Najdziwniejsze podatki świata: od życia, snu, cieni, nosa, okien, brody i wiedźm
Najdziwniejsze podatki świata: od życia, snu, cieni, nosa, okien, brody i wiedźm Najdziwniejsze podatki świata: od życia, snu, cieni, nosa, okien, brody i wiedźm

Opodatkować można w zasadzie wszystko. W Polsce mamy podatek denny, czyli od gruntów znajdujących się pod wodą. W Stanach podatek od solarium, na Węgrzech od niezdrowej żywności, a w Niemczech od kiełbasek. W Grecji jest podatek od przydomowych basenów, które są patrolowane przez drony, przez co Hellenowie maskują je brezentem w kolorze trawy. Ale to nic, bo kiedyś było znacznie ciekawiej.

W czternastowiecznej Anglii pobierano podatek od życia, który dotyczył zarówno dzieci, jak i dorosłych, starszych, chorych i niepełnosprawnych. Jego celem było gromadzenie środków na niekończącą się wojnę stuletnią z Francją, a ponieważ nie istniał wtedy Henry David Thoreau, który odmówił swego czasu płacenia podatków na wojnę USA z Meksykiem, co było pierwszym, świadomym obywatelskim nieposłuszeństwem, to mieszkańcy wysp, nawet ci zadżumieni, z powiększonymi węzłami chłonnym, krwiopluli, zaciskali pasa zagangrenionymi palcami i płacili.

Oprócz życia, Brytyjczycy lubili opodatkowywać elementy architektoniczne. W 1699 roku wprowadzono podatek od okien. Im więcej było ich w domu, tym opłata była wyższa. Nie trzeba być Polakiem, by zacząć kombinować w takiej sytuacji. Obywatele zaczęli zamurowywać okna, a w Edynburgu zaczęły nawet powstawać całe osiedla z domami bez okien. Ciekawe, jak by opodatkowano szklane domy?

Dom w Southampton

Wyspiarze w XVI wieku wymyślili bardziej kuriozalny podatek – od brody. Dotyczył posiadaczy starszego zarostu niż dwutygodniowy, a wysokość opłaty zależała od pozycji społecznej. Wyższa pozycja – wyższa stawka. Podobna danina obowiązywała również w carskiej Rosji. W tym wypadku Piotr I uznał brodę za symbol zacofania i kazał za nią płacić. Taksa wynosiła od 2 kopiejek aż do 900 rubli dla zamożnych.

W Wielkiej Brytanii opodatkowano też kapelusze, cylindry i meloniki. Na przełomie XVIII i XIX wieku płacili go mężczyźni, a ponieważ nakrycie głowy było nie tylko modne, ale również obowiązkowe, podatek przynosił spore zyski.

Pewien turecki dostojnik wymyślił podatek od zębów, w którym chodziło o zapewnienie mu wynagrodzenia w przypadku uszkodzenia zębów, spowodowanego słabą jakością lokalnego jedzenia.

Tybetański dalajlama z przełomu XIX i XX wieku tak długo medytował, aż doznał oświecenia i uznał, że poddani będą płacić podatki od snu, posiadania dzieci, możliwości zatańczenia na ślubie, śpiewania, bicia w bębny czy dzwonienia na dzwonkach. Podróżnicy natomiast będą płacić właścicielom ziemi podatek od spokojnej drzemki. W Tybecie obowiązywał również podatek od uszu i nosa, przeznaczony na cele militarne.

Nie płacono podatku za braku uszu spowodowany np. operacją. Osobom, które nie chciały płacić, za karę je odcinano. Jeśli chodzi o podatek od nosa, zależał od jego wielkości: długonosi musieli płacić dwa do trzech razy więcej niż ci krótkonosi. Łączna liczba nałożonych w kraju podatków w tym okresie sięgała blisko 1900.

Dziwaczne podatki wprowadzane przez rządzących nie odeszły wraz z lampami naftowymi.

Amerykański stan Illinois w 2009 r. opodatkował cukierki, co uzasadniano walką z otyłością. Co ciekawe, jeśli produkt zawierał mąkę lub wymagał przechowywania w niskich temperaturach, nie był uważany za cukierka. Arkansas w 2002 roku nałożył dodatkowy 6 proc. podatek od tatuowania i piercingu. Maryland natomiast dziesięć lat później stworzył podatek od deszczu. Jest to roczna opłata od nieprzepuszczalnych powierzchni, takich jak dachy, podjazdy, chodniki, garaże itp., należących do osób prywatnych i firm.

W 2011 roku przebudzili się Rumuni podatkiem od magii. Kraj Drakuli chyba zbyt mocno wziął sobie do serca swoje vladopalownicze pochodzenie i opodatkował czarownice, ponieważ zakwalifikowano je do listy oficjalnych zawodów. Wiedźmy płacą 16 procent podatku dochodowego (nie wiadomo, czy od miotły jest zniżka). Na szczęście czarownice nie muszą stosować kas fiskalnych. Podatek płacą także rumuńscy astrologowie i wróżbici.

Czarownice rozpoczęły kampanię przeciwko przepisom, rzucając na rządzących urok za pomocą mandragory, którą kiedyś uważano za roślinę wyrastającą pod szubienicą z nasienia wisielca. Nic to nie dało, a prezydent pozostał nieugięty. Ale temat magii pojawił się w mediach Rumunii już dwa lata wcześniej. Żona przegranego kandydata w wyborach prezydenckich oskarżyła współpracowników rywala o rzucanie na niego złych uroków. Miały one spowodować, że mąż źle wypadł w telewizyjnej debacie i w efekcie przegrał wybory.

Jeśli myślicie, że wszystko już było, to w 1993 r. Wenecja postanowiła opodatkować cień. Narzucono opłaty za zadaszenia i markizy, należące do właścicieli sklepów i kawiarni, które rzucały cień na ziemię, będącą w posiadaniu miasta. Podatek płacono nie tylko za słoneczne dni, ale i za pochmurne oraz deszczowe.

Miejmy nadzieję, że te zmyślne podatki kiedyś się skończą, a niektóre nigdy nie wrócą, jak chodźmy polskie bykowe, czyli opłata dla bezdzietnych samotników. Przy okazji jeden postulat. Warto zrównać podatek zwierzęcy, bo płacimy podatek od psa, ale już nie od kota. No chyba, że ma tu zastosowanie orwellowska zasada, że „Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze od innych”.

źródło: [1]

0.14262795448303