Parsons – inicjator scjentologii, chemik, okultysta i twórca rakiet, który pracował dla NASA
Parsons – inicjator scjentologii, chemik, okultysta i twórca rakiet, który pracował dla NASA Parsons – inicjator scjentologii, chemik, okultysta i twórca rakiet, który pracował dla NASA

17 czerwca 1952 r. mieszkańców Pasadeny wyrwał z kalifornijskiej ciszy niespodziewany huk. Eksplozja, która miała miejsce w powozowni w Millionaires Row, gdzie kiedyś stał okazały dwór, rozerwała na strzępy wnętrze budynku.

W wyniku nieudanego eksperymentu naukowego w powietrze wyleciało całe umeblowanie oraz tysiące stron pokrytych tajemniczymi symbolami, pentagramami oraz tekstami w nieznanych językach. Na podłodze leżało zmasakrowane ciało mężczyzny w kałuży krwi. Jego twarz była na wpół oderwana.

Tym człowiekiem był 37-letni John „Jack” Whiteside Parsons: ojciec współczesnej techniki rakietowej i inżynierii kosmicznej.

Bez Parsonsa Neil Armstrong nigdy nie postawiłby stopy na Księżycu, a amerykańska potęga wojskowa stanowiłaby ułamek tego, czym jest dzisiaj. Ale powszechne znaczenie i zawodowe zasługi Parsonsa przyćmiły jego prywatne rozrywki i wierzenia. Amerykanie przede wszystkim skupili się na tym, że Parsons był przywódcą okultystycznej sekty, która praktykowała orgie seksualne. Jednym z członków tego kultu był pisarz sf Ron L. Hubbard, założyciel ruchu religijnego scjentologów.

Kontrowersyjny chemik jest bohaterem kilkusezonowego serialu CBS z udziałem Jacka Reynora, pt. „Strange Angel”, opartego na książce George’a Pendle’a z 2006 roku. Autor, który jest dziennikarzem, niespodziewanie natknął się na tę zapomnianą postać podczas badań w 2002 roku.

Jack Reynor jako Jack Parsons

- Pisałem tekst o Kennecie Angerze, awangardowym filmowcu. - powiedział Pendle gazecie New York Post. - W biografii znalazłem przypis: „Aktorka Marjorie Cameron wyszła za mąż za ekscentrycznego naukowca od rakiet Jacka Parsonsa, który interesował się okultyzmem". Od razu pomyślałem: chcę wiedzieć więcej!

Pendle rozpoczął przeszukiwanie bibliotek i archiwów. Odkrył, że Parsons był jednym z założycieli centrum badawczego NASA, JPL (Laboratorium Napędu Odrzutowego), w którym już w 1936 roku przeprowadzono pierwsze eksperymenty z rakietami. Jednak wraz z rosnącą ciekawością dziennikarza, piętrzyły się przed nim problemy związane z osobliwym naukowcem. Ponad 80 lat od powstania placówki odpowiedzialnej m.in. za niedawne misje łazików marsjańskich Parsons nadal stanowi bolesny temat dla JPL.

- Kiedy próbowałem przeprowadzić wywiad z pracownikami, ci po prostu nie byli zainteresowani. - powiedział Pendle i dodał, że ogólny przekaz brzmiał: „To nie jest osoba, o której chcemy rozmawiać”.

W końcu dziennikarz natknął się na bibliotekarza z JPL, Johna Blutha, który po cichu ekshumował spleśniałe papiery należące do innowatora. Przeczesując informacje, dziennikarz odkrył człowieka o wielu twarzach i sprzecznościach – twórcę zupełnie nowej nauki, który tak samo mocno wierzył, że rakieta jest dobrodziejstwem dla ludzkości, jak i że on sam może przywołać na Ziemię mistyczne istoty za pomocą eksplozji i magicznych rytuałów.

Już od dziecka Parsons przejawiał obsesję na punkcie podróży na Księżyc. Chłonął powieści Juliusza Verne'a, co wkrótce przerodziło się w miłość do materiałów wybuchowych. Jako 12-letni chemik zeskrobywał czarny proch z fajerwerków i pakował go w swoje pierwsze nieudolne rakiety.

Mniej więcej w tym samym czasie zetknął się z okultyzmem – próbując w swojej sypialni skontaktować się z diabłem.

Nietypowe pasje martwiły jego matkę, Ruth, pochodzącą z zamożnej rodziny przedsiębiorców. Postanowiła go nakierować na „normalne” tory wysyłając syna do Brown Military Academy w San Diego, szkoły tylko dla chłopców. Plan nie zadziałał.

- Kiedyś słynął z tego, że wysadzał toalety w tym całym cholernym mieście. - powiedziała dziennikarzowi żona jednego z przyjaciół Parsonsa z dzieciństwa.

W 1933 roku młody bombiarz zapisał się do Pasadena Junior College w nadziei na studiowanie chemii i fizyki, ale w konsekwencji wielkiego kryzysu pieniądze jego rodziny gwałtownie zmalały i musiał zrezygnować. Przyjęto go do Stanford, ale ta uczelnia również okazała się być poza zasięgiem finansowym. Przyszły naukowiec, który nie był zbyt dobry z matematyki, nigdy nie zdobył wyższego wykształcenia. Posiadał tylko dyplom ukończenia szkoły średniej.

Ale jego ambicja i upór były silniejsze niż zasady obowiązujące w edukacji. Kiedy spotkał podobnie myślących przyjaciół, w 1936 roku udało mu się przekonać władze uczelni w Pasadenie, by pozwoliły im korzystać nieodpłatnie ze swoich obiektów. W ten sposób eksperymenty z rakietami mogły być kontynuowane pod okiem uznanych wykładowców.

Młodzi mężczyźni zaimponowali Theodore’owi von Karmanowi, który był dyrektorem GALCIT (Guggenheim Aeronautical Laboratory z California Institute of Technology). Na kampusie zdeterminowana grupka szalonych geniuszy szybko została okrzyknięta „Drużyną samobójców”, gdy w wyniku kilku wybuchowych eksperymentów cudem uniknęła śmierci. 

Tak właśnie narodziło się Jet Propulsion Laboratory, najpierw zwane GALCIT Rocket Research Group. Było to duże osiągnięcie dla dziedziny uważanej za szarlatanerię, której „wyznawców” podczas przesłuchań w Kongresie nazywano „oszołomami” i przyrównywano do mistyków jak Aleister Crowley.

To właśnie prace Crowleya, brytyjskiego medium, w których łączył on magię, seks oraz duchowość, przyciągnęły Parsonsa do świata okultyzmu.

Crowley podczas wyprawy na K2

Ordo Templi Orientis (OTO), tajne stowarzyszenie religijne kierowane przez Crowleya, „oferowało bardzo podobne rzeczy, które robi rakieta”, jak powiedział Pendle. Poszerzało możliwości, niczym rakieta pchało ludzkość na wyższe poziomy egzystencji i metafizyki. Dla uduchowionego chemika istniało duże podobieństwo między okultyzmem a rakietami.

Parsons w 1939 roku uczestniczył w jednej z mszy stowarzyszenia Crowleya. I zakochał się w przekonaniach mistycznego przywódcy, jak i w wyjątkowej swobodzie seksualnej. Uczestników Ordo Templi Orientis zachęcano do wymieniania się partnerami – trzy dekady przed rewolucją seksualną.

Parsons i jego żona Helen zostali zaangażowanymi członkami tajnego stowarzyszenia. OTO składało się z dziwnej mieszanki aktorów, śpiewaków operowych, naukowców, niemieckich emigrantów, miłośników migdalenia się oraz innych wyznawców świętego Gnostyckiego Kościoła Katolickiego.

Kiedy żona Parsonsa była w podróży, rozpasany erotycznie chemik nawiązał romans z jej przyrodnią siostrą, Sarą „Betty” Northrup. To rozwścieczyło Helen, mimo wyznawania wolności seksualnej panującej w OTO. Crowley nazwał małżeństwo „obrzydliwą instytucją”, a Parsons wykorzystał to uzasadnienie, by wyjaśnić żonie swoje pragnienia. W końcu Helen nawiązała romans z Wilfredem Smithem, przywódcą Agape Lodge, kalifornijskiego odłamu OTO, a potem rozwiodła się z Parsonsem i poślubiła Smitha.

Sara Northrup i Jack Parsons

W 1943 r. Crowley usunął Smitha ze stanowiska. Ogłosił go „bogiem”, nakazał mu wytatuować „666” na czole i udać się na pustynię. Parsons został powołany jako nowy lider Agape. Początek lat 40. był dla niego niezwykle udany też pod względem zawodowym. Przekonał rząd, że rakieta może być przydatna w czasie wojny i założył firmę Aerojet, od której armia amerykańska kupiła 2000 rakiet.

Ale to nie mogło trwać wiecznie. Rok później Parsons został usunięty z JPL oraz z Aerojet za jego związki okultystyczne. Wciąż działał na polu rakiet, ale już nie na tak wielką skalę.

W tym samym czasie w Stanach pojawił się Ron L. Hubbard, pisarz science fiction, który oczarował członków OTO swoją charyzmą, dowcipem i nieprawdopodobnymi opowieściami. Parsons, który zaprzyjaźnił się z nim, pisał: „Jest dżentelmenem. Ma rude włosy i zielone oczy, uczciwe i inteligentne spojrzenie”. Urok twórcy scjentologii prysł, gdy Hubbard uwiódł Betty, dziewczynę Parsonsa. Wkrótce pisarz uciekł z nią zabierając nie tylko dziewczynę, ale i lukratywny pomysł przyjaciela.

Ron L. Hubbard

- To właśnie Parsons natchnął Hubbarda ideą stworzenia kosmicznej religii. Bazowała ona na crowleyowskiej strukturze mistycznego społeczeństwa – hierarchii, w której pniesz się w górę, ale za każdy kolejny stopień wiedzy musisz zapłacić. Mam wrażenie, że cała scjentologia opiera się na tym, co wyznawał Parsons. – mówi dziennikarz.

Po zakończeniu II wojny światowej sfrustrowany chemik nie mogący poświęcić się ukochanym badaniom, zanurkował jeszcze mocniej w magię, tym razem w praktyki voodoo. Niektórzy członkowie OTO wierzyli, że używa zaklęć, by wezwać demona, który zabije Hubbarda. W rzeczywistości Parsons próbował wyczarować istotę, która zastąpi mu Betty.

Jego rytuały często polegały na kreśleniu pentagramów, studiowaniu alchemicznych pism oraz ponaddwugodzinnej masturbacji przy Drugim koncercie skrzypcowym Prokofiewa.

To chyba zadziałało, bo jego przyszła żona, Marjorie Cameron, pojawiła się w tajnej loży w 1946 roku. Była niezmiernie ciekawa grupy, której przewodził szalony naukowiec i szybko oddała się z nim magicznym seks rytuałom.

Jack Parsons i Marjorie Cameron

Tymczasem w świecie rakiet wiodło mu się coraz gorzej. W 1951 r., kiedy pracował dla Hughes Aircraft Co., FBI cofnęło jego poświadczenie bezpieczeństwa ze względu na związki z potencjalnymi komunistami. Produkcja rakiet dla rządu jest niemożliwa bez dostępu do informacji niejawnych. Rozpoczęto dochodzenie w sprawie jego „wywrotowego” zachowania. Parsons w końcu odzyskał zezwolenie, ale później został oskarżony o szpiegostwo z powodu kradzieży dokumentów firmy i ponownie został zbadany przez FBI. Mimo, że nie uznano go winnym, jego kariera naukowa się skończyła.

Ostatnie dni spędził pracując dla Special Effects Corp. i tworząc materiały wybuchowe do filmów. Właśnie to robił 17 czerwca 1952 r., kiedy substancja chemiczna wyślizgnęła mu się z ręki wywołując eksplozję, która odebrała mu życie. Zabiło go to, co kochał.

Parsons nie miał pogrzebu. Jego matka przedawkowała leki zaledwie kilka godzin po usłyszeniu o śmierci syna. Przez lata jego reputacja była postrzegana poprzez skandale okultystyczne, póki Pendle nie napisał swojej książki. Dziennikarz sprawił, że Parsons zaczął być odbierany jako odlotowy, skomplikowany i wpływowy naukowiec.

- Chciałem wyciągnąć z mroków historii zarówno jego okultyzm, jak i naukę. Mam nadzieję, że będzie postrzegany jako fascynująca postać, która stworzyła zupełnie nową naukę i odkryła własną ścieżkę w życiu. – podsumowuje Pendle.

źródło: [1]

0.16018199920654