Skąd na paryskich straganach kuferki z trupkiem i napisem "Sprawa Gouffégo"?
Skąd na paryskich straganach kuferki z trupkiem i napisem "Sprawa Gouffégo"? Skąd na paryskich straganach kuferki z trupkiem i napisem "Sprawa Gouffégo"?

Jej proces w grudniu 1890 roku wzbudził wielką sensację w Paryżu.

Mimo że oskarżano ją o najbardziej haniebną i brutalną zbrodnię, filigranowa Gabrielle Bombard rozbudziła emocje i wyobraźnię paryżan, którzy rzucali kwiaty do jej stóp i przesyłali całusy, gdziekolwiek się nie pojawiła.

Ale Gabrielle nie zasługiwała na to.

Popełniła morderstwo z zimną krwią wraz ze swoim partnerem, Michelem Eyraudem. Ich czyn został skrupulatnie zaplanowany. Ofiarą był Toussaint-Augustin Gouffé, paryski urzędnik państwowy. Zamiast Gouffégo życie mógł stracić każdy, kto spełnił dwa kryteria. Musiał być przy forsie i poddać się urokom panny Bompard – kobietki, która mając metr pięćdziesiąt w kapeluszu (146 centymetrów wzrostu bez nakrycia głowy) posiadała wielki dar uwodzenia. Na nieszczęście pan Gouffé spełniał oba wymagania. Życzliwi sąsiedzi twierdzili, że sypiał w miesiącu z 20 kobietami. W dodatku słynął z noszenia przy sobie dużych sum pieniędzy. Wymarzony kandydat.

Toussaint-Augustin Gouffé

Plan był pozornie prosty: Gabrielle miała zwabić Gouffégo do mieszkania w ósmej dzielnicy, gdzie razem z Eyraudem planowali go zabić. Jednak morderstwo rzadko kiedy jest tak proste, dlatego też ich pomysł również nie poszedł zgodnie z planem.

Trudna przeszłość Bompard uczyniła ją idealnym partnerem dla Eyrauda, ​​który był oszustem i brutalnym człowiekiem. Bompard miała 20 lat, kiedy opuściła północną Francję, by zamieszkać w Paryżu. Wcześniej owdowiały ojciec i jego kochanka przenieśli ją ze szkoły do klasztoru, skąd ją wydalono za złe zachowanie. W końcu ojciec umieścił ją w zakładzie poprawczym, a gdy go opuściła, wyjechała do stolicy.

Paryż może być okrutnym miejscem dla samotnej kobiety bez pieniędzy. By nie trafić na ulicę, Bompard została kochanką żonatego Beyrauda, który był szpetnym mężczyzną, starszym od niej o 30 lat.

Stanowiła dla niego trofeum, ale jej młodość przydała się w jego nikczemnych planach. Beyraud, delikatnie mówiąc, nie żył zgodnie z prawem. Kiedyś zdezerterował do Ameryki, dopóki nie objęła go amnestia. Wrócił do Francji i wykorzystywał swoją inteligencję oraz znajomość języków do finansowych machlojek, co sprawiło, że zanim Bompard spotkała Eyrauda, ​​była po szyję w długach. Lada chwila mogła być oskarżona o współudział w oszustwach i rozglądała się desperacko w poszukiwaniu szybkiego rozwiązania swych problemów.

Eyraud nie miał większych trudności z omotaniem podatnej na charyzmatycznych mężczyzn kobiety. Dopracował wszystkie szczegóły jeszcze zanim Gouffé, przypadkowy człowiek, został wybrany.

Para pojechała do Londynu i kupiła kufer wystarczająco duży, by pomieścił ciało, a także torbę na zwłoki, siedmiometrowy sznur, bloczek, hak i jedwabny pasek przeznaczony na pętlę.

W paryskim mieszkaniu, które wynajęli na tę okazję, Eyraud wbił bloczek w poprzeczną belkę. Następnie zawiesił kurtynę we wnęce, za którą ukrył krzesło oraz sznur zakończony hakiem. To do niego mieli przyczepić jeden koniec jedwabnego paska. Scena śmierci została przygotowana. Reżyser zacierał ręce. Brakowało tylko głównego aktora – nieszczęsnego pana Gouffé.

Bompard bez problemu zwabiła urzędnika na kolację przy świecach z dodatkowymi atrakcjami. Szezlong został umieszczony w przedniej części kurtyny, gdzie miał „spocząć” pan Gouffé z panną Bompard, ubraną w jedwabny szlafrok i "uzbrojoną" w pasek. Wszystko szło zgodnie z planem, ale gdy kobieta miała zalotnie wsunąć jedwabną pętlę na szyję pana Gouffé niby w ramach gry wstępnej i doczepić ją do ukrytego haka, zastygła z przerażenia. Wtedy do akcji wkroczył Eyraud. Błyskawicznie zarzucił pętlę urzędnikowi i tak mocno pociągnął za linę, że urwał bloczek, w wyniku czego Gouffé runął na podłogę.

W morderczej żądzy Eyraud rzucił się na ofiarę i udusił ją gołymi rękami, choć w sądzie próbował zwalić winę na pannę Bompard. Okradzione, jeszcze ciepłe zwłoki wrzucił do kufra i jak przykładny mąż wrócił do swojego mieszkania, które dzielił z żoną. Bompard spędziła bezsenną noc z ciałem Gouffégo stygnącym w kufrze.

Następnego ranka para wynajęła taksówkę i pojechała z kufrem na stację, a potem pociągiem do Lyonu. Po dotarciu do miasta Bompard i Eyraud wyjęli kufer i przetransportowali go w odludne miejsce. Tam osobno wyrzucili zwłoki w worku w dół nasypu, a sam kufer, który później miał dostarczyć rozstrzygających wskazówek, został porzucony w pobliżu Saint-Genis-Laval.

Eyraud i Bompard opuścili Francję i trafili do Dover jako Monsieur Labordère i jego młody syn. Obcięta na krótko Bompard okazała się przekonującym nastolatkiem.

Z Dover wsiedli na transatlantycki parowiec do Kanady pod nowymi nazwiskami - Monsieur EB Vanaerd i jego córka Berthe. Z Vancouver udali się do San Francisco, gdzie Eyraud trzymał się z dala od kłopotów. Być może ich morderstwo nigdy nie zostałoby odkryte, ale we Francji, Denis Coffy, robotnik drogowy z Vernaison, otrzymał skargę dotyczącą nieprzyjemnego zapachu…

Wkrótce pod krzakiem jeżyn przy rzece Rodan odkrył duży worek ze olejowanej skóry z rozkładającymi się zwłokami. Wstępną i nieudolną sekcję przeprowadzono 14 sierpnia 1889 roku, a datę uduszenia (krtań złamana w dwóch miejscach) oszacowano na trzy do pięciu tygodni wcześniej. Patolog uszkodził kości czaszki i kończyn, oderwał mostek. Na szczęście do identyfikacji nadawały się włosy i niektóre kości.

Trzy miesiące później zajął się nimi doktor Alexandre Lacassagne, który przeprowadził szczegółową jedenastodniową sekcję. Doświadczenie 46-letniego kierownika katedry medycyny sądowej na Uniwersytecie Lyońskim okazało się kluczowe. Dzięki włosom pobranym z grzebienia Gouffégo potwierdził zgodność z denatem. Również opis dawnej kontuzji pleców, różnice w śródstopiach oraz badanie uzębienia pozwoliły zidentyfikować ciało. Uważa się, że była to jedna z najbardziej precyzyjnych sekcji, jakie przeprowadzono w tamtym czasie.

Dwa dni po odnalezieniu zwłok natrafiono na porzucony kufer, którego smród był zaskakująco podobny do rozkładających się zwłok. Naklejki na nim wskazywały na podróż z Paryża do Lyonu, co oznaczało, że mordercy czuli się wyjątkowo bezkarni i nawet nie zadbali o usuniecie tak kluczowych śladów.

Prokurator z Lyonu przekazał dochodzenie komisarzowi Marie-François Goron, szefowi francuskiej Sûreté. Był to śledczy, który myślał nieszablonowo, a jego determinacja w rozwiązywaniu każdej zbrodni była przykładna i godna naśladowania.

Marie-François Goron

Poinformowano prasę i wezwano obywateli, którzy znali ofiarę lub jej znajomych, aby pomogli policji. Goron wystawił na widok publiczny taki sam kufer, jaki stanowił dowód, w nadziei, że ktoś go rozpozna. Przez tydzień tysiące paryżan stało w długiej kolejce, by go zobaczyć. Kilkukrotnie przewinęły się te same nazwiska, Michela Eyrauda i Gabrielle Bompart, którzy nie byli widziani od czasu zniknięcia pana Gouffé w lipcu.

Policja wysłała jeden z pierwszych w historii międzynarodowych listów gończych. Wkrótce okazało się, że stolarz z Londynu zidentyfikował kufer, który sprzedał Eyraudowi i Bompard. Pomimo zmiany imion i ukrywania się, odkryto ich ślad w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych. Tym samym stali się najbardziej poszukiwanymi przestępcami tamtych czasów.

Chciwy Eyraud w Nowym Jorku chciał powtórzyć zabieg z morderstwem i kradzieżą – wystawiając jednego z nowych wielbicieli Gabrielle, zamożnego Francuza Georgesa Garangera. Ale Gabrielle zakochała się w Garangerze, ostrzegła go, po czym zbiegła z nim do Francji. W kraju została aresztowana w styczniu 1890 roku i oskarżona o morderstwo.

Michel Eyraud

Winę próbowała zrzucić w całości Eyrauda, a w trakcie przesłuchania twierdziła, że ​​mężczyzna ją zahipnotyzował, co okazało się kontrowersyjną, ale trafną próbą obrony. Tymczasem Eyraud uciekł na Kubę, świadomy tego, że policja depcze mu po piętach. Został aresztowany w Hawanie.

Proces był sensacją. Bompard, perfekcyjnie ubrana na każde posiedzenie sądu, uwielbiała być w centrum uwagi. Szybko oczarowała tłumy, które śledziły każdy jej ruch. Łatwo było uwierzyć, że ta kokietka została sprowadzona na manowce przez degenerata. Zaczęto wierzyć, że jest mniej winna niż on, i że być może naprawdę ją zahipnotyzował.

Sąd wydał wyrok. Dla niej 20 lat więzienia. Bompard trafiła do więzienia dla kobiet w Nanterre, a następnie do lochu Clermont. Wyszła wcześniej na wolność, w 1905 roku, za dobre zachowanie. Zmarła w zapomnieniu na początku lat dwudziestych XX wieku.

Dla Eyrauda kara śmierci. Został publicznie zgilotynowany niedługo po procesie. W dniu egzekucji na okolicznych straganach sprzedawano miniaturowe kuferki z ołowianym trupkiem w środku i napisem "Sprawa Gouffégo".

źródło: [1][2]

0.15385818481445