Jesteście na XVII-wiecznym statku i nagle chce wam się "kupę". Gdzie pójdziecie?
Jesteście na XVII-wiecznym statku i nagle chce wam się "kupę". Gdzie pójdziecie? Jesteście na XVII-wiecznym statku i nagle chce wam się "kupę". Gdzie pójdziecie?

Gdy myślicie o żaglowcach, to raczej czujecie wiatr we włosach i morską bryzę niż brzydkie zapachy. A jednak miesiące spędzone na statku, to nie tylko romantyczne wpatrywanie się w horyzont, ale też walka z morzem, wiatrem, chorobami, czy nudą. Zaś wśród codziennych zajęć są też takie, o które jak dotąd nikt nie pytał – dlatego postanowiliśmy przy nich na chwilę przykucnąć, by dowiedzieć się, gdzie wilk morski chodził piechotą. Innymi słowy, gdzie defekował.

Na pewno podziwialiście nieraz przepięknie polichromowane galiony umieszczone pod forkasztelem, u szczytu stewy dziobowej (informacja da nieżeglujących: to są te piersiaste figury z przodu statku). Zazwyczaj przedstawiały postać związaną z nazwą jednostki pływającej. Ilekroć żaglowiec pruje przez morskie bałwany w filmach marynistycznych, kamera pokazuje majestatyczny dziób, o który rozbryzgują się fale.

Nie tylko fale się tam rozbryzgują. Ta nosowa część statku jest związana z tylną częścią człowieka.

Po obu stronach galionów (oczywiście bez podziału na męską i damską) znajdowały się toalety, czyli kingstony. To tam niegdyś szło się za potrzebą.

By być jeszcze bardziej precyzyjnym, latryny na dziobie znajdujące się na żaglowcach z XVI-XVIII wieku były przeznaczone dla załogi i pasażerów. Natomiast na rufie była niewielka toaleta w niezłym standardzie tylko dla oficerów i kapitana.

Można powiedzieć, że dziób żaglowca, to bogato zdobiona toaleta. Co ciekawe, po rosyjsku nie ma w tym przypadku żadnych niedomówień, bo ich „galiun” to po prostu latryna.

Poniżej możecie zobaczyć szwedzki galeon królewski „Vasa” z 1628 roku, zbudowany, by wziąć udział w wojnie z Polską. Tuż po zwodowaniu zbyt ciężki i niewyważony statek przechylił się na lewą burtę pod wpływem podmuchu wiatru, przewrócił i zatonął wraz z 30-50 marynarzami. Przepłynął zaledwie milę morską (1.852 km). Wydobyto go z Bałtyku w 1961 roku i obecnie jest w nim muzeum. Okręt jest w 98% oryginalny, a te drewniane skrzynie, które widzicie po lewej i prawej stronie, to nic innego jak autentyczne toalety Vasy.

Latryny nie posiadały żadnych drzwi, dlatego też każda defekacja mogła być ostatnią w życiu. Należało się mocno trzymać poręczy lub lin.

Z tego powodu wielu żeglarzy bojąc się o swoje życie chodziło za potrzebą za armatę, a nawet do ciemnej ładowni. Wiadomo, jakie były tego zapachowe i sanitarne konsekwencje, dlatego też np. w kodeksie morskim ustanowionym w 1720 roku przez Piotra I Wielkiego zalecano, aby na statku był zatrudniony urzędnik odpowiedzialny za utrzymanie porządku. Monitorował on czystość, a także wymierzał grzywny i kary cielesne niehigienicznym marynarzom.

Oficerowie nie mieli większych problemów z ubikacją, która była umieszczona tylko dla nich na rufie. Od XVIII wieku posiadali własne kajuty, a nawet i niewielkich rozmiarów przytulne łazienki.

Jedno jest pewne – w przeciwieństwie do zwykłych marynarzy, oni przynajmniej nie szli do toalety, za przeproszeniem „srając ze strachu w gacie”.

źródło: [1][2]

0.137038230896