarz Jaloul Azouna przytoczył historię swojego ojca, który był naocznym świadkiem tamtych wydarzeń. W połowie grudnia 20 tunezyjskich żołnierzy kolonialnych z francuskiego 8. Pułku zostało wybranych losowo, po czym otrzymali oni rozkaz maszerowania bez broni w stronę niemieckich umocnień. Ich towarzyszom nakazano zastrzelenie ich, w razie gdyby nie zrobili tego Niemcy.

Mimo że np. u Kubricka w „Ścieżkach chwały” również jest wątek egzekucji francuskich żołnierzy, którzy odmawiają kontynuowania samobójczego ataku, to wydaje się, że były to odosobnione przypadki. A jednak prawda jest zgoła inna. Francuzi wielokrotnie stosowali karę dziesiątkowania, szczególnie w pierwszej fazie wojny, co zostało szczegółowo udokumentowane.

23 września 1914 r. dwunastu żołnierzy, czyli jedna dziesiąta 5 Pułku z 37. Dywizji Piechoty Regimentu Algierskiego zostało rozstrzelanych osobiście przez dowódcę kompanii za opuszczenie pola bitwy.

W Vingré, w Aisne, w listopadzie 1914 roku żołnierze 298. Pułku Piechoty wycofali się przed nagłym atakiem. Sześciu z nich, wybranych w drodze losowania, zostało postawionych przed sądem i skazanych na śmierć przez rozstrzelanie.

W Souain, w Marne, w marcu 1915 roku, wyczerpani walkami żołnierze 21. Kompanii 336. Pułku Piechoty odmówili wyjścia z okopu i przypuszczenia ataku na wioskę. Dwudziestu czterech mężczyzn stanęło przed sądem wojskowym, czterech kaprali skazano na śmierć i rozstrzelano.

W Flirey, Lorraine, w kwietniu 1915 roku, 5. Kompania 63. Pułku Piechoty, która właśnie zakończyła ciężką ofensywę, została wyznaczona do poprowadzenia kolejnego ataku. Żołnierze odmówili wyjścia z okopów. Sześciu z nich postawiono przed sądem polowym, a czterech skazano na śmierć i stracono.

Spośród krajów Ententy, które brały udział w Wielkiej Wojnie, ponad 1700 żołnierzy zostało skazanych na śmierć i straconych za tchórzostwo lub dezercję. Ponad 600 francuskich żołnierzy, w tym ich kolonialni poborowi, spotkał ten los. Armia włoska, inna siła, która stosowała zdziesiątkowanie, wykonała 750 egzekucji. Anglicy zastrzelili 350 swoich. Stany Zjednoczone i Australia były jedynymi krajami, które odmówiły egzekucji żołnierzy za tchórzostwo podczas walki.

Wszystkie incydenty zostały zidentyfikowane przez francuską organizację znaną jako Liga Praw Człowieka, która powstała w odpowiedzi na aferę Dreyfusa. Liga od czasów I wojny światowej zajmuje się „rehabilitacją” wojskowych akt ludzi rozstrzelanych „ku przestrodze”. Nie tylko zostali oni fizycznie straceni, ale doznali procedury rodem z czasów rzymskich, zwanej damnatio memoriae (unicestwienie wszelkich dokumentów na temat konkretnego człowieka). Ich rodziny nie otrzymały żadnej rekompensaty za śmierć bliskich, a nazwiska zabitych nie mogły zostać wyryte na jakichkolwiek miejscach pamięci.

Wielu współczesnych dowódców wojskowych stawia rzymską armię za przykład i wzór surowej dyscypliny. Ale czy rzymska dyscyplina była naprawdę tak rygorystyczna, jak sądzimy, czy też stała się nowoczesnym mitem używanym do wymuszania posłuszeństwa w sytuacjach kryzysowych wynikających ze złego przywództwa?

Fustuarium

Autor 40-tomowych „Dziejów Rzymu”, grecki kronikarz Polibiusz piszący w II wieku p.n.e., szczegółowo objaśnia zasady wymierzania kary zwanej bastinado (fustuarium), stosowanej wobec tych, co zasnęli podczas nocnej warty:

„Trybun wojskowy bierze pałkę i dotyka nią skazanego, po czym wszyscy w obozie biją go pałkami na śmierć lub kamienują. Nawet ci, którym jakimś cudem uda się uciec, nie mogą czuć się bezpiecznie. To niemożliwe, bo nie wolno im wracać do swoich domów, a i tak nikt z rodziny nie odważyłby się przyjąć takiego człowieka. Życie tych, którzy popadli w niełaskę, jest całkowicie zrujnowane. Ta sama kara może spotkać zarówno optio (niżsi oficerowie pomagający w dowodzeniu centurią – przyp. red.), jak i prefekta (zwierzchnika obozu – przyp. red.), jeśli nie wydadzą oni właściwych rozkazów patrolom. Ze względu na skrajną surowość i nieuchronność tej kary, nocne straże armii rzymskiej bardzo siebie pilnują i rzadko zasypiają”.

Polibiusz nie wspomina o tym, że ci, którzy przeżyli karę lub uciekli, byli skazani na wieczne wygnanie z Rzymu. Oprócz przespania warty kronikarz wymienia inne przestępstwa, które prowadzą do fustuarium:

„Bastinado zadaje się również tym, którzy ukradną cokolwiek z obozu; tym, którzy składają fałszywe zeznania; młodym mężczyznom, którzy zostali przyłapani na sodomii; i wreszcie każdemu, kto został trzykrotnie ukarany za to samo wykroczenie. Oprócz tych przestępstw również niemęskie i haniebne czyny mogą być przyczyną zastosowania kary: kiedy człowiek w celu zdobycia wyróżnienia fałszywie przechwala się przed trybunem swoją walecznością na polu bitwy; kiedy ktoś ze strachu opuści przynależne mu miejsce; gdy ktoś odrzuci ze strachu jakąkolwiek broń lub ją zgubi w rzeczywistej walce. Tym samym ci, co stracili tarczę lub miecz, wolą rzucić się w wir walki, by odzyskać broń i honor oraz uciec przed nieuniknioną hańbą, szyderstwem i karą."

Najbardziej brutalna i prawdopodobnie najsłynniejsza kara wojskowa opisana przez Polibiusza stała się znana jako zdziesiątkowanie (decymacja):

„Jeśli nagminnie w całym manipule zdarzają się przypadki opuszczania stanowisk, a dowodzący powstrzymują się od nakładania bastinado, mogą zastosować rozwiązanie, które jest zarówno zbawienne, jak i przerażające. Trybun gromadzi legion i przywołuje winnych opuszczenia szeregów, robi im ostre wyrzuty, a na koniec losowo wybiera czasem pięciu, czasem ośmiu, czasem dwudziestu żołnierzy, tak dopasowując ich liczbę, aby była jak najbliżej dziesiątej części winnych tchórzostwa. Ci, na których trafiło, są poddani bezlitosnej karze bastinado; pozostali otrzymują racje jęczmienia zamiast pszenicy i mają nakaz obozowania poza oddziałem w niezabezpieczonym miejscu. Dziesiątkowanie wzbudza zarówno lęk, jak i przyczynia się do utrzymania dyscypliny”.

Historia Rzymu jest jednak pełna buntów wojskowych. Jak często zatem wymierzano surowe kary opisane przez Polibiusza?

W książce „Patriarchat, własność i śmierć w rodzinie rzymskiej” Richard Saller zwraca uwagę, że Rzymianie postrzegali bicie jako „najbardziej obrzydliwą formę ingerencji i głębokie upokorzenie”. Bicie było związane z niewolnikami, dlatego Saller utrzymuje, że rzymscy ojcowie byli zniechęcani do bicia swoich dzieci, mimo że mieli do tego prawo. Bano się, by „służalcza kara nie zaszczepiła w ich dzieciach niewolniczych nawyków”. Jednak żołnierze należeli do osobnej kategorii. Kary cielesne stosowane w celu wymuszenia dyscypliny były częścią ich stylu życia.

Eugenia C. Kiesling, profesor historii klasycznej z Akademii Wojskowej w West Point, uważa, że w praktyce mogło być zgoła inaczej. W swojej pracy „Kara cielesna w greckiej falandze i rzymskim legionie: współczesne obrazy i starożytna rzeczywistość” Kiesling zwraca uwagę, że prawo rzymskie chroniło obywateli przed przemocą, a takie kary wojskowe nie były koniecznością, co udowodnili Grecy, którzy byli w stanie zachować dyscyplinę bez chłosty.

„Zamiast zakładać, że obywatele rzymscy akceptowali w życiu wojskowym traktowanie, które gdzie indziej uznaliby za skandaliczne, należałoby się zastanowić nad realiami samej kary i rzymskim posłuszeństwem”.

„Prawie sto lat temu William Stuart Messer, natykając się na liczne opisy buntów w legionach w całej historii Rzymu, zasugerował, że rzymska dyscyplina była w rzeczywistości legendą. Rzymskie podejście do kar wojskowych było bardziej zróżnicowane i złożone niż w przypadku Greków. Łączyło retoryczną pochwałę dla surowej dyscypliny z cichym uznaniem wrażliwości żołnierzy - obywateli. Dowódcy czasami nakładali kary cielesne, ale nie było to tak częste, bo wiązało się z ryzykiem buntu” - pisze autorka.

Rzymscy przywódcy mieli ambiwalentne uczucia, co do dyscyplinowania za pomocą kar cielesnych. Niekiedy uważano to za oznakę świadczącą o złym dowódcy.

Historyk Tytus Liwiusz poświadcza, że ​​żołnierze tak bardzo nienawidzili swojego dowódcy Kwintusa Fabiusza Maksimusa, że ​​po tym, jak pokonał armię przeciwnika szarżą kawalerii, odmówili natarcia na uciekającego wroga. W kolejnym roku ludzie pod wodzą Appiusza Klaudiusza tak bardzo nie szanowali swojego dowódcy, że dali się pokonać Wolskom. Początkowe próby Appiusza, by ukarać żołnierzy, zostały zablokowane przez jego oficerów, którzy ostrzegli go, że ludzie będą walczyć tylko z własnej woli.

Dopiero po drugiej klęsce w walkach z plemieniem Wolsków, dowódca był w stanie przeprowadzić egzekucję żołnierzy, którzy nie chcieli walczyć. W efekcie zdziesiątkował swoją armię.

Jak pisze Eugenia C. Kiesling: „Ostrożność w karaniu nawet najbardziej rażących zbrodni w armii widać zarówno w relacjach Polibiusza, jak i Liwiusza, związanych z buntem w Hiszpanii w 206 roku p.n.e. w legionach Publiusza Korneliusza Scypiona. Scypion rozkazał swoim ludziom zaprosić prowodyrów buntu na wspólną kolację. Kiedy ich pojmał, nakazał natychmiastową chłostę i egzekucję trzydziestu pięciu ludzi. Reszta miała ponownie złożyć mu przysięgę. Scypion podjął jednak tę decyzję dopiero po przedyskutowaniu jej ze swoimi doradcami”.

W ciągu stuleci po karze wyznaczonej przez Scypiona, armia rzymska przeszła szereg znaczących zmian. Ochotnicy zastąpili poborowych, kohorta wyparła manipuł, zniesiono podział "klasowy" żołnierzy, a lojalność przesunęła się z Republiki na konkurencyjnych generałów późnej Republiki, a ostatecznie Cesarzy (i pretendentów). Wojska pomocnicze walczące w jednostkach plemiennych lub narodowych stawały się coraz ważniejsze w rzymskiej obronie. Z jednej strony można było oczekiwać, że dyscyplina stanie się bardziej surowa, ale z drugiej, w dobie konfliktów wewnętrznych, potrzebowano wzorowych dowódców, którzy by przyciągnęli nowych ludzi do armii.

Nawet generał i reformator armii Gajusz Mariusz, którego Plutarch z Cheronei opisał jako surowego polityka sprawującego władzę z nieokiełznaną pasją, utrzymywał w ryzach żołnierzy przez uczciwość swoich osądów. W „Życiu Lukullusa” Plutarch pisze, że generał zmusił żołnierzy, którzy uciekli z pola bitwy, do wykopania głębokiego rowu. Na tę karę patrzyli ich kompani, co było skuteczną hańbą i karą, daleką od oczekiwanej egzekucji za tchórzostwo.

Marek Licyniusz Krassus (poniżej) dopuścił się najsłynniejszego zdziesiątkowania w konsekwencji upadku Powstania Spartakusa. Ku przestrodze, wzdłuż głównej drogi prowadzącej do Rzymu, ukrzyżował około sześciu tysięcy niewolników, którzy ocaleli z przegranej bitwy.

Clementia (pobłażanie) była natomiast hasłem Juliusza Cezara, zarówno w wymiarze wojskowym, jak i politycznym. Największym „kijem” dyktatora była groźba zwolnienia z armii. Zawsze prowadziła ona żołnierzy do błagania Cezara o przebaczenie i nakłaniania go do ukarania tych, którzy sprowadzili ich na manowce. Niestety, następca Cezara, Oktawian August, nie był już tak pobłażliwy i przywrócił karę zdziesiątkowania w 17 roku p.n.e. Jego następca z kolei, Tyberiusz, był przede wszystkim żołnierzem i dlatego nie uciekał się do pałki, aby przywrócić porządek.

Chociaż historyk Józef Flawiusz twierdzi, że rzymska dyscyplina obejmowała karę śmierci nawet za drobne przestępstwa, inne źródła tego nie potwierdzają. Jak na ironię, utrzymująca się łagodność kar wojskowych, kontrastowała z rosnącym okrucieństwem rzymskiego życia cywilnego i znoszeniem tradycyjnej ochrony obywateli rzymskich, jak uważa Eugenia C. Kiesling.

W pracy „De Re Militari” z V wieku naszej ery Wegecjusz opisuje dyscyplinę jako klucz do sukcesu, ważniejszy od liczb czy nawet odwagi, ale nie utożsamia jej z karą. Podczas gdy dawni Rzymianie„ surowo karali bezczynność i lenistwo”, odwaga żołnierza wynikała zdaniem Wegecjusza z wiedzy. Zwykle można było zapobiec buntowi poprzez ciągłe szkolenie. Innymi słowy, żołnierz, który ma należyte zaufanie do własnych umiejętności i siły, nie myśli o buncie. 

Można wyrazić żal, że francuscy dowódcy podczas I wojny światowej tak pobieżnie studiowali historię Rzymu. Zamiast bezdusznie stosować najbardziej okrutną karę decymacji, mogli zaprowadzić porządek w swoich szeregach w bardziej cywilizowany i współczesny im sposób.

źródło: [1]

0.10488390922546