Jak jedna pacjentka z koronawirusem zaraziła tysiące idąc do kościoła
Jak jedna pacjentka z koronawirusem zaraziła tysiące idąc do kościoła Jak jedna pacjentka z koronawirusem zaraziła tysiące idąc do kościoła

Poznajcie historię sześćdziesięciojednoletniej Pacjentki 31, od której zaczęła się prawdziwa eksplozja przypadków zarażenia w koreańskim kościele i pobliskim szpitalu.

Korea Południowa. Początek lutego 2020. Wierna należąca do chrześcijańskiej sekty, Kościoła Jezusa Shincheonji, w dniach poprzedzających diagnozę podróżuje do dwumilionowego, zatłoczonego Daegu i do dwudziestopięciomilionowej aglomeracji, jaką jest Seul. Nie wie, że być może już wtedy jest nosicielką koronawirusa SARS-CoV-2. Władze oraz lekarze z Koreańskiego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorób (KCDC), do dziś badają skąd się wziął u kobiety, znanej jako Pacjentka 31. Jeden z najbardziej prawdopodobnych tropów prowadzi wprost do chińskiego Wuhan, dokąd część członków sekty udała się jeszcze w styczniu.

Nauka czy wiara?

Daegu. 6 lutego 2020. Tego dnia Pacjentka 31 ma wypadek samochodowy, w wyniku którego trafia do Szpitala Medycyny Orientalnej. Jej stan jest na tyle dobry, że w czasie leczenia opuszcza szpital dwukrotnie 9 i 16 lutego, by uczestniczyć w nabożeństwie Kościoła Shincheonji.

Między tymi wizytami, 15 lutego, lekarze zalecają jej badanie na obecność koronawirusa, z powodu występującej u kobiety wysokiej gorączki. Zamiast tego Koreanka idzie na lunch z przyjacielem do pobliskiego hotelu.

Jednak jej stan ulega pogorszeniu, więc lekarze ponawiają rekomendację. 17 lutego kobieta w końcu idzie do innego szpitala, by wykonać test. Następnego dnia jest już osławioną Pacjentką 31. Od tej chwili w ciągu zaledwie kilku dni lawinowo rośnie liczba wykrytych przypadków koronawirusa – u setek, a później tysięcy osób z Kościoła Shincheonji i okolic.

Wkrótce Koreańskie Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom informuje, że posiada listę 9300 osób, które uczestniczyły w obydwu nabożeństwach, z których aż około 1200 skarży się na objawy grypopodobne – wśród nich znajdują się setki zarażonych. Do dziś ta liczba się znacznie zwiększy, ale nie to jest najgorsze. Ponad 1500 osób zakażonych koronawirusem, należących do kościoła, odmówiło skutecznego leczenia po to, by sprawdzić jak silna jest ich wiara. 

Drugie ognisko zainfekowanych koronawirusem znajduje się w pobliskim szpitalu w hrabstwie Cheongdo. Władze badają współzależność między kościołem a szpitalem, bo w lutym odbyło się klika uroczystości pogrzebowych w samym szpitalu, w których uczestniczyli członkowie sekty. Te dwa regiony – Daegu i Cheongdo, stanowią 80% przypadków koronawirusa w Korei.

Uważany za nieśmiertelnego, 88-letni przywódca Kościoła Jezusa Shincheonji, Lee Man-hee, podczas konferencji prasowej zwołanej 2 marca, przeprosił społeczeństwo za nieodpowiedzialność wiernej i zgodnie ze zwyczajem azjatyckim padł na kolana. Wściekli Koreańczycy, którzy zarzucają mu nie tylko zarażenie ludzi, ale także korupcję i bliskie związki z władzą, zebrali ponad 200 tysięcy podpisów pod wnioskiem o delegalizację sekty Shincheonji, do której należy około 300 tysięcy wiernych.

Jakby tego było mało, w Korei Południowej pojawiła się teoria spiskowa, jakoby sam przywódca kościoła stworzył koronawirusa. Teoretycznie Lee Man-hee byłby do tego zdolny, bo studiował biochemię w amerykańskim stanie Tennessee. Niezależnie od wyobraźni podsycanej niepewnością i widmem choroby covid-19, wygląda na to, że prawdziwa epidemia w Korei zaczęła się od tylko jednej osoby, Pacjentki 31, która zlekceważyła polecenia lekarzy. Na chwilę obecną zmarło tam 66 osób, a 7 869 jest zarażonych.

źródło: [1]

0.15391492843628