Dlaczego Amerykanie wciąż potrzebują rysowników, którzy szkicują sądowe rozprawy?
Dlaczego Amerykanie wciąż potrzebują rysowników, którzy szkicują sądowe rozprawy? Dlaczego Amerykanie wciąż potrzebują rysowników, którzy szkicują sądowe rozprawy?

W czasach wysokiej klasy aparatów fotograficznych umieszczonych w każdym smartfonie może dziwić fakt, że w amerykańskich sądach nadal ktoś potrzebuje artystów, którzy po swojemu przedstawiają, co dzieje się na sali sądowej. W ciągu ostatnich dziesięcioleci mistrzowie sądowego rysunku naszkicowali wiele pamiętnych scen. Między innymi rozwścieczonego Charlesa Mansona, który rzucił się z ołówkiem na sędziego krzycząc, że ktoś powinien mu odciąć głowę; Tupaca Shakura ze świeżym zestawem ran postrzałowych; czy skutą kajdankami Lindsay Lohan w szpilkach od Louboutina za 4 tysiące dolarów.

Od czasu procesów czarownic z Salem w 1692 roku, ponad sto lat przed zrobieniem pierwszego zdjęcia, wrażliwi artyści najlepiej oddawali to, co ma miejsce podczas procesu, żądnej obrazków niecierpliwej publice. Ale dlaczego ponad 300 lat później, gdy wszyscy noszą aparat w kieszeni, staromodne rysunki pozostają nadal głównym sposobem dokumentacji niezapomnianych chwil w sądzie?

„Można by pomyśleć, że w XXI wieku ludzie chcieliby profesjonalnych zdjęć z aparatu, a jest wręcz przeciwnie” - mówi Mona Shafer Edwards, ilustratorka mody, która zajęła się rysownictwem sądowym już w 1978 roku. Jest ona szczególnie ceniona za pokazywanie kobiet - od Lohan po grającą na gitarze Dolly Parton. „Każdego roku myślałam: Okej, w tym roku kończę z rysowaniem. I tak minęło ponad 40 lat”.

Rysowanie sądownicze w Stanach Zjednoczonych powstało w odpowiedzi na medialny cyrk w 1935 r. dotyczący porwania i zabójstwa małego synka pioniera lotnictwa Charlesa Lindbergha. Po tym, jak stosy kamer kronik filmowych oraz aparatów z fleszami, wraz z setką dziennikarzy stłoczyły się wokoło sądu uniemożliwiając spokojny proces, stowarzyszenie prawnicze ABA wprowadziło zakaz filmowania i fotografowania. W ten sposób codzienne gazety i kroniki zostały pozbawione najważniejszego elementu współczesnych mediów – „obrazków”. Zaczęły się poszukiwania alternatywnych środków przekazu.

„Media potrzebują materiału wizualnego” - mówi nominowany do nagrody Emmy artysta sądowy Bill Robles, autor słynnego rysunku Charlesa Mansona, który wykonał w 1970 roku podczas swojego pierwszego procesu. „Kiedy kamery są zakazane – rysownik jest królem”.

Jednak wraz z rozwojem technologii i rosnącym zainteresowaniem opinii publicznej procesami karnymi, niektóre amerykańskie sądy złagodziły ograniczenia dotyczące kamer. W połowie lat 70. niektóre stany zezwalały na ograniczone ich używanie, a na początku lat 90. niektóre sądy federalne eksperymentowały z przywracaniem ich z powrotem.

Punktem zwrotnym był tak zwany proces stulecia: sprawa morderstwa O.J. Simpsona z 1994 roku. W odpowiedzi na wspólną prośbę obrony i prokuratury o przejrzystość procesu, sędzia Lance Ito zdecydował się na wpuszczenie do swojego sądu jednej kamery telewizyjnej.

„Wszyscy myśleliśmy, że to jest nasz łabędzi śpiew” - mówi Edwards, który wraz z kilkoma artystami dokumentował sprawę morderstwa byłej gwiazdy futbolu. „Czuliśmy, że to koniec naszej pracy”.

Ale decyzja Ito spaliła na panewce. Jak wspomina Edwards, świadkowie przeszli całkowitą przemianę między przesłuchaniami wstępnymi a właściwym procesem, natomiast prawnicy zaczęli ustawiać swoje biurka pod optymalnym kątem kamery, jakby uczestniczyli w telewizyjnym show. „To był cyrk”.

Po tym doświadczeniu sędziowie powrócili do rysowników (mimo że w tamtym czasie na salach sądowych 47 stanów kamery były dozwolone). Zarówno dla Edwardsa, jak i Roblesa oznaczało to zajęcie miejsca w pierwszym rzędzie, choćby podczas procesu Michaela Jacksona w 2005 roku, w którym Król Popu został oskarżony o molestowanie (i uznany za niewinnego). 

„Mieliśmy najlepsze miejsca” - mówi Robles. W tym przypadku szał medialny miał miejsce na zewnątrz. Gdy stacje telewizyjne, fotografowie prasowi, sobowtóry Jacksona, uliczni performerzy, a nawet sprzedawcy popcornu tłoczyli się poza budynkiem, artyści dostarczali ręcznie rysowane aktualizacje zza zamkniętych drzwi sądu.

„Rysownik z pewnością nie jest aparatem fotograficznym, ale z tego samego powodu może robić to, czego nie potrafi kamera” - mówi Robles. Pomijając kwestie prawne, rysownicy z sali sądowej mają jedną praktyczną zaletę – mogą lekko zawężać kompozycję, by umieścić na niej to, co potrzeba, jak i nie przejmować się elementami zasłaniającymi ważny kadr, jak kolumny, czy inne obiekty.

A co być może jest najważniejsze, mają niezwykłą umiejętność filtrowania emocji dnia i zawarcia ich w jednej ramce. „Syntetyzujesz wiele różnych rzeczy, których nie można przedstawić na jednym zdjęciu” - mówi malarka i rysowniczka sądowa Marilyn Church, wspominając proces oskarżonego o napaść seksualną Tupaca Shakura z 1994 roku. „Kamera pokazuje to, co wydarzyło się w danej sekundzie, podczas gdy artysta może oddać na przykład całą postawę i zachowanie Tupaca”.

W 2017 roku szkice sądowe wciąż wygrywają z dokumentacją fotograficzną (co jest dozwolone we wszystkich 50 stanach). W zeszłym roku Edwards i Robles zostali wezwani do zilustrowania grupy Led Zeppelin, gdy zespół zakwestionował oskarżenie o naruszenie praw autorskich (i wygrał). Sala sądowa była tak niechętna kamerom, że sędzia początkowo skonfiskował wszystkie długopisy - nawet ołówki artystów - z obawy przed ukrytymi kamerami. (Ostatecznie wycofał się z tej decyzji).

Rok wcześniej obaj artyści dokumentowali postępowanie przygotowawcze do głośnego procesu o morderstwo przeciwko nowojorskiemu milionerowi Robertowi Durstowi. „To był sąd stanowy, który zezwala na kamery, ale sędzia powiedział, że ich nie chce” - mówi Robles.

Rysownicy z sali sądowej zyskują uznanie jako pełnoprawni artyści. W marcu 2017 roku w Bibliotece Kongresu miała miejsce historyczna wystawa 98 najciekawszych rysunków sądowych. Internet nadal zachwyca się (i spiera) o głośne dzieła tej sztuki. W 2015 roku wielkie oburzenie wzbudziła rzekomo niepochlebna podobizna rozgrywającego New England Patriots, Toma Brady'ego. Przedstawiła go w kolorze Jane Rosenberg z federalnej sprawy przeciwko NFL inicjując tym samym lawinę memów w mediach społecznościowych.

Agencja Associated Press zatrudniła lokalnego ilustratora z Kolorado, Jeffa Kandybę, aby zajął się głośnym procesem Taylor Swift. Dwie trzecie sali sądowej było wypełnione fanami piosenkarki. Jego praca zwróciła ich uwagę, gdy pokazał Swift z ich zdaniem rozgniewanym wyrazem twarzy. „Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się rozgłosu. Zrobiłem w swoim życiu kilka bardzo głośnych spraw, ale w nich zaangażowani byli przestępcy, a nie gwiazdy muzyki”- mówi.

W czerwcu 2017 roku, kiedy Biały Dom zaczął wypraszać kamery z briefingów prasowych, co było dobrym obyczajem od 25 lat, prace artystów ponownie nabrały wagi. CNN zleciło rysownikowi z Waszyngtonu Billowi Hennessy'emu udokumentowanie briefingu ówczesnego sekretarza prasowego Seana Spicera. Bez kamer i transmisji audio, doprowadziło to do pokazania dość krytycznej perspektywy zza zamkniętych drzwi.

Rysownicy z sali sądowej są oczywiście zadowoleni z popularności i tego, że wciąż mają tak odpowiedzialną pracę, nawet jeśli niektórzy przyznają, że dokumentowanie procesów powinno być także obecne w innej formie. „Jestem zdumiona, że kamery i mikrofony są wyłączone przez tak długi czas” - mówi Church. „Myślę, że opinia publiczna czerpie korzyści także z wysłuchania tego, co dzieje się na sali sądowej, a nie tylko ze streszczenia i kilku rysunków”.

Church nie jest osamotniona w kwestionowaniu tego, czy na sali sądowej aparaty nie miałyby więcej sensu niż ołówki. Prawie trzy dekady po procesie O.J. Simpsona senator Amy Klobuchar i przewodniczący senackiej komisji sądowniczej Chuck Grassley dążą do większej przejrzystości dzięki nowej dwupartyjnej ustawie, która może przywrócić kamery do sądów federalnych (choć nadal według uznania sędziów). Jednak Church nie martwi się o zatrudnienie. „Te dyskusje odbywają się co pięć lat i jakoś zawsze kończy się na niczym”.

„To fascynujące, że w czasach elektroniki, ci ludzie wciąż są ode mnie zależni, z moim notatnikiem, ołówkiem i kolorowymi markerami” - mówi Robles. Nie wydaje się, że miałoby się to zmienić w najbliższej przyszłości. Jedyne, co ostatnio uległo zmianie, to cena za rysunki Roblesa, która wzrosła z 15 do 27 dolarów za sztukę.

źródło: [1]

0.13107013702393