Pier…, zrobię to sam! (o ludziach, którzy wbrew światu dokonali wielkich rzeczy)
Pier…, zrobię to sam! (o ludziach, którzy wbrew światu dokonali wielkich rzeczy) Pier…, zrobię to sam! (o ludziach, którzy wbrew światu dokonali wielkich rzeczy)

Ile razy siedzieliście przed telewizorem i patrzyliście, jak jakiś koleś partaczy swoją robotę? A wtedy z waszych ust się wyrywa: Zrobiłbym to lepiej! Między bohaterami tego tekstu, a nami jest tylko jedna różnica - oni wstali z kanapy i zrobili to naprawdę lepiej.

Historia zna wiele takich przypadków, gdy jeden człowiek brał się za bary z rzeczywistością i zmieniał ją – najczęściej pod wpływem złości, nagłego impulsu lub determinacji. Za chwilę poznacie niezwykłe przykłady ludzi, którzy sami wyzwalali miasteczka spod okupacji lub ratowali miliony istnień. Albo po prostu brali życie w swoje ręce.

Pier…, zrobię lepszy samochód sportowy!

Mechanik Ferruccio Lamborghini kochał samochody wyścigowe, ale tuż po II wojnie światowej zarabiał produkując mocne, powolne ciągniki. Dzięki temu mógł sobie pozwolić na kupno czegoś szybszego, na przykład Ferrari 250 GT. Jednak Ferruccio nie był zadowolony z nowego auta, bo szwankowało w nim sprzęgło. Dlatego umówił się z właścicielem – Enzo Ferrarim na rozmowę w sprawie poprawek. Enzo nie chciał słuchać uwag jakiegoś producenta ciągników, więc zlekceważył go. Dumny Ferruccio powiedział wtedy: Fanculo, zrobię to sam! I jak rzekł, tak uczynił.

Wyciągnął z firmy Ferrari dwóch inżynierów i zaczął konstruować swoje pierwsze GT. Wkrótce prześcignął Enzo tworząc niezawodne, jeszcze bardziej komfortowe auta o większej mocy i właściwościach jezdnych.  

Pier…, sam uratuję to miasto!

Leo Major zaciągnął się w 1940 roku do kanadyjskiej armii. Miał 19 lat i bardzo chciał walczyć z nazistami, a także coś udowodnić swemu ojcu.

Podczas lądowania w Normandii ponad dwieście tysięcy ludzi straciło życie, a Leo stracił jedno oko. Nie poszedł do szpitala, bo twierdził, że do celowania wystarczy mu drugie. W 1944 roku w Holandii, w bitwie o Scheldt, Frankokanadyjczyk samotnie pojmał 93 Niemców. Miał odnaleźć zaginionych rekrutów, ale nagle jak spod ziemi wyrosło dwóch żołnierzy. Major ujął jednego z nich, a drugiego zwabił w pułapkę. Schwytani poprowadzili go do dowódcy, który ku jego zaskoczeniu poddał się z całym oddziałem.

To nie koniec. Okazało się, że w okolicy stacjonuje oddział SS, który zaczął strzelać do wszystkich jeńców Majora zabijając kilku. Nasz jednooki Rambo z Quebecu wyszedł z tego cało i poprowadził resztę jeńców do swojego dowódcy. To zrobiło piorunujące wrażenie – jeden facet prowadzący dziesiątki Niemców. Szeregowca przedstawiono do Medalu za Wyjątkowe Zasługi, ale ten nie przyjął go, bo uznał, że marszałek polny Bernard Montgomery, który miał wręczyć odznaczenie, jest niekompetentny.

W kwietniu 1945 roku alianci zbliżali się do Zwolle, pięćdziesięciotysięcznego miasta w północnej Holandii. Major i jego najlepszy przyjaciel, kapral Willy Arsenault, zgłosili się na ochotnika do przeprowadzenia zwiadu. Ambitny szeregowy przeklął w french canadian i przekonał przyjaciela, by sami wyzwolili miasto. Chciał w ten sposób uniknąć ofiar wśród cywilów, którzy zapewne zginęliby podczas szturmu, a poza tym, jak wspominał później, miasto wydało mu się zbyt piękne do prowadzenia wojny.

Żołnierze zamiast wojskowych butów założyli tenisówki i rozpoczęli akcję. Niestety w nocy podczas pierwszej potyczki Arsenault zginął. Major wpadł w szał, chwycił karabin przyjaciela i zaczął w furii strzelać zabijając kilku Niemców. Reszta uciekła przerażona. Leo postanowił wziąć odwet i przez całą noc prowadził w mieście pozorowany szturm.

W okolicznej gospodzie rozbroił niemieckiego oficera, który mówił po francusku. Major powiedział mu, że alianci czekają za rogiem, po czym wypuścił. Miał nadzieję, że Niemiec rozniesie tę wieść dalej, co też się stało. Następnie jak opętany zaczął biegać po Zwolle strzelając w powietrze i rzucając granatami. 10 razy wpadał na kilkuosobowe patrole niemieckie, z którymi wdawał się w strzelaniny, brał jeńców i więził ich w swojej jednostce. Podpalił siedzibę gestapo, a między tymi akcjami 4 razy korzystał z gościny mieszkańców Zwolle, odpoczywając w ich domach.

Wspólne zdjęcie z urzędnikami miasta Zwolle i ich dziećmi, zrobione o świcie po akcji

O 4.30 nad ranem okazało się, że Niemcy opuścili miasto. Za tę spektakularną akcję Leo Major tym razem przyjął Medal za Wyjątkowe Zasługi. Brał potem udział w wojnie w Korei, w której wsławił się kolejnymi bohaterskimi czynami, czym udowodnił swemu ojcu, na co go stać.

Pier…, sam sobie wstrzyknę szczepionkę!

Po 1955 roku Chorobę Heinego-Medina uważano za najbardziej przerażające schorzenie na świecie. Wirus polio istniał już w starożytnym Egipcie, ale przez tysiące lat atakował kończyny dolne powodując ich porażenie i zwiotczenie. Odkrywcą pierwszej szczepionki na świecie był polski lekarz Hilary Koprowski (1950 rok), ale badania trwały nadal.

Wirusolog Jonas Salk, który wynalazł szczepionkę przeciw grypie, również zajmował się polio i w 1955 roku otrzymał szczepionkę. Zastosowano ją na 440 tysiącach dzieci, z których 11 zmarło, a 400 miało powikłania w postaci częściowego lub całkowitego paraliżu.

Gdy w 1962 roku Salk stworzył jej udoskonaloną wersję, by odbudować swój autorytet, powiedział: Fuck it, sam ją sobie wstrzyknę. Nie tylko podał sobie preparat, ale także swoim dzieciom, co przekonało Amerykanów do masowego szczepienia, w wyniku którego w ciągu roku zachorowalność spadła o 86%.

Podobnie miała się sprawa z Mauricem Hillemanem.

Był 21 marca roku 1963. Tej nocy zapłakana 5-letnia córka obudziła tatę. Miała wysoką gorączkę i wszystkie objawy świadczące o tym, że zakaziła się wirusem świnki. Zamiast iść z nią do szpitala, Maurice tej samej nocy pobrał od niej wymaz z gardła i zawiózł do laboratorium. Po 3 latach opracował szczepionkę, którą wstrzyknął młodszej córce. Ta sama szczepionka jest nadal w użyciu i nazywa się Jeryl Lynn – na cześć jego starszej córki. Uważa się, że Hilleman był najskuteczniejszym wakcynologiem w historii, bo opracował ponad 30 nadal stosowanych szczepionek (m.in. na odrę, ospę, różyczkę). Szacuje się, że a jego praca uratowała ponad 100 milionów ludzi na świecie.

Od lewej Jeryl Lynn Hilleman z młodszą siostrą Kirsten, której ojciec właśnie podaje szczepionkę. Rok 1966

Warto przypomnieć też dwóch naukowców, którzy udowodnili, że za wrzody żołądka i dwunastnicy odpowiada helicobacter pylori. Robin Warren i Barry Marshall badali to od końca lat 70. XX wieku, ale wtedy większość naukowców wyśmiewała ich sądząc, że żadna bakteria nie przetrwa w kwasowym środowisku żołądka. W końcu Marshall stwierdził: Fuck it, po czym wypił płyn z bakterią. Po 5 dniach miał kwasowe wymioty, zapalenie żołądka i wielką hodowlę helicobacter pylori na ściankach. Wkrótce podał sobie antybiotyk i wyleczył się. Obaj naukowcy otrzymali w 2005 roku Nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny.

Pier…, sam rozwalę tę górę!

Urodzony w najniższej kaście Dashrath Manjhi był rolnikiem z Indii. Pewnego dnia 1960 roku jego żona miała wypadek. Idąc po wodę spadła z góry, a jej stan wymagał natychmiastowej interwencji lekarza. Dashrath chciał ją przenieść pobliskiego szpitala, ale musiałby pokonać 55 kilometrów przez feralną górę. Gdy kobieta umarła, Manjhi dokonał czegoś niezwykłego dla całej lokalnej społeczności.

Samotnie, za pomocą młotka i dłuta, Mountain Man, jak go potem nazwano, wyrzeźbił wąwóz o długości 110 metrów, głęboki na ponad 7 metrów i szeroki na 9 m. Przez 22 lata od 1960 do 1982 roku dzień i noc kuł górę, która zabrała jego ukochaną. Rząd odmówił mu wsparcia. Nazywano go wariatem, ale to tylko dodawało mu skrzydeł. W końcu jego determinacja sprawiła, że mieszkańcy przynosili mu jedzenie i wymieniali zepsute narzędzia. Jego ścieżka zmniejszyła odległość między Atri a Wazirganj z 55 do 15 kilometrów. Kiedy mężczyzna zmarł w 2007 roku, został pochowany z najwyższymi honorami państwowymi.

Pier…, sam sobie zrobię apkę!

Na koniec krótka i całkiem świeża historia. Brian Acton, programista, poszedł na rozmowę kwalifikacyjną do Facebooka, ale go nie przyjęli. Wkurzył się i wiadomo, jak zaklął. Wrócił do domu z pewnym postanowieniem. Wkrótce stworzył z kolegą komunikator WhatsApp, który w kilka lat potem sprzedał Facebookowi za 19 miliardów dolarów. Do dziś Brian na swoim twitterze błogosławi ten dzień, gdy nie dostał się do firmy Zuckerberga.

źródło: [1][2][3]

0.17034888267517