Gazy z trupów przyczyną pożarów, czyli makabryczny Londyn w XIX wieku
Gazy z trupów przyczyną pożarów, czyli makabryczny Londyn w XIX wieku Gazy z trupów przyczyną pożarów, czyli makabryczny Londyn w XIX wieku

Dziewiętnastowieczny Londyn miał wiele tajemnic, ale nie jest tajemnicą, że w tamtym okresie to wielkie miasto było jednym z najbardziej cuchnących miejsc w Europie. Przyczyn było wiele – od trupiego rozkładu z rosnącej liczby zmarłych do brudnych rynsztoków, w których walały się śmieci, martwe zwierzęta i to wszystko, czego nie chcemy wiedzieć.

Jak na tamte czasy Londyn powiększał się w dość szybkim tempie w pierwszej połowie XIX wieku. W 1801 roku miał niecały milion mieszkańców, a 40 lat później 2 miliony. Średnia długość życia wykwalifikowanego pracownika wynosiła 30 lat, a zwykłego robotnika 17. Mimo rosnącej liczby mieszkańców liczba cmentarzy pozostawała taka sama – 200.

Ziemie Kościoła Anglii nie były w stanie pokryć tego zapotrzebowania. Na przykład St. Mary’s w Whitechapel miał niecały 1 akr dla 35 tysięcy zwłok.

Przykościelne cmentarze, które zbudowano kiedyś z dala od domostw, teraz leżały między biurami i budynkami mieszkalnymi. Powstało kilka nowych cmentarzy, m.in.: Spa Fields w Clerkenwell, Victoria Park Cemetery oraz w podmiejskich dzielnicach, jak Cemetery of All Souls w Kensal Green (1833), ale to nic nie dało.

Victoria Park Cemetery

Skargi na cmentarne miazmaty przewijały się przez urzędy już od XVI wieku. Prym wśród odoru wiódł cmentarz St. Bride na Fleet, gdzie kiedyś było rozległe bagno. Od czasów Karola II grzebano tu żebraków i biedotę, więc piętrzyły się na nim stosy kości. Co środę wrzucano szczątki do 4-metrowego dołu i zasypywano ziemią tylko po to, by kolejnej środy wszystko odkopać i dorzucić „świeżych” zmarłych. Zewsząd biło śmiercią.

Podobnie wyglądała sytuacja na innych nekropoliach. Zwyczajowo trumny ustawiano jedna na drugiej, gnijące ciała rozczłonkowywano lub palono, aby zrobić miejsce na kolejne. Rozbite trumny sprzedawano biednym na opał, a wszędzie walały się kości. Przedsiębiorcy pogrzebowi i duchowni tolerowali taki stan rzeczy, bo nawet tak niefachowy pochówek przynosił im spore dochody.

St. James's, Pentonville 

Podstawowym i mocno wyczuwalnym problemem na cmentarzach było gnilne powietrze emitowane przez rozkładające się ciała. By uniknąć rozsadzenia trumien od gazu ze zwłok, wiercono w nich dziury. Zdarzało się, że ulatujące miazmaty wywoływały kilkudniowe pożary w mieście.

Źródła donoszą, że gdy otwierano wejście do krypty kościoła St. Clement’s Dane, intensywny smród rozkładających ciał gasił świece. Ludzie odmawiali schodzenia na dół, dopóki wszystkiego nie wywietrzono, co zajmowało 2–3 dni. Na wschodnim krańcu kościoła wykopano studnię, której stan wody podniósł się zalewając kryptę, tak że wszędzie pływały zwłoki.

London’s Cemetery Station

W 1842 roku urzędnicy postanowili coś z tym zrobić. Po kilku skandalach, epidemii cholery i kampanii reformatorów zdrowia publicznego, powołano w tym celu Select Committee. Ta instytucja miała badać przepełnione miejsca pochówków. Pod przewodnictwem Sir Williama MacKinnona komitet obradował od 17 marca do 5 maja 1842 i przeprowadził 65 spraw. W maju ten organ stwierdził, że rzeczywiście z przepełnionymi cmentarzami i barbarzyńskimi praktykami trzeba natychmiast skończyć.

Natychmiast, czyli dekadę później, przyjęto ustawę pod nazwą „Burial Act” (1852), w której znajdowała się oficjalna lista czynnych cmentarzy. Resztę przeznaczono do zamknięcia.

Dwóch sprawiedliwych

Londyńczycy zawdzięczają te zmiany dwóm osobom, adwokatowi Edwinowi Chadwickowi oraz chirurgowi George’owi Alfredowi Walkerowi (zwanemu „Cmentarnym Szwendaczem”). Przeprowadzili oni kilkanaście lat wcześniej badania, których wyniki w końcu przebiły się do stosownych władz. Raport sanitarny Chadwicka potwierdzał, że każdego roku 20 tysięcy dorosłych oraz 30 tysięcy dzieci i młodzieży było „byle jak grzebanych” na terenie mniejszym niż 218 akrów, otoczonym domostwami. Mimo zakazu ludzi nadal chowano w kryptach pod kościołami, a nowe solidne trumny wciąż przepuszczały wyziewy z trupów.

Edwin Chadwick tworzący nowe prawo sanitarne

Tymczasem George Walker przebadał 47 przeludnionych miejsc pochówku. Opisał w raporcie występujące u grabarzy skutki zdrowotne wdychania wydobywających się z grobów miazmatów: ból głowy, ociężałość, skrajne osłabienie, łzawienie oczu, gwałtowane kołatanie serca, drżenie i wymioty, a czasem śmierć. Powoływał się na wyniki prac Dr Haguenot z Paryża z 1771 roku, która przeprowadziła dość paskudny eksperyment. Wrzuciła żywe psy i koty do cuchnącego, zgniłego grobu i obserwowała jak zwierzęta konały w silnych konwulsjach w ciągu 2-3 minut. Wrzucone tamże ptaki zmarły w ciągu kilku sekund.

GA Walker

Skandaliczne przypadki Spa Fields i Enon Chapel

Cmentarz Spa Fields w Clerkenwell wcześniej był herbaciarnią, ale na samej herbacie nie da się tak dużo zarobić, jak na pochówkach. Na terenie wielkości 2 akrów można było pochować niecały tysiąc osób. Cmentarzem zarządzali prywatni spekulanci, a klientami była miejscowa biedota. Ciała palono za murkiem z cegieł, a nagrobki przenoszono tak, aby nekropolia wciąż wyglądała na nie zapełnioną. Walker obliczył, że dzięki oszczędności w postaci palenia trumien, okaleczania zwłok i używania dużej ilości wapna, w sumie pochowano tam 80 tysięcy ludzi. Kierownik cmentarza, pan Bird, zagroził Walkerowi zniesławieniem, jeśli ta mroczna sprawa ujrzy światło dzienne.

Walker w zamian zachęcał mieszkańców, aby wnosili skargi i petycje. Dowiedział się z nich, że ciała są palone w „domach kości”. Były grabarz Reuben Room zeznał dla „The Times”, że odcinał głowy, ręce i nogi łomem, łopatą, siekierą, tasakiem albo piłą. Często zakładał linę na szyję nieboszczyka, aby wyciągnąć go z trumny. Pod koniec marca 1845 roku, po wielu śledztwach i przesłuchaniach, zarządzający Spa Fields zostali oskarżeni.

Plac zabaw przy Spa Fields

Chyba najbardziej koszmarnym przypadkiem była otwarta w kwietniu 1822 roku kaplica Enon znajdująca się nieopodal najczęściej uczęszczanych ulic, jak Strand. Właścicielem Enon Chapel był pastor baptystów, W. Howse. W kaplicy odbywały się wielogodzinne modlitwy oraz zajęcia szkółki niedzielnej. Kryptę pod nią (12 na 15 metrów) wybudowano na otwartym kanale ściekowym, który płynął przez sam środek. Aby pomieścić w niej więcej zwłok, by i zarobić więcej, pan Howse palił trumnami w kominku. Ciała wrzucał do kanału, aby płynęły tunelami wraz ze śmieciami prosto do Tamizy. Pozostałe ciała leżały jedne na drugich pod niewielką ilością ziemi.

Wielki Smród w 1858 roku w Londynie

Pogrzeb u pastora był niezwykle tani. Niedaleko, w St. Clement Danes pogrzeb na cmentarzu przykościelnym kosztował £ 1,17 szylingów i 2 pensy (dla dorosłych) i £1,5 i 2 pensy (dla dziecka), a w Enon tylko 15 szylingów.

W ciepłe i wilgotne dni w powietrzu dało się wyczuć nieznośnie trupi zapach. Lokalne domy nawiedzała zgraja szczurów, a mięso psuło się w ciągu godziny. Dzieci ze szkółki niedzielnej opowiadały o rzeszach „trupich robaków” ciągnących po podłodze. Po kilku miesiącach pojawiły się dziwne owady. Samuel Pitts, stale odwiedzający kaplicę mówił, że widział setki robaków, a część przyniósł do domu w kapeluszu… Pan Tumbleton z firmy pogrzebowej czuł okropny smród w czasie ceremonii pogrzebowej i w ciągu 2 dób zachorował na tyfus. Cudem wyzdrowiał po 9 tygodniach.

Prawdziwy skandal dotyczący Enon Chapel wybuchł w 1839 roku, gdy władze zdecydowały, że pod budynkiem powinien pojawić się nowy kanał. Wymagało to zamknięcia tego w krypcie. Okazało się, że pastor Howse pochował w niej 12 tysięcy ciał. Walker był przerażony tysiącami rozkładających się zwłok, które były oddzielone od żywych cieniutką, drewnianą podłogą. Howse zeznał, że wywiózł z krypty łącznie 60 ładunków ludzkich szczątków i wrzucił je do Tamizy. Czasem podczas transportu spadała mu ludzka głowa lub ręka. Gdy pastor zmarł tego samego roku, pod jego podłogą w kuchni także odkryto ludzkie kości.

Zatańcz na trupach

Kaplicę w 1844 roku wydzierżawił niejaki Fitzpatrick. Uznał on, że Londyńczycy mają swoistą tolerancję na makabrę. Położył zatem warstwę cegieł na drewnianą posadzkę, potem nową podłogę z drewna i otworzył w tym miejscu salon tańców dla abstynentów Clare Market Chapel, potocznie zwany „tancbudą na trupach”.

Reklamowano to w taki sposób: "Zatańcz na zmarłych w Enon Chapel! Wejście wyłącznie w butach i pończochach. Koszt 3 pensy".

W 1847 roku właścicielem Enon Chapel został sam Walker i rozpoczął stosowną ekshumację. Zanim cztery wozy ludzkich szczątków wywieziono do masowego grobu w nowo otwartym Norwood Cemetery, przez to osławione miejsce przewinęło się 6 tysięcy gapiów. Gazety londyńskie nie donosiły, ile osób zmarło w wyniku wdychania wyziewów chorobotwórczych.

źródło: [1][2][3]

0.16251802444458