Dzień z życia rzymskiego legionisty – Gajusza (zbożowego "Janusza")
Dzień z życia rzymskiego legionisty – Gajusza (zbożowego "Janusza") Dzień z życia rzymskiego legionisty – Gajusza (zbożowego "Janusza")

Legioniści, tacy jak pierwszy z brzegu, nieznany nikomu Gajusz, byli jednymi z najbardziej skutecznych żołnierzy starożytnego świata, co wymagało wielkiej odporności psychicznej i fizycznej. Musieli oni działać zgodnie z ustalonymi zasadami, a ich obowiązki piętrzyły się jak elementy zbroi, którą nosili. Codzienność przeciętnego Gajusza (a zarazem oczywiście nieprzeciętnego wojownika), nie była usłana różami. Stąpali po kolcach, by stać się prawdziwymi mężczyznami.

Zarówno ochotnicy, jak i poborowi, nie mogli być pewni, że wrócą do domu po 16 latach służby, którą w 5 roku naszej ery zwiększono do 20 lat. Żeby utrzymać wszystkich w ryzach, podstawą była dyscyplina. Tylko ona mogła sprawić, że Gajusz, dla przyjaciół Gaszko, typowy przyszły hastati z pierwszego szeregu, nie zrejteruje w przypływie nagłej nostalgii i słabości.

Nie kijem go, to dyscyplinką

Rzymska idea dyscypliny była postrzegana jako doskonałość, w którą jest wpisana lojalność i posłuszeństwo. To nie tylko odwaga, by rozłupać czerep nieprzyjacielowi, ale i chęć do ciężkiej pracy oraz wytrzymałość.

Według dawnych źródeł można odnieść wrażenie, że nasz Gaszko przypisywał sobie niezrozumiałą niezależność myśli i działań, co jest zaskakujące, bo przecież został wychowany w „żelaznej dyscyplinie legionów”. Niemniej jednak uważa się, że prawdziwi rzymscy żołnierze byli upartymi i asertywnymi bojownikami, a nie super zdyscyplinowanymi automatami, którzy trzęsą zbroją przed brutalną karą, jak choćby decymacją.

Stosowano ją bardzo rzadko, najczęściej w stosunku do zbuntowanych oddziałów. Polegała na tym, że każdy z 10 legionistów ciągnął losy. Ten jeden żołnierz, który nie miał szczęścia i wyciągnął „zły los”, tracił życie niezależnie od zasług i rangi. Reszta musiała wykazać się w walce, by oczyścić swoje winy.

Śmiercią karano także za spanie podczas warty, dlatego żołnierze rzymscy nauczyli się spać na stojąco – opierając się o tarczę.

Porównując ich ze współczesnością, legioniści zachowywali się raczej tak, jak członkowie profesjonalnej drużyny sportowej, a nie jak amerykańscy żołnierze. Królowała intensywna męska rywalizacja. Co bardziej hardzi, potrafili kłócić się ze swoimi generałami, jak choćby w Bitwie pod Pydną, czy też odmawiać wykonania rozkazu udając, że sztandary utknęły w ziemi, co jest złym omenem. Byli też tacy, co bez rozkazów napadali, okradali i mordowali okolicznych mieszkańców. Jak wszędzie, trafiały się czarne owce, ale były to nieczęste przypadki.

Jak Gaszko trafił do legionu?

Pobór do armii odbywał się wśród mężczyzn między 17, a 20 rokiem życia. Według pisarza i historyka Wegecjusza legionista rzymski powinien mieć około 170 cm wzrostu, ale trafiali się też osobnicy 180 centymetrowi. Badania Geoffreya Krona na odnalezionych 927 dorosłych szkieletach męskich z Italii, między rokiem 500 p.n.e. a 500 n.e. ujawniły, że ich średni wzrost wynosił 168 cm wysokości.

Jeśli okazało się, że taki Gaszko potrafił operować młotem na kowadle, to zostawał zbrojmistrzem. Inni mogli stać się szewcami, czy stolarzami, oczywiście wtedy, gdy nie toczyły się walki. Beztalencie, które jakimś cudem trafiło do legionu, w czasie pokoju dołączało do grupy oczyszczającej drogi. Oczywiście panował podział na doświadczonych weteranów, jak i młodych, którzy od nich się uczyli. O tym, kto miał większą szansę przetrwać w bitwie pisaliśmy już tutaj.

Pobudka, wstać!

Gajusz budzi się wczesnym rankiem i przeciera ze zdumienia oczy. „Czyli jednak to prawda, jestem rzymskim legionistą” – myśli sobie. Obok budzi się jego siedmiu towarzyszy, z którymi dzieli pokój w koszarowym baraku. Łóżka są piętrowe, jak na współczesnych, młodzieżowych koloniach. „Szkoda, że nie można spać w schowku na broń i zbroję” – myśli Gaszko – „to chrapanie Sextusa jest niemożebne”.

Żołnierze zakładają tuniki, zakładają paski, na nogi wzuwają sandały. Gajusz udaje się do pomieszczenia na końcu koszar. To tu w palenisku płonie ogień, który nieco zwalcza nieszczęsny chłód Brytanii. Ranne ptaszki robią już owsiankę. Większość posiłków to wariacje na bazie mąki, owsianka i chleb, z kilkoma fasolami. Wołowina, wieprzowina, baranina, jagnięcina i dziczyzna – marzenie ściętej głowy. Warzywa są dobre dla kobiet. Czasem w Brytanii trafi się sarnina czy kozina. „Ach te ryby z Egiptu” – wspomina z nostalgią Gaszko i głośno przełyka ślinę. Póki co, należy do Legionu zbożowych żołnierzy.

Pod wieczór napije się cienkusza, rozcieńczonego wina, a jak nie będzie, to pogańskiego, barbarzyńskiego piwa z jęczmienia. Zapomni na chwilę o wietrznej Brytanii i oczach na zapałkach. Byleby nie przesadzić z ilością, jak podczas uczty z Galami w Ticinum, gdy przyjacielskie zapasy przerodziły się w istną bijatykę. Ten jeden Gal niepotrzebnie się śmiał z naszego Cecyliana. W zamieszkach zginęło ponad 1000 ludzi, których sandałów nie jesteśmy godni całować.

Gajusz kończy jeść, zakłada zbroję i rusza na poranny apel. Okazuje się, że w nocy zaginęło trzech z naszych. Zdarza się, szczególnie w taką pogodę. Po podliczeniu wszystkich każdemu przydzielane są codzienne zadania.

Zadanie dla Gaszka

Dyżur w łaźni. Nie jest to najlepsza praca, ale i nienajgorsza. Nie ma nic bardziej obrzydliwego niż czyszczenie latryn, starych rur i dołów gówna. Konserwacja łaźni to w porównaniu z wychodkiem czysta przyjemność. Tym bardziej, że nasz hastati ma narzędzia odziedziczone po ojcu – to jego jedyny dobytek, z którego jest niezwykle dumny. No i może porozmyślać, na przykład o kobietach.

„Jak to dobrze, że ten głupi zakaz zawierania związków małżeńskich przez legionistów, który istniał za panowania Oktawiana Augusta, nie jest przestrzegany. Teoretycznie miał pomóc zachować dyscyplinę, ale trudno wymagać od faceta, który 20 lat ćwiczy się w zabijaniu, by zapomniał o przyjemności obcowania z wybranką serca i założenia rodziny. To dlatego najczęściej wiążemy się z lokalnymi kobietami, na co pozwalają centurioni.

Kobiety nas szanują, bo stanowimy dobrą partię – zdrowy, mężny, niebrzydki facet ze stałym dochodem gwarantuje stabilizację, co pewnie nie zmieni się nawet za 2 tysiące lat. W dodatku nasze dzieci zasilą kolejne legiony, dlatego dowódca powinien nas całować po rękach, że tworzymy rodziny i płodzimy męskich potomków”. – rozważał Gajusz łatając przeciekającą rurę.

Trening czyni legionistę

Centurion tego obozu jest potwornym pedantem, którego jednak wszyscy szanują. Jest wymagający, ale nie sposób się z nim nudzić.

Jego pozycję tak opisuje Wegecjusz: „Centurion w piechocie jest wybierany ze względu na swój wzrost, siłę i zręczność w rzucaniu swą bronią miotającą i w używaniu swego miecza i tarczy; w perfekcji we wszelkiej wojskowej materii. Musi on być czujny, powściągliwy i gotowy raczej do wykonywania rozkazów, które otrzyma niż do dyskutowania, dokładny w lustrze i w utrzymaniu właściwej dyscypliny pomiędzy żołnierzami, w uczeniu żołnierzy wyglądu schludnego i czystego, w utrzymaniu broni wyczyszczonej i lśniącej. […] Splendor uzbrojenia nie ma wcale najmniejszego znaczenia w posiewaniu zagrożenia wśród wroga. Bo czyż może być uznawanym dobrym ten żołnierz, który przez zaniedbanie dopuszcza, aby jego uzbrojenie uszkodziło się w wyniku działania brudu i rdzy?”.

Tymczasem część żołnierzy idzie na patrol, a Gaszko z kolegami trafia na pole poza obozem. Zaczyna się musztra i ćwiczenia z marszu.

Dziś trzeba przejść 20 kilometrów z pełnym wyposażeniem, połowę biegiem, ale ostatnio był mniejszy wycisk. Niedawno skończyli naukę budowania obozu, pływania i jazdy konnej, w tym wskakiwania i zeskakiwania z konia w pełnym rynsztunku.

Najważniejsze są oczywiści ćwiczenia w posługiwaniu się bronią. W tym celu w ziemię wbija się pal wysokości człowieka. Legionista uzbrojony w wiklinową tarczę i drewniany, ale ciężki miecz, uczy się zadawać ciosy, a potem rzuca pilum i bierze udział w markowanych bitwach.

Mierząc się z Sextusem, Gajusz wymierza mu karę za chrapanie, waląc go drewnianym rudisem w głowę. Patrząc na poobijany hełm Sextusa, widać, że nie tylko on wpadł na ten pomysł.

Latem każdy dzień wypełniają ćwiczenia, marsze, pozorowane bitwy, a także prace budowlane. W pobliżu trenują auxiliowie pod okiem ekwitów. Gaszko przez chwilę patrzy, jak kawaleria w galopie rzuca oszczepami w słomiane cele. Potem pojawiają się kohorty piesze, łucznicy i procarze. Gajusz cieszy się, że jest przykładnym legionistą, a nie takim pomocnikiem z wspierającej formacji, w dodatku bez obywatelstwa rzymskiego. Lepsza płaca, uzbrojenie, no i status.

Czas odchamić się

Tym razem nie znajdzie się nawet pięć minut na czas wolny. Tydzień temu poszliśmy do burdelu, a przy okazji kupiliśmy rzemyki od lokalnych rzemieślników. Zawsze wokół obozu czają się ludzie, którzy chcą jakoś przeżyć i zarobić. Czasem tak powstają całe miasta lub wioski. Byle znowu nie przegiąć z alkoholem, jak to miało miejsce w Vindolandzie między rzeką Tyne i Solway.

Centurion otrzymał wtedy skargę o jednym z Rzymian (to na pewno nie był Gajusz): „On chłostał mnie po całym ciele jeszcze bardziej, gdy powiedziałem, że towar był bezwartościowy albo ponieważ wylałem go na ziemię. Jako uczciwy człowiek błagam twój majestat, nie pozwól mnie, człowieka niewinnego, bić rózgami, […] jakbym dopuścił się jakiejś zbrodni”.

W obozach działały też kluby wojskowe, collegia militares, gdzie można było się zintegrować. Szczytem kultury były wielkie amfiteatry, na których arenie odbywały się walki gladiatorów. Przecież czasem trzeba się rozerwać.

Ave Szefie

Dzisiaj odbędzie się doroczna ceremonia ku czci boskiego Juliusza Cezara. Pod koniec dnia prawie wszyscy w obozie gromadzą się, gdy trębacz dmąc w mosiężną tuba romana daje znak o rozpoczęciu uroczystości. Setki mężczyzn stoi dumnie w lśniących zbrojach, z bronią u boku i tarczami w dłoni.

Dowódca, senator z dynastii julijsko-klaudyjskiej, długo opowiada o wielkości Cezara, o tym, jak ocalił Rzym przed zepsuciem, barbarzyństwem, sodomią i czym tam jeszcze. Gajusz to wszystko już słyszał, ale jest szczęśliwy, że należy do tak znamienitej społeczności.

Po przemowach na środek placu wprowadzają wielkiego byka. Chociaż każdego roku składa się różne ofiary, to ta jest jedną z najważniejszych. Centurioni trzymają bestię w miejscu, a legat podcina gardło bykowi. Słychać modły i radosne okrzyki.

Godzinę później byk piecze się na otwartym ogniu, a zapach mięsa wypełnia obóz. Gajusz, którego Platon nazwałby „rasowym psem”, z niecierpliwością czeka na swój kąsek. To był długi i ciężki dzień.

Źródło: [1][2][3]

0.14421200752258