Hisashi Ouchi: człowiek, który umierał najbardziej bolesną śmiercią
Hisashi Ouchi: człowiek, który umierał najbardziej bolesną śmiercią Hisashi Ouchi: człowiek, który umierał najbardziej bolesną śmiercią

Japonia ma długą historię związaną z energią atomową. Składają się na nią zarówno wypadki, choćby ten z 2011 roku - czyli Katastrofa Elektrowni Atomowej Fukushima nr 1 w wyniku tsunami wywołanego przez trzęsienie ziemi, jak i mroczne wydarzenia z dalekiej przeszłości - zrzucenie przez Amerykanów bomb atomowych na Nagasaki i Hiroszimę, które zakończyło II wojnę światową, zabijając natychmiast setki cywilów i w miarę upływu czasu tysiące więcej z powodu promieniowania.

Najsłynniejszy popkulturowy produkt eksportowy z Japonii XX wieku, Godzilla, także został stworzony jako przypowieść o niebezpieczeństwach związanych z pychą ludzi eksperymentujących z energią jądrową. Sam potwór jest pokryty łuskami, które miały przypominać blizny ofiar z Hiroszimy i Nagasaki. 

Ale przypadek ekspozycji na promieniowanie Hisashiego Ouchi i jego późniejszego "leczenia" wciąż pozostaje przestrogą ponad dwie dekady po fakcie. To kolejne traumatyczne wydarzenie w bolesnej nuklearnej przeszłości Japonii.

Tokaimura

Hisashi Ouchi został zatrudniony jako pracownik elektrowni jądrowej w Tokaimurze, a jego zadaniem było przetwarzanie uranu dla firmy JCO. Raport opublikowany przez Światowe Stowarzyszenie Nuklearne wykazał, że oprócz nielegalnych procedur firmy w zakresie polityki regulacyjnej i używania przestarzałego sprzętu, pracownicy przeszli minimalne przeszkolenie lub takie jedynie na papierze - w zakresie swych obowiązków.

30 września 1999 roku Ouchi wlewał silny roztwór azotanu uranylu do zbiornika, który nie był przystosowany do obsługi takiej ilości materiału radioaktywnego. Z tego powodu osiągnięto masę krytyczną, pojawił się niebieski błysk, nastąpiła reakcja jądrowa i olbrzymia emisja promieniowania neutronowego i gamma. 

Jedyny ocalały z tego zdarzenia, Yutaka Yokokawa, potwierdził, że usłyszał głośny huk i zobaczył intensywny niebieski błysk, gdy ogromne ilości wiązek neutronów i promieniowania gamma wypełniły pomieszczenie. Ta sekwencja wydarzeń jest szczegółowo opisana w raporcie wydanym przez Międzynarodową Agencję Energii Atomowej. Yokokawa obserwował incydent zza biurka oddalonego o 4 i pół metra, a Masato Shinohara stał bliżej Ouchiego. 

Po wybuchu ewakuowano pracowników elektrowni i okolicznych mieszkańców. Zakazano wychodzenia z domu i picia wody z kranu. Przeprowadzono badania kontrolne, które potwierdziły, że narażonych na wyższe promieniowanie było kilkaset osób. 

17 siwertów

Ouchi przyjął 17 siwertów promieniowania, ponad dwukrotnie więcej niż dawka śmiertelna. To największa ilość promieniowania, na jakie kiedykolwiek był narażony człowiek w udokumentowanej historii wypadków. Tak ekstremalna ekspozycja spowodowała natychmiastowe zawroty głowy, nudności, problemy z oddychaniem, obfite wymioty i na końcu utratę przytomności.

Drugi z pracowników, Shinohara, przyjął dawkę 10 siwertów i miał podobne, choć łagodniejsze objawy bezpośrednio po eksplozji. Mimo to zmarł w kwietniu 2000 roku. Tymczasem Ouchi trafił na pokład helikoptera, który przetransportował go do Narodowego Instytutu Nauk Radiologicznych. Umieszczono go w odseparowanym pomieszczeniu, w którym ku zaskoczeniu lekarzy jego stan się ustabilizował. Przez kilka dni żartował z pielęgniarkami o poprawie zdrowia i powrocie do domu. Ale to była tylko cisza przed popromienną burzą.

Piekło "leczenia"

Lekarze wykonali mikrofotografię szpiku kostnego i odkryli, że jego chromosomy zostały zniszczone, a liczba białych krwinek jest na wyczerpaniu.

Japończycy zastosowali wiele metod leczenia, w tym eksperymentalną terapię komórkami macierzystymi z wykorzystaniem komórek jego siostry. Zabiegi utrzymujące Ouchiego przy życiu stawały się coraz bardziej drastyczne, ale jego stan i tak się pogarszał. Zatrucie siało spustoszenie w narządach wewnętrznych powodując ich niewydolność. Trzy tygodnie później zaczął krwawić z jelit - wykonano mu aż 10 transfuzji krwi w ciągu 12 godzin.

Jego skóra pękała, a ciało zaczęło dosłownie rozpadać się na oczach medyków. Z miejsc, w których odpadła skóra, wyciekały płyny, jakby organizm roztapiał się. Jego żona wspominała, że wyglądało jakby płakał krwią. Stracił prawie wszystkie płyny ustrojowe w ciągu jednego dnia. Próbowano je uzupełniać oraz dokonano przeszczepu skóry, ale nie chciała w ogóle przylegać do ciała.

Pielęgniarki pisały w raporcie służbowym: „Nigdy więcej” , „Wracam do domu”, „Proszę, przestańcie”, „Mamo”.

Na krótki czas zapadł w śpiączkę. Po 2 miesiącach od wypadku ciało Ouchiego ciągle krwawiło. Jego serce pracowało ostatkiem sił. W pewnej chwili 27 listopada zatrzymało się, ale lekarze poddali go trzykrotnej reanimacji - mimo że pacjent błagał o zakończenie cierpienia.

Próby uleczenia wkrótce stały się coraz bardziej skomplikowane i można było odnieść wrażenie, że lekarze eksperymentują na Ouchim. Jego reakcje i prośby przestały się liczyć - wyparła je chora ciekawość - jak długo wytrzyma. 

Uzasadnienie utrzymania Ouchiego przy życiu przez tak długi czas stało się przedmiotem gorącej debaty po jego śmierci. Naukowcy twierdzili, że dane z tego przypadku będą przydatne w razie przyszłych obrażeń popromiennych. Członkowie rodziny przez długi czas mieli nadzieję, że po wypadku Ouchi w cudowny sposób wyzdrowieje. Tymczasem on sam szeptał: "Nie jestem królikiem doświadczalnym". W końcu po zatrzymaniu akcji serca, którejś z kolei, jego funkcje życiowe zaczęły się wyłączać. 

Po 83 dniach piekła lekarze pozwolili Hisashiemu umrzeć. Był 21 grudnia 1999 roku.

Następstwa

Książka napisana przez dziennikarzy telewizji NHK pt. "Powolna śmierć" omijała winę lekarzy, ale podkreślała odpowiedzialność firmy zatrudniającej niedoświadczonych pracowników w tak niebezpiecznym środowisku pracy. Raporty agencji, które badały wypadek, również nie wspomniały o moralnych implikacjach leczenia, ponownie skupiając się na fatalnych praktykach biznesowych JCO. W konsekwencji firma była zmuszona do wypłacenia wysokiego odszkodowania, wprowadzono też restrykcyjne procedury. Mimo to działalność ruchów antynuklearnych w Japonii wzmogła się, a coraz więcej reaktorów ma być w najbliższych latach wycofanych z eksploatacji.

źródło: [1]

0.16897702217102