Głowa, która chodzi. Ślimak, który ciało zmienia. [zobacz film]
Głowa, która chodzi. Ślimak, który ciało zmienia. [zobacz film] Głowa, która chodzi. Ślimak, który ciało zmienia. [zobacz film]

Są takie eksperymenty, które każą się zastanawiać nad sensem ich finansowania.

Na przykład patrzenie, jak morski ślimak odgryza sobie łeb, a potem ten łeb sam sobie chodzi.

Co nam dają badania nad nimi poza zwykłą ciekawością? Rozumiem eksperymenty,  gdy byliśmy dziećmi i kładliśmy na torach winniczki, by zbadać jak szybko uciekną przed nadjeżdżającym pociągiem.

Po pojawieniu się pociągu owszem, nadeszły efekty – ale nie takie, jakich oczekiwaliśmy. W każdym razie wykazaliśmy, że ślimaki ogłuchły. Niemniej wykazaliśmy głód wiedzy i ciekawość świata. To musicie przyznać.

Teraz po latach przypominam sobie ten wolontariat w służbie nauki, gdy czytam o badaniach pani Sayaki Mitoh, doktorantki na Uniwersytecie Kobiet Nara w Japonii. W uniwersyteckim laboratorium bada ślimaki morskie. Badania polegają na obserwacji tych stworzonek od etapu jajeczka po ich śmierć.

Tym razem była to śmierć niezwykła, a przynajmniej tak myślała pani Sayaka.

Badaczce ukazała się chodząca sobie głowa! Dokładnie. Obok leżało martwe ciało. A głowa jak gdyby nic przeżuwała sobie morskie glony. Zobaczcie sami:

Moglibyście teraz pomyśleć, że to coś jak badania naszych wujków ze wsi, którzy odrąbywali siekierą łeb kogutowi, a ten w pośmiertnych konwulsjach potrafił przebiec ze dwa kółka po dziecińcu. Nie. To zupełnie coś innego. 

Choć jak dla mnie nie różniło się zbytnio od moich dziecięcych eksperymentów. Tam też była dekapitacja, ino lokomotywą.

Obserwacja ślimaka wykazała, że zwierzę świadomie oddzieliło ciało od swojej głowy! Wyglądało to jak na filmie „Obcy” tylko w mikroskali. Pod wpływem wydzieliny tkanka rozpuściła się, dzięki czemu ciało rozdzieliło się na dwoje. Naukowcy wiedzieli, że ślimaki posiadają pewne zdolności regeneracyjne, ale to co się stało przerosło to, z czym do tej pory mieli do czynienia.

I teraz ciekawostka. Dacie wiarę, że w ciągu trzech tygodniach temu ślimakowi wszystko odrosło? Serce, narządy, wszystko co trzeba, by takie stworzenie mogło nadal żyć zdrowe? 

Ślimak, który potraktował siebie w ten sposób to Elysia Marginata, morski ślimak wyglądający jak strączek z falbankami lub pierożek.

Takie zachowanie było zbawienne dla naszej doktorantki, która w końcu miała co robić, bo ileż można gapić się w ślimaki? No dobrze, tym razem też się gapiła, ale w konkretnym celu. Okazało się, że ta cała Elysia Marginata oraz jej kuzyni z Elysia Atrovidis odcinają się celowo!

Te sprytne bestie robią to w momencie, gdy ich ciała zostają zarażonei. Mało tego, odcinanie sobie łbów można robić kilka razy i za każdym razem ciało odrasta bez żadnego szwanku. 

Gatunki Elysia Marginata i Elysia Atrovidis nie są zwykłymi ślimakami morskimi. Są czymś w rodzaju napędzaną algami żywa fotowoltaiką.

Doktor Terry Gosliner, który odkrył przeszło tysiąc gatunków morskich ślimaków zwraca na to uwagę podkreślając, że te żywiąc się algami potrafią wykorzystywać w procesie podziału powstałe podczas fotosyntezy cukry i prawdopodobnie to powoduje, że ich głowa popyla sobie przez jakiś czas bez ciała. 

Zwłaszcza, że wszystko, co jest potrzebne do tego procesu znajduje się w dopiero co odrzuconym korpusie. Dlatego bardziej prawdopodobna jest opinia dra Laetza, że energię do regeneracji ślimak pobiera z alg spożywanych już po samookaleczeniu. 

Niestety nie udało mi się znaleźć sensu dalszych badań nad gatunkami samościnających się ślimaków poza utrzymaniem miejsca pracy pani Mitoh, ale bądźmy pełni nadziei. Ktoś obserwować te ślimaki musi.

0.13597393035889