Gusty - pierwsza profesjonalna fotografka dzikiej przyrody
Gusty - pierwsza profesjonalna fotografka dzikiej przyrody Gusty - pierwsza profesjonalna fotografka dzikiej przyrody

Kobiety w XIX wieku nie słynęły ani z zawodowej fotografii, ani z udanych polowań. Z tego powodu przypadek Mary Augusty „Gusty” Wallihan jest zaskakujący i niecodzienny. Tym bardziej, że Mary nie polowała dla sportu i potrafiła walczyć o dziką przyrodę w czasach, w których nikt nie myślał o umiarze w zabijaniu.

Gusty urodziła się 22 lutego 1837 r. w małym miasteczku Oak Creek w stanie Wisconsin. O swoim dzieciństwie pisała: „Mój ojciec był świetnym myśliwym - potrafił ustrzelić kuropatwę lub wiewiórkę stojąc na gałęzi wysokiego klonu. Wiele razy patrzyłam z jakim zapamiętaniem odlewa pociski, które jeden po drugim lądują potem w pudełku”.

Mimo że ojciec polował, młodej Gusty nigdy to nie interesowało. Rodzice Mary, a także jej pierwszy mąż, zmarli w latach 80. XIX wieku, po przeprowadzce do Salt Lake City w stanie Utah.

W 1882 r. Gusty i jej brat Thomas przeprowadzili się do Lily Park w Kolorado. Thomas szukał ziemi na rancho, a siostra szukała drugiego męża. Wkrótce poznała Allena G. Wallihana, który był o dwadzieścia dwa lata młodszy od niej.

Allen G. Wallihan

Allen również pochodził z Wisconsin. Zimą 1884 roku, jeszcze jako przyjaciele, zostali zasypani śniegiem i uwięzieni w jednym z domostw na kilka miesięcy.

Para szybko się zaprzyjaźniła i uzgodniła między sobą, że jedynym sposobem, by w tej sytuacji zachować honor, jest zawarcie aktu małżeństwa. Kiedy w kwietniu ociepliło się, oboje udali się do Rawlins i pobrali się.

Po ślubie zamieszkali w Lay w Wyoming. W swoim domu utworzyli zajazd. Allen został naczelnikiem poczty, prowadził także rejestr warunków pogodowych.

Wallihanowie różnili się od większości ówczesnych małżeństw. Zamiast dużej hodowli posiadali tylko jedną krowę mleczną i kilka kurczaków. Połączyła ich przede wszystkim miłość do dzikich zwierząt i podziwianie okolicznej przyrody. Allen chciał, aby Gusty uczestniczyła we wszystkich aktywnościach, które podejmował.

„Mój brat i mąż koniecznie chcieli, bym nauczyła się strzelać, więc pojechaliśmy na odludzie. Kilka razy na próbę wystrzeliłam z rewolweru i raz z dubeltówki, a potem miałam zapolować na królika. Najpierw strzelałam z podpórki, a potem już normalnie. Gdy upolowałam jedną z przelatujących gęsi na wysokości 20 metrów, mąż i brat byli wniebowzięci. Pierwszego jelenia trafiłam następnej wiosny”.

Gusty jako kobieta - myśliwy zawsze pamiętała o eleganckim ubiorze, dlatego na zdjęciach najczęściej nosi piękne sukienki, a jej kręcone włosy są zawsze stylowo upięte. Wkrótce kobieta stała się wybornym strzelcem, raz nawet położyła jednym strzałem dwa jelenie. 

Pewnego dnia podczas polowania Gusty podziwiała jak mrówki zbierają okruchy z jej lunchu. Dopiero po jakimś czasie zauważyła, że tuż obok niej bezszelestnie skrada się jeleń. „To by było piękne zdjęcie” – pomyślała i powiedziała Allenowi o swoim pomyśle uwiecznienia zwierzęcia. Ponieważ mąż był kiedyś profesjonalnym fotografem, pomógł jej zdobyć odpowiedni sprzęt. Okazja nadarzyła się wkrótce, bo w ich domu zatrzymał się młody pastor, który posiadał aparat. Gusty zaoferowała mu za niego parę ręcznie robionych rękawiczek ze skóry jelenia i tak stała się właścicielką wielkoformatowego sprzętu.

Małżeństwo rozpoczęło poszukiwania dzikiej zwierzyny. Tak ich pochłonęło nowe hobby, że po miesiącu kupili więcej aparatów i statywów, które zabierali ze sobą na każdą wycieczkę.

Przez 10 lat obozowali na łonie natury. Fotografowali, gotowali, podróżowali i walczyli z nieprzewidywalną pogodą, co zaowocowało wydaniem dwóch książek, w tym albumu „Kopyta, pazury i poroża Gór Skalistych” z 1894 r.

Publikacje te praktycznie zapoczątkowały sztukę fotografii dzikiej przyrody. Wstęp do książek napisał przyszły prezydent Stanów Zjednoczonych Theodore Roosevelt, a Wallihanowie zdobyli szacunek zarówno zoologów, jak i artystów.

W 1900 roku para została zaproszona do zaprezentowania swoich zdjęć na Wystawie światowej w Paryżu oraz cztery lata później w St. Louis.

Małżeństwo mówiło jednym głosem na rzecz ochrony przyrody. Pisząc dla magazynów i lokalnych gazet, starali się zwrócić uwagę Amerykanów na cierpienie zwierząt, w tym stad jeleni i łosi, które były zabijane wyłącznie dla sportu.

Gusty pisała dla Outdoor Life Magazine. „Zabijane są tysiące zwierząt. Niedawno załadowano jeleniami cztery duże powozy, każdy z nich ciągnęły do Snake River cztery konie. Musimy to powstrzymać, bo za kilka lat wybijemy wszystkie jelenie w Kolorado".

Gusty aktywnie walczyła o dziką przyrodę do swych ostatnich dni. Doznała udaru mózgu w 1922 r. i zmarła w swoim domu. Jest pochowana razem z Allenem, który odszedł w 1935 roku.

Leżą na wzgórzu z widokiem na przestrzeń, którą oboje tak kochali. Ich dziedzictwo wciąż żyje w świecie fotografów przyrody.

źródło: [1]

0.16533184051514