Przez 31 lat bolała go głowa, bo coś w niej nosił od czasów wojny secesyjnej
Przez 31 lat bolała go głowa, bo coś w niej nosił od czasów wojny secesyjnej Przez 31 lat bolała go głowa, bo coś w niej nosił od czasów wojny secesyjnej

Niektórzy mówili, że Jacob Miller miał trzecie oko, ale to była niezwykła rana postrzałowa. Codziennie przez 54 kolejne lata życia przypominała mu ona o wojnie.

Bitwa nad Chickamaugą została stoczona w północno-zachodniej Georgii w dniach 19–20 września 1863 r. Armia Unii, w której służył szeregowiec Miller, została zaatakowana przez konfederatów. W wyniku potyczki Północ poniosła drugą największą liczbę ofiar (1657 zabitych), ale zwycięskie Południe odniosło jeszcze większe straty (2312 zabitych). Wśród kilku tysięcy rannych unionistów znalazł się Jacob Miller, który miał długo pamiętać o wojnie domowej rozdzierającej ówczesne Stany „Zjednoczone”.

Bitwa nad Chickamaugą

W wywiadzie z 1911 roku dla lokalnej gazety Jacob wspominał: - W wyniku postrzału padłem jak martwy, a kiedy się ocknąłem, zobaczyłem, że jestem na tyłach wroga.

By nie wpaść w ręce konfederatów, szeregowy użył karabinu jak laski, wstał, przekuśtykał przez nieprzyjacielskie oddziały, po czym zniknął z pola widzenia. – Byłem cały zalany krwią i chyba dlatego nikt mnie nie zauważył – tłumaczy Jankes.

Ranny dotarł do bocznej drogi. Nie mógł dalej iść, bo słaniał się z nóg i dosłownie nie widział na oczy. Palcami podnosił zakrwawione powieki, by co nieco rozeznać się w terenie. W końcu stracił przytomność. Przechodzący nieopodal noszowi zanieśli go do szpitala polowego.

Jacob pamięta, jak leżał w namiocie: - Przyszła pielęgniarka, zabandażowała mi głowę i podała manierkę z wodą. Chirurdzy zbadali ranę i powiedzieli, że najlepiej będzie nic z tym nie robić. Nie chcieli zadawać mi więcej bólu, bo doszli do wniosku, że i tak wkrótce umrę. Udało mi się zasnąć w nocy, a nad ranem lekarze przyszli zrobić listę rannych. Wszystkich wysłali do Chattanooga w Tennessee. Mnie zostawili, bo nie nadawałem się do jazdy.

Lekarze pocieszyli szeregowego, że ​​jeśli tu pozostanie i wezmą go do niewoli, to jak przeżyje, może da się go odzyskać w wymianie jeńców. Sama myśl o byciu jeńcem wojennym zmotywowała Jacoba. 

Konfederaci w natarciu 

- Zdecydowałem, że tak długo, jak będę mógł wlec się noga za nogą, nie poddam się. Poprosiłem pielęgniarkę, aby napełniła mi manierkę, a potem niepostrzeżenie wymknąłem się z namiotu i schowałem za powozami. Cały czas jedną ręką trzymałem opadającą powiekę i w końcu poszedłem jakąś dróżką, byle jak najdalej od huku bomb i ognia karabinów.

Wlokłem się z trudem aż w pewnej chwili gruchnąłem głową w konar drzewa, którego nie zauważyłem. Odzyskałem przytomność i ruszyłem dalej, ile sił w nogach. Było ich coraz mniej; na moment przycupnąłem wzdłuż drogi. Po niedługim czasie zaczęły mijać mnie powozy naszych. Jeden z woźniców zapytał, czy żyję. Potwierdziłem, więc zabrał mnie na miejsce rannego, który wcześniej zmarł.

Po wejściu do powozu Jacob stracił przytomność. Następnego dnia obudził się w Chattanooga, w długim budynku pełnym rannych.

Szpital unionistów niedaleko Waszyngtonu 

– Ludzie leżeli setkami na podłodze, jak wieprze w wagonie bydlęcym. Niektórzy rozmawiali, inni tylko jęczeli. Usiadłem na łóżku i zmoczyłem głowę wodą z manierki. Usłyszałem kilku żołnierzy z mojego oddziału. Nie mogli uwierzyć, że to ja, bo rozniosła się wieść, że zginąłem na polu bitwy. Potem przyszedł rozkaz, by ranni, którzy mogą iść, udali się mostem pontonowym na drugą stronę rzeki. Tam miano nas opatrzeć i skierować do Nashville. Miałem wystarczająco dużo sił, by iść, tylko wciąż nic nie widziałem, więc chłopaki poprowadzili mnie.

Przeszli przez most i spotkali znajomego woźnicę. – Dał nam coś do jedzenia. To była pierwsza rzecz, jaką miałem w ustach od dwóch dni. My poszliśmy spać na stercie koców, a woźnica całą noc obmywał rany pozostałych żołnierzy. Obudziły nas dźwięki ogniska. Dostaliśmy kawę i kęs tłustego mięsa. Potem sanitariusz zaprowadził mnie do chirurga, który po raz pierwszy fachowo opatrzył ranę na czole.

Jacob w wiele lat po postrzale

Wysłano ich do Bridgeport w Alabamie z zapasami w postaci kilku krakersów, garści cukru, kawy i soli oraz kostki mydła. Jacob wspomina, że jazda powozem po wyboistej drodze była tak bolesna, że musiał wysiąść i wraz z kolegami udali się pieszo 100 kilometrów do Bridgeport. Zajęło im to 4 dni. Po tej podróży Jacob w końcu mógł otworzyć prawe oko bez użycia palców.

W szpitalu w Nashville zajęto się szeregowym, pozwolono mu umyć się w wannie z ciepłą wodą po czym przetransportowano do szpitala w Louisville w stanie Kentucky, a następnie do lecznicy w New Albany w stanie Indiana. Żaden z chirurgów nie chciał się podjąć operacji usunięcia kuli z czaszki.

Po dziewięciu miesiącach cierpienia szeregowy Miller w końcu uprosił dwóch lekarzy o zgodę na operację. Wyjęli kulę, a żołnierz pozostał w szpitalu aż do końca służby 17 września 1864 r.

Ale w czole Jacoba znajdowało się coś więcej niż tylko kula. – Siedemnaście lat po tym, jak zostałem ranny – mówi – z dziury w mojej głowie wypadły loftki (gruby śrut na dużego zwierza). A trzydzieści jeden lat później wycisnąłem z rany jeszcze dwa kawałki ołowiu.

Jacob Miller (4 sierpnia 1840 - 13 stycznia 1917)

Zapytany w wywiadzie z 1911 roku przez reportera, jakim sposobem tak szczegółowo pamięta historię postrzału z 1863 roku, odpowiedział: - Każdego dnia, gdy patrzę w lustro, rana mi o tym przypomina wraz z nieustającym bólem w głowie, który mija, kiedy zasypiam. Całe wydarzenie odcisnęło się w moim mózgu niczym grawerunek.

Szeregowy Jacob Miller, odznaczony najwyższym wyróżnieniem wojskowym w Stanach Zjednoczonych – Medalem Honoru, podkreśla, że nie udzielił wywiadu, by żalić się lub kogoś obwiniać o swoje cierpienie.
– Rząd jest dla mnie dobry i daje mi 40 dolarów miesięcznej emerytury. – kończy skromnie.

źródło: [1]

0.13894200325012