Aleksander Litwinienko - człowiek, który rozwiązał sprawę własnego morderstwa
Aleksander Litwinienko - człowiek, który rozwiązał sprawę własnego morderstwa Aleksander Litwinienko - człowiek, który rozwiązał sprawę własnego morderstwa

Niewielu jest ludzi, którzy mogą pochwalić się tym, że dokonali czegoś niemożliwego. Przykładem takiej osoby może być Aleksander Litwinienko, który przczynił się do rozwiązania sprawy własnego morderstwa. Były rosyjski szpieg został otruty, kiedy wypił filiżankę herbaty w londyńskim hotelu. Mężczyzny nie udało się uratować, jednak kiedy umierał w szpitalu, zdążył wraz z detektywami Scotland Yardu wyśledzić własnego zabójcę, którym okazał się być były towarzysz rosyjskich tajnych służb. 

Hotel Millenium to niecodzienne miejsce na dokonanie morderstwa. Być może dlatego, że bardzo blisko znajduje się pilnie strzeżona ambasada USA, w której rzekomo na czwartym piętrze znajduje się siedziba CIA. Pięćset metrów dalej jest Grosvenor Street. To tam, w połowie października 2006 roku, dwóch rosyjskich zabójców próbowało bezskutecznie kogoś zamordować. Byli to Andriej Ługowoj i Dmitrij Kowtun. Ich celem okazał się Litwinienko, były oficer rosyjskiej agencji szpiegowskiej FSB, który uciekł z Moskwy w 2000 roku. W Wielkiej Brytanii stał się najbardziej żarliwym i zagorzałym krytykiem Putina. Z zawodu był pisarzem, dziennikarzem oraz od 2003 r. brytyjskim agentem zatrudnionym przez MI6 jako ekspert ds. rosyjskiej przestępczości zorganizowanej.

Tuż przed śmiercią Litwinienko zajmował się sprawą śmierci rosyjskiej dziennikarki Anny Politkowskiej. 1 listopada 2006 roku, w dzień swojego otrucia, jadł lunch ze swoim znajomym Mario Scaramellą. W tym czasie Ługowoj miał wydzwaniać do Litwinienki z prośbą o spotkanie. Mężczyźni poznali się już w roku 1990, kiedy Aleksander przebywał jeszcze w Rosji. Miała to być już druga próba zabójstwa byłego oficera - na co wskazują ślady radioaktywnej substancji w miejscu pierwszego spotkania Ługowoja i Litwinienki w Londynie. O godzinie 15:40 Ługowoj zadzwonił do Litwinienki, mówiąc, aby ten się pospieszył. 

Według nagrań z monitoringu w hotelu, Kowtun powtórzył tę samą "procedurę", co przy pierwszej próbie zabójstwa. Udał się do łazienki, gdzie, jak wykazały późniejsze testy, zostawił bardzo wiele śladów radioaktywnej substancji. O 15:59 w hotelu Millenium zjawił się Litwinienko, a następnie zadzwonił z hotelowego lobby do Ługowoja, aby poinformować go o swoim przyjeździe.

Będąc już w szpitalu, Litwinienko bardzo dokładnie opisał śledczym, jak przebiegło jego spotkanie z Ługowojem i Kowtunem. Ługowoj przyszedł do niego i zaprowadził do stolika w Pine Bar, gdzie stały już szklanki, a także dzbanek oraz filiżanki do herbaty. Po przyjściu kelnera Litwinienko nie zdecydował się nic zamówić. Następnie Ługowoj miał powiedzieć: "I tak zaraz wychodzimy, w dzbanku zostało jeszcze trochę herbaty, więc możesz wypić resztę".

Jak opowiedział Litwinienko, napoju było bardzo niewiele, zaledwie na pół filiżanki. Mężczyzna wziął parę łyków, ale herbata była już zimna i nie smakowała mu. Z opowieści Litwinienki wynikało, że na stole stały trzy lub cztery filiżanki, lecz były agent nie widział, by Ługowoj pił z którejkolwiek z nich. Następnie do ich stolika przysiadł się Kowtun. Według Litwinienki wyglądał bardzo nieswojo i powodował w mężczyźnie niepokój. Nie było żadnych dowodów wskazujących na to, czy to Ługowoj, czy też Kowtun umieścił w herbacie radioaktywny polon, który otruł Litwinienkę. Jednak po 20-minutowym spotkaniu mężczyźni musieli uznać, że ich plan zadziałał. Niedługo później Ługowoj wraz z rodziną udał się na mecz piłki nożnej, a Kowtun pożegnał się, gdyż jak twierdził, był zmęczony i chciał iść spać. 

Po późniejszym, dokładnym zbadaniu całego baru, stolika, przy którym siedzieli mężczyźni, oraz porcelany, z której korzystali, wszędzie wykryto spore ślady trującego polonu. Jednak najintensywniejszy ślad znaleziono w rurach w łazience, w pokoju 382, w którym zatrzymał się Kowtun. W późniejszych zezniach Kowtun uparcie twierdził, że jest niewinny, ale nie potrafił wytłumaczyć, skąd w rurach jego łazienki wziął się polon.

Kilka godzin po spotkaniu Litwinienko poczuł się źle i został zabrany do szpitala. Lekarze nie mieli pojęcia, co mogło spowodować jego stan. Po kilku dniach wyszedł ze szpitala, jednak niedługo później wrócił do niego z objawami ciężkiego zatrucia nieznaną substancją. Początkowo lekarze uważali, że trucizną miały być związki talu, używane w trutkach na szczury. Dopiero po śmierci byłego agenta podano, że to właśnie silnie radioaktywny i toksyczny izotop polonu 210 zabił Litwinienkę. 

Podczas pobytu w szpitalu policja wielokrotnie przesłuchiwała Rosjanina. Przeprowadzono z nim łącznie 18 rozmów, trwających w sumie 8 godzin i 57 minut. Nawet leżąc na łożu śmierci, Litwinienko był świetnie wyszkolonym detektywem i cennym dla policji świadkiem. Nie tylko dokładnie opisał funkcjonariuszom całe zajście ze wszystkimi szczegółami, ale także wskazał głównych podejrzanych. Jak sam powiedział: - Nie mogę wprost powiedzieć, że to oni, bo nie mam żadnych dowodów. Ale tylko te trzy osoby mogły mnie otruć - tu miał na myśli swojego znajomego Scaramellę, Ługowoja oraz Kowtuna. Policja spytała go również, kto według niego zlecił jego zabójstwo. Mężczyzna wskazał prezydenta Rosji, Władimira Putina.

Aleksander Litwinienko zmarł 23 listopada 2006 roku w wieku 43 lat, a Scotland Yard wszczął śledztwo. Już w tamtym roku przesłuchano Ługowoja i Kowtuna. W grudniu 2006 prokuratura generalna Rosji zapowiedziała, że ewentualni podejrzani obywatele rosyjscy nie zostaną wydani stronie brytyjskiej. Władze Rosji podtrzymały to stanowisko, gdy brytyjski wymiar sprawiedliwości uznał Ługowoja i Kowtuna za głównych podejrzanych. Odrzucono także wniosek o ich ekstradycję w lipcu 2007 roku. 

Po śmierci Litwinienki stosunki między Rosją, a Wielką Brytanią stały się bardzo napięte. W 2011 roku koroner zarządził dochodzenie w sprawie śmierci Litwinienki, które zostało ostatecznie rozpoczęte w styczniu 2015. Wcześniej zapowiedziano jednak, że niektóre materiały nie będą ujawnione, a tajne dokumenty sędzia przeanalizuje za zamkniętymi drzwiami. Rosja natychmiast to wykorzystała, twierdząc, że śledztwo nie będzie obiektywne, w związku z czym nie będzie w nim uczestniczyć. 

W wyniku dochodzenia, w 2016 roku ogłoszony został raport, na podstawie którego stwierdzono, że za morderstwem stali Ługowoj i Kowtun, którzy "z dużym prawdopodobieństwem działali na zlecenie FSB w ramach operacji, na którą zgodę prawdopodobnie wydał Nikołaj Patruszew (ówczesny szef FSB) i prezydent Władimir Putin". Moskwa nigdy nie uznała tego podsumowania i zarzuciła Londynowi upolitycznienie śmierci Litwinienki.

Źródła: [1][2][3][4]

0.1478419303894