Rzeźnia zamiast pralni: seryjny morderca Holmes wybudował hotel do zabijania.
Rzeźnia zamiast pralni: seryjny morderca Holmes wybudował hotel do zabijania. Rzeźnia zamiast pralni: seryjny morderca Holmes wybudował hotel do zabijania.

60 pokojów w rezydencji Holmesa było wypełnionych zapadniami, schowkami, komorami gazowymi, schodami donikąd i piekarnikiem wielkości człowieka. Do serialowej ekranizacji przerażającej historii z Chicago przymierza się sam Martin Scorsese. Di Caprio ma zagrać osławionego mordercę, chociaż idealny do tej roli wydaje się Tom Hardy.

W Hotelu World's Fair, którego właściciel zamordował około 100 swoich gości (przeważnie ładne blondynki), śmiertelnie łatwo można się było zgubić. Zwany „Rezydencją mordercy” dom posiadał wiele skrytek i przejść, których przeznaczenie znane było jedynie Holmesowi. Wchodzisz do pokoju, kładziesz się spać, a ostatnim obrazem jaki widzisz są te dziwne rury, które nie wiedzieć czemu dekorują pomieszczenie. Nimi właśnie popłynie cichutko gaz, który cię wkrótce uśpi. Albo nagle zdajesz sobie sprawę, że to koniec. Próbujesz się wydostać, otwierasz drzwi, ale za nimi jest już nieruchoma ściana z cegły.

Pierwszy znany seryjny morderca w historii USA był lekarzem sądowym z Nowego Jorku, który po zmianie nazwiska na Holmes przeprowadził się do Chicago w 1886 roku z dramatycznym skutkiem dla tętna wielu jego przyszłych gości hotelowych.

Człowiek urodzony jako Herman Webster Mudgett miał wiele powodów do zmiany nazwiska. Już w czasie studiów medycznych pokazał swój destrukcyjny i demoniczny charakter. Pracując w laboratorium anatomii wykradał, a następnie okaleczał zwłoki, by wyglądały na ofiary wypadków. W ten sposób oszukiwał towarzystwa ubezpieczeniowe i wyłudzał od nich pieniądze. Widziano go też jako ostatniego z małym chłopcem, który potem zaginął w Nowym Jorku. Również w Filadelfii pozostawił po sobie krwawy ślady, gdy jako farmaceuta wydał młodemu klientowi pigułki, które spowodowały jego śmierć.

Mudgett po tych incydentach rozpoczął nowe życie, czy raczej „odbieranie życia” – w Wietrznym Mieście.

Jako bystry i pomocny doktor Henry Howard Holmes dostał pracę w drogerii na 63 ulicy. Jego właścicielka, pewna urocza blondynka, wkrótce zniknęła. Holmes poinformował sąsiadów, że wyjechała do Kalifornii i zostawiła mu sklep.

Jego czar był tak wielki, że ożenił się z dwiema nieświadomymi konkurentki blondynkami jednocześnie, a później z kolejną.

W 1887 r. kupił pustą działkę po drugiej stronie ulicy swej drogerii i rozpoczął budowę trzypiętrowego budynku na wzór zamku. Twierdził, że będzie on przeznaczony na hotel i sklepy. To był czas szybkiego rozwoju miasta, do którego już za kilka lat miało zjechać 27 milionów widzów zachwycających się Wystawą Światową z 1893 roku.

Holmes wnikliwie nadzorował budowę. Co kilka miesięcy zmieniał wykonawców, dzięki czemu tylko on znał wszystkie plany i osobliwości. 2 i 3 piętro w rezydencji było przeznaczone na hotel.

Po ukończeniu prac w 1892 roku upiorny budynek był gotowy na przyjęcie pierwszych ofiar, to znaczy gości. Niektóre pokoje miały pięcioro drzwi, ściany wyłożono żelaznymi płytami tłumiącymi dźwięk, a jedno z pomieszczeń posiadało lampy lutownicze, które służyły do podpalania śpiących. W mieszkaniu Holmesa była zapadnia zlokalizowana w łazience, którą morderca docierał do schodów. Nimi schodził do podziemi, gdzie znajdował się stół do sekcji zwłok i krematorium.

Tu odbywały się makabryczne eksperymenty. Wokół naczyń z truciznami i preparatami, kobiecymi włosami oraz ludzkimi kośćmi i organami, które z zyskiem Holmes sprzedawał szkołom medycznym, były kadzie z kwasem i doły z wapnem do rozpuszczania zwłok, a także narzędzia tortur.

Wszystkie przejścia były połączone skomplikowanym systemem alarmowym. Ilekroć ktoś chodził po korytarzu lub schodach, w sypialni Holmesa rozlegał się brzęczyk.

Hotel zły

Kiedy w listopadzie 1984 roku policja wpadła na trop mordercy, który wpadł z powodu kradzieży, machlojek i wyłudzeń ubezpieczeniowych, trafiła do prawdziwego domu grozy. Znaleziono liczne kości zwierząt, dorosłych i dzieci.

Czarujący właściciel nie musiał zbytnio zachęcać klientów do pozostania na noc, bo wnętrza wyglądały na zamożne i eleganckie. Przez rezydencję dodatkowo przewinęło się około 150 recepcjonistek, z których część była kochankami Holmesa. Seryjny hotelarz fotografował swoje faworyty. Były młode, piękne i ufne, dlatego o kilku z nich słuch zaginął.

Sam budynek spłonął w wyniku podpalenia i w 1938 roku na jego miejscu stanął gmach poczty. Jeżeli jakieś miejsce w Chicago zasługuje na miano nawiedzonego, to z pewnością jest to skrzyżowanie ulic 63. i Wallace.

Diabelskie nasienie

Holmes w więzieniu chwalił się popełnieniem co najmniej 27 morderstw, a w czasie przesłuchań udzielił trzech różnych zeznań. Rzeczywista liczba ofiar była niemożliwa do określenia, ponieważ hotel stanowił swoiste krematorium, a były to czasy, gdy każdego dnia ludzie wychodzili z domów i nigdy do nich nie wracali. Szacuje się, że z jego ręki zginęło około 100 osób.

„Urodziłem się z diabłem w środku” - wyjaśnił później Holmes. „Nic nie mogłem poradzić na to, że byłem mordercą, tak jak poeta nic nie poradzi, że ma natchnienie do pisania”.

Jak wspomniano w książce Erika Larsona Diabeł w białym mieście”, HH Holmes rozpoczął swoją dwuletnią apokalipsę w przełomowym momencie w historii miasta, gdy tłum bezimiennych przyjezdnych zalewał ulice Chicago w poszukiwaniu tymczasowego lokum. Z pewnością, gdyby nie Wystawa Światowa ofiar byłoby mniej.

Subtelny dżentelmen kontra okrutny sąd

W czasie rozprawy sądowej Holmes prezentował się jako dystyngowany dżentelmen wykazujący się niezwykłą znajomość prawa, ale nie zdołał nikogo zwieść i został jednogłośnie skazany na karę śmierci przez powieszenie. Przed śmiercią w 1896 r. przekonywał współwięźniów i władze, że zmienia się w diabła. Mogli to zaobserwować świadkowie egzekucji, kiedy to zaciśnięta pętla nie przerwała jego rdzenia kręgowego.

Zanim ogłoszono go martwym wił się 20 minut przybierając coraz to bardziej demoniczne grymasy twarzy. Bojąc się, że jego ciało stanie się przedmiotem eksperymentów, przed egzekucją poprosił o pochowanie go pod dwoma tonami betonu, co też uczyniono.

Klątwa Holmesa

Dziwne przypadki spotkały ludzi związanych z jego sprawą. Mężczyzna, który powiadomił policję o nielegalnych działaniach Holmesa, został zastrzelony przez policjanta z Chicago. Strażnik więzienia, w którym był przetrzymywany morderca, popełnił samobójstwo. Zginął również lekarz, który stwierdził jego zgon i ksiądz, który spotkał się z nim przed egzekucją.

Biuro prokuratora okręgowego, który prowadził sprawę, spaliło się, a jedynym przedmiotem, który przetrwał, było zdjęcie Holmesa.

Były dozorca hotelu seryjnego mordercy, Patrick Quinlan, popełnił samobójstwo w 1914 roku. Pozostawił liścik pożegnalny o treści: "Nie mogłem spać".

Źródło: [1]

0.13779401779175