Po co Brytyjczycy zbudowali 1800 kilometrowy żywopłot przez środek Indii?
Po co Brytyjczycy zbudowali 1800 kilometrowy żywopłot przez środek Indii? Po co Brytyjczycy zbudowali 1800 kilometrowy żywopłot przez środek Indii?

W 1878 roku WS Halsey, komisarz ds. ceł śródlądowych, poinformował o stanie gigantycznego żywopłotu w Indiach Brytyjskich. Jak pisał, żywopłot rozciąga się na 1800 kilometrów, co jest odległością jak z Berlina do Moskwy. Według komisarza ponad połowa składa się z „idealnego, zielonego żywopłotu” lub „połączonego zielonego z wysuszonym żywopłotem”. W niektórych miejscach dochodzi on do 3 i pół metra wysokości i 4 metrów szerokości.

Imperium Brytyjskie pracowało nad tym gigantycznym ogrodzeniem od 30 lat. W końcu osiągnęło ono swój idealny zasięgBył to imponujący pomnik potęgi i uporu. Jeden z brytyjskich urzędników napisał, że „nie można tego porównać do niczego innego na świecie oprócz Wielkiego Muru Chińskiego”.

Kiedy jednak komisarz przedstawiał rozmiar i stan żywopłotu, wiedział, że czas tej zielonej granicy dobiega końca. W tym samym roku imperium wstrzymało wszelkie finansowanie szalonego projektu i wkrótce żywopłot całkowicie zniknął. 

Agra w Indiach, 1835 rok

Nikt nie wie, skąd wziął się pomysł tak gigantycznego przecięcia serca Indii. Wydaje się to trochę magiczne, niczym bajkowy mur, który chroni zamek śpiącej królewny. Ale w tym, co zbudowali Brytyjczycy, nie było nic baśniowego. Żywopłot miał na celu ochronę imperialnych dochodów. Rozrastał się wzdłuż Śródlądowej Linii Celnej, biurokratycznej bariery, którą Brytyjczycy stworzyli, aby nałożyć wysoki podatek od soli na ludzi mieszkających po jednej stronie linii.

Granica celna była dłuższa niż sam żywopłot – 4 tysiące kilometrów od Pendżabu na północnym zachodzie, przez Madhya Pradesh, aż do okolic miasta Burhanpur nad rzeką Tapti. W latach 40. XIX wieku brytyjscy oficerowie postanowili umocnić linię administracyjną, aby uniemożliwić przemytnikom jej przekraczanie.

Początkowo żywopłot składał się głównie z suchych, ciernistych gałęzi ułożonych w pokaźne stosy. Okazało się to jednak mało skuteczne i czasochłonne, bo z roku na rok trzeba było je wymieniać. Linię podzielono na patrolowane odcinki, a strzegący ich ludzie zaczęli sadzić żywopłot, by ułatwić sobie pracę.

Wyhodowanie prawdziwego żywopłotu nie było łatwe. Brytyjczycy próbowali sadzić śliwy karłowe, babule, opuncje, bambusy i wiele innych lokalnych roślin, ale w wielu suchych miejscach drzewa po prostu usychały i umierały. Gdzie indziej sadzonki zalewała powódź. Z kolei na niektórych terenach gleba nie była wystarczająco żyzna, by coś na niej rosło poza przypadkowymi krzakami. 

Ale gdy chodzi o podatki, Brytyjczycy nigdy się nie poddają. Rozpoczęto kopanie rowów i nawożenie. Zbudowano nasypy, aby przeciwdziałać powodziom. Eksperymentowano tak długo, dopóki nie znaleziono najlepszych roślin dla każdej z indyjskich stref klimatycznych, przez które przechodził żywopłot. W końcu urósł długi, wysoki i szeroki niczym marzenia kolonizatorów. Pilnowało go 12 tysięcy ludzi. 

Sir John Strachey, dożywotni urzędnik służby cywilnej w Indiach Brytyjskich, mówił, że ten „potworny system byłby nie do pomyślenia w jakimkolwiek cywilizowanym kraju”. Szacuje się, że każdy kilometr wymagał wytworzenia 170 ton kolczastego chrustu i innych materiałów organicznych. W ciągu jednego roku patrole musiały przenosić 100 000 ton tej materii roślinnej, aby podeprzeć stos wyschniętego żywopłotu. Na większości odcinków ogrodzenie miało 3 metry wysokości i 2 metry grubości, ale w innych miejscach było pokaźniejsze. To był „rosnący pomnik prawa i nieprzepuszczalna bariera dla przemytników” - napisał jeden z komisarzy.

Ale wraz z żywopłotem piętrzyły się problemy. Zaczęły go atakować białe mrówki. Trawiły go pożary buszu. Występowały burze i trąby powietrzne. Pustoszyła go szarańcza i pasożytnicze pnącza. W jednej części zamieszkały szczury, do walki z którymi patrole sprowadziły dzikie koty.

Mimo wielu wysiłków żywopłot, podobnie jak większość ufortyfikowanych granic, tylko w części powstrzymywał przemytników. Były luki, w których nic nie chciało rosnąć. Przemytnicy używali drzew jako drabin. Czasami przerzucali nad żywopłotem worki soli współpracownikom po drugiej stronie. Utrzymanie i pilnowanie ogrodzenia wiązało się z ciągłą walką. Kiedy żywopłot został porzucony w 1879 roku, był w opłakanym stanie.

Ponad sto lat później pisarz Roy Moxham zaczął szukać śladów tego żywego pomnika brytyjskiej hegemonii i wytrwałości. Najpierw nabył książkę Sir Williama Sleemana, który wspominał o żywopłocie. Wkrótce okazało się, że jest niewiele źródeł, z których mógł korzystać. Zdeterminowany pisarz przez dwa lata przeszukiwał starą linię celną w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów. W większości miejsc nikt nie wiedział, że żywopłot kiedykolwiek istniał. W końcu spotkał starszego mężczyznę, który pamiętał ogrodzenie i zabrał go tam, gdzie kiedyś stało.

Moxham napisał: „Nasyp wieńczyły kępy ciernistych akacji. Gdzieniegdzie miały 6 metrów wysokości. Rosły tu też śliwy. W końcu je znaleźliśmy”.

Sam żywopłot usechł, ale linia, która przecinała kraj, została w pewien sposób zachowana. Kiedy projektowano drogi korzystano z nasypów i wykorzystywano je do budowania lokalnej infrastruktury. Wielki Żywopłot Brytyjski został wybrukowany i mało kto dziś zdaje sobie sprawę, że porusza się jego trasą.

źródło: [1]

0.16131687164307