Najdziwniejsze historie, które przytrafiły się pracownikom Escape Roomów
Najdziwniejsze historie, które przytrafiły się pracownikom Escape Roomów Najdziwniejsze historie, które przytrafiły się pracownikom Escape Roomów

Escape Room to dość popularna rozrywka, polegająca na rozwiązywaniu zagadek, dzięki czemu będziemy mogli wydostać się z zamkniętego pokoju (jak sama nazwa wskazuje). Ta forma spędzania czasu wolnego przywędrowała do Polski kilka lat temu. Głównymi zainteresowanymi takiej atrakcji są grupki przyjaciół, niekiedy rodziny, bo Escape Roomy są raczej przewidziane dla dwóch lub więcej osób. 

Jak to jest pracować w takim Escape Roomie? Czy zdarzają się tam dziwne sytuacje? - te pytania zadał sobie jeden z użytkowników Reddita i postanowił zadać je na forum. Poniżej przedstawiamy kilka najciekawszych historii pracowników, którzy zechcieli podzielić się swoimi doświadczeniami. 

1. Nie zawsze jest kolorowo

Niektórzy rodzice nie wiedzą, gdzie leży granica konstruktywnej krytyki. W jednym z Escape Roomów pracownik był świadkiem dość przygnębiającej sytuacji. Pewna para przyprowadziła do jednego z pokoi swojego ośmioletniego syna, aby ten miał trochę frajdy, po czym sami zepsuli mu zabawę. Z początku chłopiec był podekscytowany, biegał i znajdywał kolejne  wskazówki, jednak jego rodzice krytykowali każdy jego pomysł i powiedzieli, by przestał się tak zachowywać. W końcu para przejęła kontrolę nad zabawą i skupiła się na niestotnych, nieprowadzących dokądkolwiek szczegółach i jednocześnie ignorowała najbardziej oczywiste wskazówki. Pracownik będący świadkiem tej sytuacji wyraził nadzieję, że ciekawość i entuzjazm ośmiolatka nie zostały stłamszone przez tak krytycznych rodziców.

2. "To była przemyślana strategia"

Jest wśród nas wielu ludzi, którzy myślą, że pozjadali wszystkie rozumy. W jednym z pokoi bawiła się grupka znajomych, wśród których znalazł się taki "inteligent". Jedną z zagadek było otworzenie sejfu, na którym wyraźnie napisano, że po trzech próbach wpisania kodu mechanizm zamknie się na stałe. W pomieszczeniu znajduje się 12 obiektów, na których znaleźć można potencjalne kombinacje szyfru. Jeden z graczy postanowił wypróbować 3 przypadkowe z nich, po czym zablokował sejf. Obsługa musiała odblokować grupie zamek, aby mogli kontynuować. Po czym ten mądrala po raz kolejny wykorzystał wszystkie próby, co równało się kolejnej interwencji.

Następnie gracz wypróbował kolejny kod i w końcu udało się otworzyć sejf. Po zakończonej rozgrywce pracownik postanowił pokazać mu, jak w prawidłowy sposób trzeba było odnależć kod, a po czym mężczyzna odpowiedział: - Nie ma potrzeby, znalazłem go. W zasadzie było to dość proste. Następnie powiedziano mu, że zagadka nie polegała na próbowaniu randomowych kombinacji, a ten odparł: - Nie robiłem tego przypadkowo, korzystałem z metody eliminacji. To była przemyślana strategia". Niektórzy po prostu nie potrafią przyznać się do błędu. 

3. Co to za dziwny przedmiot? 

Co powiecie na małe cofnięcie się w przeszłość? W ofercie jednego z Escape Roomów znajdował się pokój stylizowany na sypialnię typowej amerykańskiej nastolatki z lat 80. Weszła tam grupka bardzo młodych dziewczyn, które po zobaczeniu starego telefonu stacjonarnego, za nic w nie mogły odgadnąć, co to za przedmiot ani jak go użyć (jako, że wychowały się w erze smartfonów). Mistrz gry musiał im to wytłumaczyć. 

4. Ambicje vs zdrowy rozsądek

Zdarza się, że ktoś chce czegoś za bardzo. Jak się okazuje, chęć jak najszybszego rozwiązania zagadek w pokoju często odbiera uczestnikom zdrowy rozsądek. Na Reddicie wypowiedziało się bowiem wielu pracowników Escape Roomów, którzy opisywali, że w miejscu ich pracy obowiązują zasady, takie jak: niewyskakiwanie z okien, niewkładanie kluczy do gniazdek elektrycznych, niewspinanie się po ścianach, niepisanie po ścianach czy nieniszczenie rzeczy. Jedna z klientek zbyt poważnie potraktowała nazwę jednego z pokoi, mianowicie "Ucieczka z więzienia". Znajdowały się tam fałszywe drzwi - wyjście za nimi pokryte bylo sklejką. Dziewczyna spojrzała na nie i powiedziała: "Ucieczka... z więzienia" i chwilę później je staranowała. 

5. Pracę zostawiamy za drzwiami

W jednym z Escape Roomów oferowano pokój z wynajętym aktorem, który odgrywał rolę szpiega. Główna zagadka polegała na odkryciu, kto jest jest zdrajcą, którym okazywał się być właśnie on. Po odkryciu prawdy aktor miał za zadanie wyciągnąć niezaprzeczalnie sztuczną broń, a grupa miała rozbroić fałszywą bombę. Pokój postanowiła wynająć grupa policjantów, aby się ze sobą zintegrować. Instynkty nabyte w pracy okazały się jednak na tyle silne, że po scenie z bronią mężczyźni od razu obezwładnili aktora. Na szczęście w porę zorientowali się, że to tylko zabawa, zanim zakuli niewinnego pracownika w kajdanki. 

6. Nieudane oświadczyny

W niektórych miejscach można wynająć pokój, aby oświadczyć się ukochanej osobie. Pierścionek w pudełku z zagadką, znaki wskazujące na oświadczyny, itd. Pewnego razu pracowniczka odebrała telefon od chłopaka, który poprosił o tę konkretną ofertę. Miał jednak kilka uwag. Firma wynajmowała pokoje na bilety, więc można było rozwiązywać zagadki z randomowymi osobami, jednak w przypadku oferty oświadczynowej wymagano wykupienia całego pokoju, aby zakochani mieli trochę prywatności. Klient nie chciał jednak zapłacić za całość, a jedynie kupić dwa bilety. Pracowniczka próbowała wytłumaczyć mu, że ten pokój tak nie działa, jednak po jakimś czasie w końcu zostały dogadane szczegóły. W ciągu następnego tygodnia chłopak z jakiegoś powodu codziennie dzwonił do firmy, mimo iż wszystko zostało już ustalone.

Nadszedł dzień oświadczyn. Chłopak przyjechał i nie dało się ukryć, że to zaledwie nastolatek - niepewny, z młodzieńczym trądzikiem i koprem pod nosem. Pracownicy zastanawiali się czy nie powiedzieć mu, że oświadczyny w tym wieku to kiepski pomysł, ale było już za późno. Zgodnie z zagadką chłopak schował się w ukrytym pokoju, do którego ostatecznie trafić miała wybranka. Dziewczyna zjawila się ze swoimi koleżankami.

Pracownicy zebrali się przed ekranem w pokoju kontrolnym, ekscytacja rosła. Nastolatka weszła do środka, a chłopak trzymał kwiaty i napis: "Pójdziesz ze mną na szkolny bal"? Obsługa nie mogła w to uwierzyć. Tydzień zawracania głowy, nieustanne telefony i stres z powodu banalnego zaproszenia szkolny bal. Do nieporozumienia doszło, ponieważ szkolny bal to po angielsku prom, a oświadczyny proposal. Amerykanie mają tendencję do wyolbrzymiania niektórych wydarzeń, co z kolei spowodowało, że ze zwykłego zaproszenia na szkolny bal licealistów robi się wielkie wydarzenie zwane promposal. Stąd całe zamieszanie. 
Mimo wysiłków chłopaka, dziewczyna niestety nie zgodziła się. 

Źródło: [1]

0.12039399147034