Historia amerykańskiego mostu "prawie zbudowanego" przez Sowietów
Historia amerykańskiego mostu "prawie zbudowanego" przez Sowietów Historia amerykańskiego mostu "prawie zbudowanego" przez Sowietów

W USA, na południu Wirginii Zachodniej, blisko granicy z Kentucky znajduje się niewielki obszar niemunicypalny o nazwie Vulcan. Była to kiedyś tętniąca życiem miejscowość utrzymująca się z wydobywania węgla. Na początku lat 60. zasoby kopalnii zostały całkowicie wyeksploatowane, wskutek czego wielu mieszkańców wyjechało w poszukiwaniu zatrudnienia. Brak produktywności spowodował, że infrastruktura obszaru zaczęła podupadać i nawet rząd stanowy zapomniał o jego istnieniu.

Miasto Vulcan zostało zbudowane przy rozwidleniu rzeki Big Sandy, w pobliżu głównej linii kolejowej Norfolk oraz Western Railroad. Oprócz mostu wiszącego, nie istniała tam żadna inna droga łącząca Vulcan z Kentucky. Konstrukcja ta była właściwie na granicy zawalenia. Mimo to każdego ranka miejscowe dzieci były zmuszone korzystać z tego niebezpiecznego przejścia, aby zdążyć na autobus szkolny po stronie Kentucky. Zdarzało się, że musiały czołgać się pod zaparkowanymi wagonami, aby dostać się na most, co stanowiło dość duże ryzyko.

Alternatywną trasą była droga żwirowa należąca do spółki Railroad. Biegła ona równolegle do torów, przechodziła przez Vulcan, a następnie prowadziła dalej na północ do wspólnoty Delmore, oddalonej o 8 kilometrów. Korzystanie z tej drogi było jednak dla mieszkańców nielegalne, ponieważ firma kolejowa zawiesiła na obu jej końcach napis „Zakaz wstępu”. Railroad twierdziło, że korzystanie z tej trasy jest niebezpieczne, a firma nie jest odpowiedzialna za transport zubożałej społeczności.

W 1975 r. most wiszący zawalił się, co pozostawiło około pięćdziesięciu rodzin bez innej możliwości, jak złamać zakaz korzystania ze żwirowej drogi należącej do Railroad. Mieszkańcy Vulcan zaapelowali o budowę nowego mostu do rządu Wirginii Zachodniej, ale urzędnicy byli niechętni wobec perspektywy wydania pieniędzy na projekt, z którego, jak sądzili, niewiele osób skorzysta. W poczuciu porzucenia przez własny rząd, John Robinette, 42-letni barman i mieszkaniec Vulcan, postanowił zwrócić się po pomoc z zewnątrz.

Napisał do ambasady radzieckiej w Waszyngtonie oraz do urzędników komunistycznych w NRD. W liście wyjaśnił trudną sytuację miasta, jednocześnie prosząc o pomoc zagraniczną. Robinette uznał, że ​​Sowieci mogą chcieć wykorzystać okazję do poniżenia Amerykanów. Przedstawiciele Kremla nigdy nie odpowiedzieli na prośbę mieszkańca, jednak sprawa przykuła uwagę rosyjskiego dziennikarza z Nowego Jorku. Iona Andronow dowiedział się o tej historii i udał się do Vulcan, aby przeprowadzić wywiad z ludźmi i ocenić sytuację.

Wiadomość o małej społeczności z Wirginii Zachodniej, szukającej finansowej pomocy u komunistów, szybko pojawiła się na nagłówkach gazet w całym kraju. Rząd, chcąc uniknąć oskarżeń o apatyczne zachowanie, niemal natychmiast przeznaczył 1,3 miliona dolarów na budowę nowego mostu dla mieszkańców. Zbiegiem okoliczności, ogłoszenie przyszło tego samego dnia, kiedy Iona Andronov postanowił przyjechać do Vulcan. Według oficjalnego zawiadomienia ze strony państwa, ​​budowa mostu była długo planowana, a takie inwestycje wymagają miesięcy, aby zostać skończone. Wiadomo, że te informacje mijały się z prawdą, a rząd stanowy po prostu wstydził się swojej wcześniejszej, kompromitującej reakcji.

Dwa lata później Vulcan doczekało się jednopasmowego mostu łączącego miasto ze światem zewnętrznym. Jest to jedna z tych historii z okresu zimnej wojny, która w wyniku sprytu zwykłego obywatela miała swój optymistyczny finał. 

Źródła: [1][2][3][4]

0.9366979598999