Wybitny noblista i wirusolog, a zarazem pedofil, który spał z 400 chłopcami
Wybitny noblista i wirusolog, a zarazem pedofil, który spał z 400 chłopcami Wybitny noblista i wirusolog, a zarazem pedofil, który spał z 400 chłopcami

Czarnoskórzy chłopcy w spodniach i białych koszulach szli posłusznie za ojcem, wielkim mężczyzną, laureatem Nagrody Nobla z fizjologii i medycyny w 1976 roku. Ten człowiek dla świata był gigantem, który odkrył nowe mechanizmy rozprzestrzeniania się chorób zakaźnych. Dzięki jego pracy wykryto jak przenosi się śmiertelna choroba kuru, zwana „śmiejącą się śmiercią”. Jako wybitny wirusolog pochodzenia słowackiego badający priony, zwane wtedy powolnymi wirusami, miał nieposzlakowaną opinię i bogaty dorobek naukowy. Ale dla ponad 50 dzieci, które nieoficjalnie adoptował w efekcie wypraw na odległe wyspy Pacyfiku, Daniel Carleton Gajdusek był kimś więcej niż ojcem.

Był człowiekiem, który wyciągnął te dzieci z ich wysp i zabrał do Ameryki, chociaż to tylko połowa historii "zbawiciela". Na dobre i złe chłopcy zamienili przepaski na biodra na koszule i dżinsy, nauczyli się jeść widelcami i nożami, poznali elektryczność i inne cuda cywilizacji.

Absolwent kilku światowych uniwersytetów, w tym Harvarda, wychowywał je w domu tętniącym naukowym życiem, pełnym zagranicznych gości. Czwórka z podopiecznych tak bardzo cieszyła się dorastaniem z nim, że później powierzyli mu własne dzieci. Wszystko wydawało się idylliczne i pełne altruizmu.

Gajdusek z podopiecznymi melduje się w hotelu przed odebraniem Nagrody Nobla

Kiedy więc zespół uzbrojonych agentów FBI pojawił się w 1996 roku w domu 73-latka w Middletown, stan Maryland, i oskarżył Gajduska o molestowanie seksualne nastolatka z Mikronezji, którego adoptował w 1987 roku, pozostałe jego dzieci rozproszone po całym świecie były zdruzgotane.

„To jest nie do wyobrażenia” - powiedział jeden z synów, Mathias Maradol, dyplomata ONZ. „Zarzuty, które zostały postawione, dotyczą nie tylko jego, ale także naszej rodziny i naszej uczciwości”. Wywołało to też sprzeciw środowiska naukowego. W obronę profesora zaangażował się także wybitny neurolog i autor książek Oliver Sacks. Sacks tak tłumaczył postępowanie Gajduska: „Niektóre formy kontaktów seksualnych między dorosłymi, a młodzieżą są częścią panującej na Nowej Gwinei kultury. Carleton był ubóstwiany przez swoich synów. Wątpię, żeby ktoś poniósł szkodę z powodu jego postępowania. Skąd ten cały zgiełk?”. 

Troje dzieci przyleciało ze swoich wysp na Pacyfiku do Stanów Zjednoczonych, aby wesprzeć starszego mężczyznę, którego nazywali „ojcem”. Wzywali w liście przyjaciół i krewnych do popierania naukowca, który zaprzeczał oskarżeniom o pedofilię.

W wywiadach siedmioro dorosłych dzieci Gajduska długo opowiadało o dorastaniu w niezwykłym domostwie oraz o głębokim wpływie, jaki wywarł on na ich życie. Żadne nie wierzyło w zarzuty wykorzystywania seksualnego. Broniono go jako kochającego ojca. Ale ósmy syn – ten, który wniósł oskarżenie o molestowanie - opisywał inne doświadczenia. 4 kwietnia 23-letni student college'u Maryland powiedział, że Gajdusek po raz pierwszy molestował go, jak tylko przybył do USA, kiedy miał 15 lat.

Student zeznał, że życie z przybranym ojcem było dla niego samotne i bolesne. Przez lata próbował ignorować nadużycia. „Chciałem znaleźć powody, które pomogłyby mi wyjaśnić jego zachowanie” - powiedział. „Ciągle próbowałem wyrzucić to z głowy i po prostu chodzić normalnie do szkoły, ale nie mogłem”.

Prokuratorzy hrabstwa Frederick powiedzieli, że student był jedną z dwóch osób, które oskarżały noblistę. Drugą okazał się nieletni chłopak, który mieszkał z Gajduskiem w chwili aresztowania, dlatego został umieszczony w rodzinie zastępczej.

Student collage’u powiedział, że nie jest zdziwiony poparciem dla naukowca. „Wiedziałem, że każdy będzie po jego stronie” - powiedział. "Czuję, że jestem całkiem sam." 

Badania w terenie

Tłum półnagich chłopców na plaży z ciekawością obserwował, jak młody biały mężczyzna wychynął z małej łodzi, która właśnie dobiła do brzegu mikronezyjskiej wyspy Fais.

Chłopcy widzieli już wcześniej białych - nazywali ich „haole” - ale nikt nie znał tego nowego. Wyobraźcie sobie zdziwienie 13-letniego Jessego Raglmara, gdy biały nagle zawołał jego imię: „Raglmar! Raglmar!”

Nieśmiały nastolatek próbował uciec, ale koledzy złapali go i przytrzymali. „Jestem dr Carleton Gajdusek” - powiedział mężczyzna. – „Twój nauczyciel powiedział mi, że byłbyś dobrym asystentem”.

To spotkanie z 1964 roku zmieniło życie Raglmara. Zaczął pracę u naukowca, tłumacząc dla niego i pomagając w pobieraniu próbek krwi. Kiedy rok później zmarł jego biologiczny ojciec, Gajdusek adoptował chłopca i przywiózł do Ameryki.

Jak dla wielu innych dzieci Gajduska, podróż do Stanów była pierwszym w życiu lotem Raglmara i w ogóle pierwszym wyjazdem z wysp. Chłopcy musieli zmyślić daty urodzenia podczas wypełniania formularzy imigracyjnych, ponieważ nie wiedzieli, kiedy przyszli na świat.

„Nigdy nie zapomnę szoku, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Los Angeles” - powiedział Raglmar, pracujący obecnie jako urzędnik w rządzie mikronezyjskim. „To było jak lot na księżyc. Byłem oszołomiony, po prostu siedziałem i patrzyłem przez okno, zupełnie oniemiały”.

Dla tych dzieci przystosowanie się do nowej kultury było zarówno ekscytujące, jak i trudne.

„To była zmiana o 180 stopni” - powiedział 35-letni Arthur Yolwa, lekarz ze szpitala Yap w Mikronezji. „Musiałem nauczyć się mówić po angielsku, siedzieć przy stole, prawidłowo jeść, trzymać łyżkę, używać widelca. Nawet tego, by nie bekać przy ludziach. W pewnym sensie to była szkoła kultury” - powiedział.

Gajdusek nigdy formalnie nie adoptował tych dzieci, ale władze mikronezyjskie przyznały, że na wyspach powszechne są nieformalne adopcje. Wirusolog zawsze otrzymywał pozwolenie od rodziców, którzy chcieli dać swoim pociechom szansę na zachodnią edukację.

Urząd imigracyjny nie znalazł żadnych dowodów na to, że którekolwiek z nich wjechało do kraju nielegalnie. Gajdusek, którego pensja wynosiła 120 000 dolarów, musiał tylko zapisać je do amerykańskiej szkoły i zobowiązać się do wsparcia finansowego, by mogły potem zostać w kraju na wizach studenckich.

Zastanawiające jest, co skłoniło mężczyznę, który nigdy się nie ożenił, do wzięcia na siebie odpowiedzialności za wychowanie tylu dzieci w Ameryce, na ziemi zupełnie obcej od ich własnej ojczyzny?

W opublikowanych dziennikach i w rozmowach z przyjaciółmi Gajdusek twierdził, że chce pomóc społeczeństwom, które badał. Płaci za edukację chłopców, a potem wysyła ich do domu, by wspierali wiedzą swoją społeczność.

Constantine J. Sakles, profesor psychiatrii Uniwersytetu Maryland, który znał Gajduska od 50 lat, zapytał go kiedyś, jak wybierał chłopców do powiększającej się „rodziny”. „Powiedział mi, że to zawsze byli ci, którzy wiedzieli, że istnieje coś więcej poza ich wyspą. Ciekawi samolotów, ci, którzy zadawali pytania i chcieli zwiedzać nowe miejsca”.

Początkowo w Papui-Nowej Gwinei i na rozproszonych wyspach Mikronezji toczyła się dyskusja, czy Gajdusek powinien zabrać nieletnich, ale nikt nie próbował go powstrzymać.

„Zbierał dzieci, jak niektórzy ludzie zbierają motyle” - powiedział ks. Francis X. Hezel, jezuita, który kierował Instytutem Badań Społecznych w Mikronezji. „Niektórzy ludzie mieli do niego zastrzeżenia, w tym jeden z naszego zakonu, ale ten sprzeciw nie miał nic wspólnego z zarzutami o molestowanie. Po prostu nie wierzyli, że te dzieci powrócą i odnajdą się znowu na wyspie”.

A jednak wielu podopiecznych powróciło na wyspy po ukończeniu studiów i zostało ważnymi postaciami dla lokalnej społeczności - nauczycielami, lekarzami, biznesmenami, urzędnikami państwowymi. Co najmniej czterech zdecydowało się pozostać w Stanach Zjednoczonych. Jeszcze inni próbowali wrócić, ale nie mogli się dostosować.

Jezuita przypomniał sobie pewnego młodzieńca, który wrócił na swoją wyspę, ale ostatecznie zamieszkał na Hawajach. „Nie ubierał się jak tubylcy, nie mówił w swoim języku, nie kłaniał się starszym. Oczywiście, nie wytrzymał zbyt długo. Ktoś mu powiedział, że albo się przystosuje, albo musi wyjechać. Wyjechał”. 

Dom pełen życia i patologii

Dom słowackiego pedofila był jak wielki klub. W domu mieszkało zwykle kilkanaście osób, początkowo sami chłopcy, a później kilka dziewcząt. Zawsze gotowano jak dla pułku wojska, bo nigdy nie było wiadomo, kto się pojawi w drzwiach.

Często przy wspólnym stole siedziało 20 osób, w tym przyjaciele Gajduska, jak amerykańska antropolożka kulturowa Margaret Mead, jedyny dwukrotny laureat indywidualnej Nagrody Nobla, pokojowej i w dziedzinie chemii – Linus Pauling oraz architekt-filozof Buckminster Fuller.

„Dorastaliśmy wśród laureatów Nagrody Nobla i naukowców” - mówi 42-letni Jesse Mororui pracujący jako menadżer hotelu w Waszyngtonie. „Przychodzili do nas, gotowali z nami obiady i myli naczynia… To było niesamowite przeżycie”.

Chłopcy uczyli się obserwując gości, którzy omawiali skomplikowane zagadnienia naukowe. 

„Mogliśmy swobodnie wyrazić siebie” - mówił Mororui. „Czasem robiło się dość głośno”. Zanim wyprowadzili się z domu w Chevy Chase, w ścianach i suficie widać było liczne pęknięcia. „Zniszczyliśmy to miejsce” – powiedział Mororui z chichotem. „Życie tam było takie fajne”.

Nieświadomi i niewinni poddawali się temu, co niosła ze sobą cywilizacja wg Gajduska. W niektórych kulturach wyspiarskich, jak u Papuasów Kuku Kuku, sypianie z bardzo młodymi chłopcami, nawet 8-letnimi, było elementem obrzędowym. Mali chłopcy dokonywali rytualnego fellatio u dorosłych mężczyzn i połykali spermę, która miała im dawać siłę i dojrzałość. Seks oralny był częścią ceremonii powitania.

Naukowiec zatem trafił do pedofilskiego raju. Po powrocie do Stanów mógł z przekonaniem grać „dobrego wujka” zabierając chłopców do lokalnych muzeów, na biwaki i wycieczki do Europy, Azji czy Afryki. Spędzał miesiące na wyjazdach naukowych. Początkowo zatrudniał współpracownika do nadzorowania domu. W miarę jak dorastała pierwsza gromadka dzieci i pojawiały się nowe pokolenia, starsze zajmowały się domem podczas jego nieobecności, która mogła trwać pięć miesięcy lub dłużej. Niczym w pierwotnych kulturach – starsze dzieci zajmowały się młodszymi, a wszystko w kulcie tymczasowo nieobecnego ojca.

Klan Gajdusków zamieszkiwał co najmniej cztery domy w hrabstwach Montgomery i Frederick. Sąsiedzi z Middletown, w którym mieszkali przez sześć lat, także twierdzili, że bawiono się bardzo głośno, szczególnie gdy „ojca” nie było. Sąsiadka Susan Lindstrom wielokrotnie zgłaszała policji „nastolatków będących bez opieki dorosłych”. „Martwiliśmy się, że piją alkohol i jeżdżą samochodami”.

W niedziele chodzili do kościoła. Gajdusek nie był wierzący, ale zabierał ich na katolicką mszę, ponieważ obiecał to ich rodzicom. Chłopcy siedzieli razem, a Gajdusek z tyłu pisał coś w swoich dziennikach.

"Tato" naciskał na nich, by poważnie traktowali naukę. Sporządzał listy lektur i żądał wypracowań, które chłopcy przesyłali mu listownie, gdy był poza domem. Niektórzy pracowali bez wynagrodzenia w jego laboratoriach. Inni znaleźli płatną pracę gdzie indziej.

Mathias Maradol był jednym z buntowników, który notorycznie łamał zasady, spóźniał się, wagarował i przyprowadzał do domu dziewczyny. Gajdusek chciał go wysłać do Europy, ale gdy to się nie powiodło, wyrzucił chłopaka z domu i przestał płacić za studia. Mimo to, Maradol stał się jednym z jego największych obrońców po aresztowaniu. „Patrząc wstecz, nie zamieniłbym jego na nikogo innego” – powiedział. - „Kaliber ludzi, których poznaliśmy, rozmowy z Carletonem, wycieczki. Chciałbym mieć to do zaoferowania swoim dzieciom”.

23-letni student, który oskarżył Gajduska o wykorzystywanie seksualne, powiedział, że on również go podziwia, ale z pewnością to nie był jego ojciec. Gdy chłopak miał 14 lat, krewny przedstawił go Gajduskowi na wyspie Pohnpei. Naukowiec wydawał się przyjazny, zadawał pytania i proponował sprowadzenie go do Stanów Zjednoczonych. To była ekscytująca oferta dla ucznia, którego rodzice rozwiedli się, gdy miał 3 lata, zostawiając go na wychowanie u krewnych.

Kilka miesięcy później wszedł na pokład samolotu lecącego do Ameryki, wraz z Raglmarem. Opowiedział potem, co wydarzyło się już pierwszego ranka, po pierwszej nocy przespanej w nowym miejscu. Do jego łóżka przyszedł Gajdusek i pod pozorem zabawy zaczął go obmacywać. „Chwycił mnie i ścisnął, i to bardzo bolało. Próbowałem uciec, nie wiedziałem, czy krzyczeć, czy płakać”. Student powiedział, że naukowiec molestował go przez sześć lat, uprawiając z nim seks oralny.

„Kiedyś myślałem, że był miłym człowiekiem. Tego, co robił, nie uważałem za wykorzystywanie seksualne. Wiedziałem tylko, że to coś złego. Nie rozumiałem tego i zawsze znajdowałem jakieś powody, żeby sobie to normalnie wytłumaczyć”.

Zmieniła mu się perspektywa, gdy Gajdusek uderzył go podczas kłótni – kopiąc go w plecy. Nawet na wyspach coś takiego nigdy się mu nie przydarzyło. „To sprawiło, że naprawdę pomyślałem, że jednak nas nie kochał, i że to nie był powód, dla którego nas tu przywiózł”.

Chłopak kilkakrotnie prosił o odesłanie go do domu, ale naukowiec zawsze to odkładał. „Byłem całkowicie odizolowany” - powiedział. „Nie miałem nikogo, komu mógłbym zaufać”.

Gajdusek został oskarżony przez ławę przysięgłych hrabstwa Frederick o znęcanie się nad dziećmi i uprawianie z nimi seksu oralnego. Wśród jego obrońców byli podopieczni: młody pediatra z nowojorskiego szpitala, profesor literatury w Bard College w Nowym Jorku i profesor z University of Maryland Medical School. „Ufam mu absolutnie i bezgranicznie” - powiedział Clark Rodewald, profesor literatury, który nazwał syna po Gajdusku.

Ta kontrowersyjna, bolesna i wieloznaczna historia wywołała ambiwalentne uczucia wśród tych, którzy wrócili na wyspy. „Bez niego nie robiłbym tego, co teraz” - mówi kustosz muzeum, 45-letni Ivan Mbaginta'o, pierwsze dziecko adoptowane przez Gajduska. „Bez niego zajmowałbym się ogrodnictwem w buszu”.

Wydaje się, że część dorosłych gloryfikuje swoje dzieciństwo, które z jednej strony mogło wydawać się lepsze niż dorastanie w prymitywnych warunkach, ale pytanie – jakim kosztem? Czy nadużycie zaufania, niewłaściwe i przedwczesne wprowadzenie w seksualność, gwałty i przemoc, muszą być ceną, jaką płaci niewinne dziecko marzące o wielkim świecie?

Raglmar powiedział, że tak bardzo wierzy w Gajduska, że ​​wysłał do niego córkę i adoptowanego syna, aby ich wychował. Co najmniej trzech innych wybrało dla swoich dzieci takie samo życie.

Psychiatrzy twierdzą, że pedofile tworzą złożone więzi emocjonalne ze swoimi dziecięcymi ofiarami i nimi manipulują, obsypując je tym, czego dzieci potrzebują najbardziej: miłością i uwagą. To dlatego, kiedy osiągają dojrzałość, ofiary mają mieszane uczucia co do sprawcy. 23-letni oskarżyciel Gajduska w pewnym momencie wydawał się gotowy do wycofania zarzutów. Zeznawanie przeciwko komuś, kogo kochał, doprowadziło go na skraj załamania nerwowego.

Geniusz i chłopcy

Sprawa Gajduska wypłynęła ponownie za sprawą szwedzkiego filmu dokumentalnego z 2008 roku. Reżyser Bosse Lindquist ponownie odkrył drugą naturę noblisty, który tuż przed swoją śmiercią ujawnił, że miał seksualne kontakty z 300-400 chłopcami.

„Czy jest pan pedofilem” – pytał Lindquist. „Tak, jestem – odpowiadał Gajdusek – podobnie jak Jezus. On też kochał dzieci”. Opowiedział też, że jako siedmiolatek wykorzystywał go seksualnie stryj, o którym mówił, że był to najważniejszy człowiek w jego życiu. Nic dziwnego, że gdy trafił na koniec świata, gdzie homoseksualizm miał charakter obrzędowy, podobnie jak kanibalizm, który był przyczyną zakażeń prionami, znalazł swoje wymarzone miejsce.

Noblista w filmie twierdził, że chłopcy prosili go o zbliżenia, a opinię publiczną obiegły informacje z jego kryminalnej przeszłości. Przypomniano, że w 1997 roku poszedł na ugodę z sądem amerykańskim i dlatego w więzieniu spędził tylko rok. To wtedy po uwolnieniu przeniósł się do Europy, mieszkając w letnie miesiące w Paryżu i Amsterdamie, a w zimowe – w Norwegii.

Jego wielki wkład w medycynę był w tamtym czasie już bardzo dobrze opisany, ale niegdyś ceniony naukowiec odchodził w zapomnienie. Być może dlatego zdecydował się na szczerość w wywiadzie przeprowadzonym w norweskim hotelu w Tromso. W hotelu, w którym zmarł samotnie 12 grudnia 2008 roku.

źródło: [1][2][3]

0.15063500404358