Czym korsarz różni się od pirata i o co chodzi z tym wędzonym mięsem?
Czym korsarz różni się od pirata i o co chodzi z tym wędzonym mięsem? Czym korsarz różni się od pirata i o co chodzi z tym wędzonym mięsem?

Widzisz faceta z drewnianą nogą i opaską, papugą na ramieniu i iskrą w oczach? Jeśli to nie jest reklama rumu Captain Morgan, to musi być pirat albo korsarz. No właśnie – jaka jest między nimi różnica? W największym skrócie można powiedzieć, że pirat to złoczyńca freelancer, a korsarz to rzezimieszek na umowie o pracę, chociaż bez ubezpieczenia zdrowotnego. Zobaczmy, czym jeszcze charakteryzowali się ci nieformalni władcy mórz i oceanów.

Pirat skaczący od zlecenia do zlecenia

Prawdziwy wilk morski. Przestępca bez statusu. Podejmie się najbardziej gównianej misji, byleby gdzieś zabrzęczały złote monety lub błysnął rąbek spódnicy. Nie ma ojczyzny, a jeśli go złapią, publicznie zawiśnie na szubienicy, nawet jeśli wolałby dyndać na samotnej topoli lub zostanie wysłany na bezludną wyspę, na której zginie z głodu lub oszaleje. Jego katem będą Brytyjczycy, Francuzi, Hiszpanie, w zasadzie każda morska władza.

Długi John, postać fikcyjna z książki Roberta Louisa Stevensona „Wyspa skarbów”, to pirat najczystszej wody. Klnie jak szewc i ma protezę zamiast nogi. Swoje łupy sprzedaje na czarnym rynku kupcom, którzy nie będą się martwić o pochodzenie towaru. Zwykle nie wchodzi dumnie do portowego miasta, bo szybko zostałby aresztowany. Szlaja się po podejrzanych knajpach, by żłopać rum z kompanami i czekać aż los ześle mu jakiś powód do wypłynięcia w morze.

Jego brudne życie jest ciężkie i krótkie.

Piraci istnieli od początków morskiej komunikacji. Już Juliusz Cezar z nimi walczył. Ci wrogowie rodzaju ludzkiego, jak ich nazywano, byli postrachem mórz i oceanów, a rozkwit ich działalności przypadł na XVI-XVII wiek. To wtedy złupili najwięcej statków ze złotem i srebrem, wcześniej „legalnie” zagrabionym przez Hiszpanów i inne narodowe korporacje kolonialne.

Na Morzu Karaibskim piraci poruszali się małą pinasą, zwrotnym slupem, średniej wielkości brygiem lub dużym barkiem albo potężnym galeonem, jak fikcyjna „Czarna Perła” z Piratów z Karaibów.

Ich logo, czyli bandera „Wesoły Roger” (Jolly Roger), to znana od XVIII wieku biała czaszka ze skrzyżowanymi piszczelami na czarnym tle. Ale podpływający statek piracki nie wieszał jej na maszcie, bo straciłby element zaskoczenia. Najczęściej podchodził do swej ofiary z fałszywą narodową flagą, a dopiero przed samym abordażem wciągał czachę. Ale nie zawsze było tak różowo i uroczyście – niektórzy piraci nie stosowali flag, po prostu bezceremonialnie napadali, okradali i zabijali.

Korsarz na śmieciowej umowie o pracę

Jest zwykłym szeregowcem, którego życie nie jest warte złamanego pensa. Corsair, privateer, korsar, corsaro, różnie zwany, ale tak samo nieszanowany. Sama nazwa pochodzi o kursu, czy też rejsu, więc można powiedzieć, że korsarz to taki rejsowy pirat. Robi zresztą to samo, co pirat, tylko ma na to lettre de course – list kaperski.

Ten dokument pozwala mu na legalne złupienie statku hiszpańskiego lub/i brytyjskiego (niepotrzebne skreślić). Korsarze pracowali dla króla Francji i atakowali najczęściej jego wrogów. Mogli nie tylko zgodnie z prawem sprzedawać łupy i rekrutować załogę, ale i naprawiać statek, który zresztą mógł być własnością państwa. Dla Brytyjczyków stanowili największe zagrożenie na morzu, poważniejsze niż sztormy i wypadki morskie, mimo że niektórzy korsarze byli pochodzenia brytyjskiego.

Za swoją działalność musieli odpalać królowi jedną czwartą, a czasem jedną trzecią łupu. To była cena za bezkarność. Zaczęli działać już w średniowieczu, ale największy rozwój to oczywiście XVII i XVIII wiek. W połowie XIX wieku w następstwie Deklaracji paryskiej europejskie państwa wyrzekły się zatrudniania korsarzy.

Czasem listy kaperskie były dość zaskakujące. Na przykład jeden kapitan nie umiał czytać i pokazywał jako korsarski patent dokument zezwalający na polowanie na kozy w Danii. Inna sprawa, że na Karaibach tak naprawdę nie znali duńskiego, jeśli w ogóle ktoś tam potrafił czytać. W każdym razie liczył się podpisany i wiarygodny papier – tak jak dzisiaj. Zatem, gdy ktoś na środku morza okrada, torturuje i zabija, a ma certyfikat – wszystko jest w porządku.

Jeśli złapano korsarza, najczęściej stawał się jeńcem wojennym. Była to też nieformalna droga do kariery – złapany korsarz stawał się niesławnym jeńcem, a po uwolnieniu zostawał doświadczonym piratem.

O co chodzi z tym wędzonym mięsem?

Wśród morskich przestępców byli też wyrzutkowie, których nazwa pochodzi od słowa boucan oznaczającego grilla do wędzenia mięsa, którym handlowali. Tak zwani bukanierzy (określani czasem jako filibustierzy) należeli do piratów i składali się ze zbiegów pochodzenia angielskiego, francuskiego i holenderskiego, osiedlających się od początku XVII wieku na Wielkich Antylach. Mieli swoje siedziby na wyspie Tortuga oraz Port Royal na Jamajce.

Wśród nich znajdowali się byli żołnierze oraz kryminaliści, jak również osoby uciekające przed prześladowaniami religijnymi i szukające schronienia w trudno dostępnych kryjówkach. Płacili 10% podatek, dzięki czemu mogli w miarę spokojnie funkcjonować na swoim terytorium. Wspólnie tworzyli Bractwo Wybrzeża, a decyzje o planowanych wyprawach i podziale zdobyczy podejmowali w sposób demokratyczny.

Atakowali i łupili hiszpańskie statki sprzymierzając się z Anglikami, Francuzami i Holendrami. Z zaskoczenia podpływali na niewielkich łodziach, wzorowanych na indiańskich, które nie nadawały się do otwartej walki.

Kiedy Hiszpanie wzmocnili eskortę, bukanierzy zaczęli rabować kolonialne miasta. Ich znane wypady to zdobycie Campeche przez Lewisa Scotta, złupienie Grenady przez Edwarda Mansfielda, splądrowanie Nikaragui przez Johna Davisa, czy spenetrowanie Panamy przez okrutnego Walijczyka Henry’ego Morgana.

Pod koniec XVII wieku przenieśli się na wyspę New Providence na Bahamach, której główne miasto, Nassau w pierwszych dziesięcioleciach XVIII wieku stało się ich główną bazą. Wkrótce za sprawą zorganizowanych działań flot wojennych ich egzystencja straciła sens.

Jakkolwiek nie nazywano morskich nikczemników, obecnie ich historia najlepiej wygląda w książkach, grach i filmach, a ich dziedzictwo przejęli współcześni piraci somalijscy operujący na wodach Rogu Afryki.

Źródło: [1]

0.14767408370972