Poznajcie najczęściej latającego pasażera na świecie – zawsze na miejscu 9A 
Poznajcie najczęściej latającego pasażera na świecie – zawsze na miejscu 9A  Poznajcie najczęściej latającego pasażera na świecie – zawsze na miejscu 9A 

W 1983 roku Fred Finn został wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa, po potwierdzeniu, że przeleciał ponad 23 miliony kilometrów. To więcej niż ktokolwiek w historii. Brytyjczyk odbył m.in. 718 podróży samolotem Concorde, a przez 52 lata odwiedził w interesach lub turystycznie 196 krajów.

Fred ma obecnie 70 lat i nadal zajmuje pierwsze miejsce jako podniebny rekordzista. Wszystko zaczęło się, gdy w wieku 18 lat po raz pierwszy poleciał z lotniska Hampshire do Nowego Jorku. Od tamtego czasu minęły 52 lata wypełnione tysiącami godzin spędzonych w powietrzu. Gdyby przeliczyć długość jego lotów, Fred mógłby polecieć z Ziemi na Księżyc i z powrotem – 30 razy. Każdy lot skrupulatnie zapisywał w swoim dzienniku pokładowym, a piloci lub stewardesy potwierdzały wszystkie rejsy.

Jest on również rekordzistą w ilości wykonanych lotów na pokładzie ponaddźwiękowego Concorde o napędzie turboodrzutowym, przy okazji zajmując zawsze to samo miejsce 9A. Wiecie dlaczego? Bo od niego stewardesy zaczynały podawać jedzenie i napoje. Zdarzało się, że jego ulubione miejsce było zajęte, więc konkordowy bywalec latał w kokpicie z pilotami. Przy obecnych procedurach bezpieczeństwa to nie do pomyślenia, ale Fred dodatkowo zakładał sobie słuchawki, dostrajał do odpowiedniej częstotliwości i rozmawiał z załogami samolotów lecących w przeciwnym kierunku.

"Na pokład Concorde nigdy nie wchodziłem z pustymi rękami. Zawsze miałem dla załogi butelkę koniaku czy szampana. Oni dla mnie też. To była bardzo mała, przyjazna rodzina – wszyscy się znali. Zdarzało się, że przygotowywałem koktajle dla pasażerów, gdy stewardesy były zajęte. Każdy lot był wyjątkowy i niesamowity".

Concorde jest uważany za najpiękniejszy samolot, jaki kiedykolwiek zbudowano. Wygrał nawet w konkursie Great British Design pokonując minispódniczkę i londyńskie metro. Do dziś wygląda trochę jak nie z tego świata. Bardzo długi i smukły, startujący z prędkością 400 km/h, znacznie szybciej niż zwykły samolot poddźwiękowy.

Miłość do Concorde zaczęła się w wieku 34 lat, 26 maja 1976 r. Fred wszedł wtedy na jego pokład podczas pierwszego powrotnego lotu z Waszyngtonu do Londynu. Concorde przypadł mu do gustu i stał się jego ulubionym środkiem transportu ze względu na swoją prędkość, elitarność i rodzinną atmosferę. Wsiadając rano w Nowym Jorku do tego ponaddźwiękowca, po południu przesiadał się w Londynie na samolot do Kenii i o świcie jadł spokojnie śniadanie w Nairobi. Fred dzierży również rekord trzech lotów Concordem w jeden dzień. 

Concorde latał z prędkością 2000 km/h, a na jego pokładzie polewano szampana Dom Pérignon. Cena biletu wynosiła w przeliczeniu na obecną walutę około 7 tysięcy dolarów.     Przeprawa przez Atlantyk zajmowała średnio 3,5 godziny, 2 razy szybciej niż zwykłym rejsowcem. Najszybszy lot z Europy do USA trwał 2 godziny 59 minut.

Istnieje zapis incydentu, w trakcie którego na wysokości 20 km Concorde „napotkał” najszybszy samolot sił powietrznych, ponaddźwiękowego Lockheeda SR-71 Blackbirda, potrafiący latać z prędkością powyżej 3000 km/h. Piloci wojskowi nie mogli uwierzyć, że na ich wysokości znajduje się jakiś inny samolot. Po jednej stronie załoga Blackbirda w pełnym ekwipunku, a po drugiej upici szampanem pasażerowie Concorde. To zdarzenie szczegółowo opisał kontroler lotów.

Rozochocony tysiącami lotów Brytyjczyk nie zamierzał zwalniać tempa i swego czasu planował też podróż na Księżyc. „Ponieważ podróżowałem po całej Ziemi, zacząłem szukać nowych horyzontów do podboju. Dlatego od razu zapisałem się do projektu Pan American, aby polecieć na Księżyc, kiedy tylko zaoferowali loty pasażerskie. Ale niestety projekt upadł i nie odbył się ani jeden lot".

Pewnie zastanawiacie się, skąd on miał tyle pieniędzy na podróże? Otóż Fred był pracownikiem dużej amerykańskiej firmy zajmującej się umowami licencyjnymi, która wysyłała go do każdego zakątka planety w sprawach biznesowych. Brytyjczyk szacuje, że łącznie wszystkie bilety kosztowały około 2 i pół miliona dolarów. Spory budżet jak na jedną osobę.

Wśród wszystkich tras Fred najczęściej latał do Ameryki Południowej, w tym do Brazylii, Argentyny i Chile, a także Japonii, Hongkongu, Dubaju i Nigerii. Co najmniej dwa razy w tygodniu odbywał wycieczki do i z Nowego Jorku.

Podczas podniebnych podróży poznał Michaiła Gorbaczowa, Paula McCartneya, brytyjskiego premiera Johna Majora i pisarza Tima Rice'a.

„Latałem nieskończoną liczbę razy z wieloma celebrytami i sławnymi ludźmi. Gdy znajdziesz się na pokładzie Concorde, wszyscy są równi. Spróbuj przywitać się z Paulem McCartneyem na ziemi. Wątpię, żeby się udało. Ale gdy tylko wsiadasz do Concorde, Paul pyta: „Cześć, jak się masz?” Leciałem z The Who, Led Zeppelin, Rickym Nelsonem, Joan Collins, Joan Rivers, a także z Johnem Denverem na Boże Narodzenie z Paryża do Nowego Jorku. John wyjął gitarę i zagrał dla nas jedną ze swoich ulubionych piosenek - Country Roads. Spotkałem managera The Beatles i Bee Gees. Zaprzyjaźniłem się z Brucem Springsteenem, który nie mógł uwierzyć, że wykonałem tak wiele lotów.

Latałem z prezydentami, żonami prezydentów i byłymi prezydentami. Z Mohammedem Alim i Floydem Pattersonem, Dolly Parton, Johnny Cashem i jego żoną June Carter.

Od 1983 roku nikt nawet nie zbliżył się do jego rekordu. Fred szacuje, że przekroczył Atlantyk ponad 2000 razy i odwiedził Afrykę 600 razy. Mówi, że najgorszym krajem, w jakim kiedykolwiek był, jest Nigeria ze względu na problemy środowiskowe i polityczne, a jego ukochanym jest Kenia, w której wspiera sierocińce.

Pięć lat temu przeszedł na emeryturę i ożenił się z ukraińską prawniczką młodszą o niego o połowę. Najczęstszy pasażer świata wyznaje: „Nie mam już ochoty odwiedzać nowych krajów. Zobaczyłem więcej niż mogłem sobie wymarzyć”.

źródło: [1]

0.15001916885376